wtorek, 1 sierpnia 2017

Czarna Cobra 2017 - Trawica (29 VII 2017)


    Czarna Cobra w tym roku miała miejsce w Trawicy (tuż obok Koszalina) i miałem cichą nadzieję, że chociaż jeden punkt będzie znajdował się nad morzem :) Na północ od Trawicy nie ma jednak zbyt wiele lasów, zaś w okolicy Łazów znajdują się zabagnione lasy. Niemniej jednak org zawodów - T.Kowalczyk zdołał zbudować zacną i wymagającą kondycyjnie (zresztą nawigacyjnie również) trasę złożoną z 25 punktów kontrolnych na mapie w skali 1:50 000. 
    Dość duża liczba punktów kontrolnych sprawiła, że trasę TP50 można było zbudować na kartce formatu A4 i do tego z powiększeniami wszystkich punktów, które wbrew pozorom nie stanowiły znaczącego ułatwienia ze względu na ich niezbyt wyraźną widoczność (szczególnie warstwic oraz terenów otwartych). A może wraz z wiekiem mam coraz słabszy wzrok? Dodatkowym utrudnieniem stanowiło niestandardowe położenie mapy względem kartki A4, tzn. północ był nieco "kopnięty" o bodajże 10-15 stopni, co widać na poniższej mapie (bardzo utrudniało bieganie na azymut), co dodało dodatkowego smaczku :)
Mapa TP50 - Czarna Cobra 2017
   Myślę, że odnośnie trasy TP50, to najbardziej trafnie ujął org zawodów, tj.: "Na trasie 50 km, która zaliczana jest do Pucharu Polski w Pieszych Maratonach na Orientację, w tym roku czeka na was aż 25 punktów kontrolnych. Statystycznie co 2km czeka na kolejny punkt do podbicia. W praktyce budowniczy tak zaprojektował trasę, że punkty są zgrupowane w kilku miejscach a pomiędzy tymi grupami rozsiane są pojedyncze punkty. Są długie nawet 5km przeloty, są punkty odległe mniej niż km od siebie. Uczestnik potwierdza punkty w dowolnej kolejności, więc odpowiednie zaplanowanie przebiegu trasy jest połową sukcesu. Trasa jest też tak zaprojektowana, że jeśli ktoś nie czuje się na siłach zrobić pełnych 50km, może ją sobie skrócić dostosowując jej przebieg do własnych możliwości. 7 punktów najdalej odległych zbiorą tylko najwytrwalsi uczestnicy, którzy chcą przejść całą trasę. Na trasie czeka dużo urokliwych miejsc. Pomimo, że startujemy z tego samego miejsca co rok temu, czekają na Was nowe obszary. Jest dużo przewyższeń, kilka rzeczek do przejścia. Są urokliwe bagienka, szczyty pagórków, ujścia rzeczki, śródleśne wydmy czy głazowiska. Przy 3 punktach czekać będą bańki z wodą do ewentualnego uzupełnienia. Będą one chłodzić się w strumieniach więc nawet w upalny dzień będą zimne. Organizatorem tegorocznej edycji jest Nadleśnictwo Karnieszewice i start jest za darmo! Oprócz ciekawej trasy, na mecie czeka drobny upominek i smaczne jedzenie. Kto się jeszcze nie zapisał, nie ma na co czekać."
    Do tej pory nie miałem okazji wzięcia udziału w tym rajdzie z uwagi na kolizję z Rajdem Konwalii, który odbywa się tydzień po Czarnej Cobrze. Niestety M.Galla - ze względu na dość niską frekwencję - postanowił zlikwidować trasę Medium na rzecz trasy dwójkowej Speed - na pewno udany pomysł. Tym bardziej, że Rajd Konwalii idzie w kierunku rajdów przygodowych - kosztem indywidualnych biegaczy na orientację. Troszkę szkoda, bowiem bardzo lubię rajdy organizowane przez Rajd Konwalii i niestety zostają już tylko dwa rajdy w których z pewnością biorę udział nawet ze "złamaną nogą", tj. Śnieżne Konwalie i Nocny Marek. 
   Wracając do Czarnej Cobry, to generalnie te zawody są dość mocno obstawione. Zajęcie miejsca w pierwszej szóstce - zawsze należy uznać za sukces. O ile tacy zawodnicy, jak M.Jędroszkowiak, M.Sontowski czy Ł.Romanowski w dalszym ciągu są poza moim zasięgiem, to zostały do obsadzenia miejsca 5-6. Jako mocny średniak widziałem siebie w tych miejscach, choć pretendentów było nieco więcej, np. K.Gostomczyk, J.Parzybut, S. Kaczmarek, J. Skotnicki czy A.Urbański. Niemniej jednak zawsze raźniej się biega i poszukuje się punkty mając świadomość silnej konkurencji niż w bardzo słabo obsadzonych zawodach :) No i można bezpośrednio dowiedzieć się - ile mi jeszcze brakuje do najlepszych...
    Całą trasę pokonałem z czasem 8h i 48 minut przy niecałych 6h zwycięzcy rajdu. Dość słabo jak na moje możliwości. Niemniej jednak to był dość wymagający rajd - o czym świadczy fakt, iż tylko 18 zawodników ukończyło rajd z kompletem punktów kontrolnych (na 49 zawodników). Fakt ten nabiera nieco innego znaczenia - tym bardziej, że najlepsi (zabrakło w tym rajdzie jedynie P.Jankowiaka i M.Hippnera) pokonali tę trasę w 6h, zaś Ł.Romanowski w 7h. Nie od dziś wiadomo, że przy pełnej roślinności (po obfitych opadach) biega się znacznie ciężej. No i znacznie trudniej odnaleźć punkty kontrolne, np. słynny stary świerk wśród świerków czy szczyt wydmy wśród kilku wydm albo brak mostku w rzeczce, gdzie od prawej strony nie było żadnych ścieżek. To wszystko sprawiło, że zdobywanie przeze mnie punktów kontrolnych nie było "płynne". Zaliczałem wiele przestojów - szczególnie przy punkcie 22 - gdzie straciłem aż 12 minut... Org wybrał dwugwiazdkowe leśne spa dla zwierząt zamiast 5-gwiazdkowego :)
Do PK10 - Rezerwat "Sieciemińskie Rosiczki"
   Początkowe punkty całkiem sprawnie zdobyłem, zaś wariant od południa wybrał również M.Sontowski, T. Krasowski (8 miejsce) czy K. Gostomczyk (trzeci w Pazurze Gryfa). PK4-PK16-PK6-PK19-PK10 - czyli przez ponad 1h (ok. 8,5 km) widywałem wymienionych zawodników. Zwycięzca rajdu po tym punkcie wybrał bardzo łatwy wariant na północ, tj. PK7-PK22, zaś ja te punkty zostawiłem na drogę powrotną. I od tamtej pory nikt mnie nie gonił, ani ja nie doganiałem innych zawodników. W takich momentach - człowiek wie, że zajmuje czołową pozycję.
Zapewne okolice PK9
   Pierwsze problemy miałem ze zdobyciem PK11 (śródleśne jeziorko) - na końcu łąki. Tam straciłem ok. 5 minut - nie wczułem się w myślenie orga, który nie kombinował. To jeziorko było naprawdę duże, ale zmyliła mnie ścieżka nie zaznaczona na mapie... No i mało wyraźne zbliżenie punktu również miało istotny wpływ. PK24 - z wodą i strumykiem - czas zaliczyć mini kąpiel, co zaowocowało stratą kolejnych cennych minut. No ale odczuwalna temp. na poziomie 25 stopni zrobiła swoje. Jeszcze w dwóch miejscach skorzystałem z tej okazji. W sumie 20 minut miałem w plecy przez takie sytuacje - jak ten czas szybko płynie...
Gdzieś w okolicach PK18 - Szczyt wydmy
   Bardzo trudny był PK20 - niby wariant do tego punktu był oczywisty - wystarczy bieg po asfalcie. Ja wybrałem bieg między lasem a polem - był zarośnięty... Kopiec na środku lasu... Kopców było wiele - trafić na ten właściwy - zajmuje cenny czas :) Mi zajęło kilka minut... Przekombinowałem z tym wariantem - chciałem nieco ułatwić sprawę, a straciłem niepotrzebnie trochę sił i czas.
Z PK24 do PK20
    Kompletnym nieporozumieniem okazał się mój wariant z PK20 do PK8. Chciałem dobrze, lecz wyszedł okrężny wariant. I 15 minut w plecy... Wyszło po prostu beznadziejnie - po cholerę biegłem na południowy-wschód, by po 1 km odbić się na północny-wschód... Wystarczyło od pólnocy minąć rzeczkę i i heja na azymut do granicy kultur lasów - była widoczna na mapie... Szkoda słów - przez takie błędy nie ma co myśleć o dobrym wyniku. W tym momencie miałem za sobą ponad 3h i 22 km. Zauważam też M.Jędroszkowiaka i P.Szaciłowskiego.
PK20-PK8
   Za wcześnie ich widzę - uwiną się z całością trasy w 5 godzin - pomyślałem... Przy PK1 znów przerwa 3-4 minutowa... Ile już tych przerw było... Była mi niezbędna - bowiem przede mną wymagający kondycyjnie PK2. Docieram po 3h i 44 minutach mając za sobą 26,5 km i zauważam Ł.Romanowskiego. Tracił wobec M.Jędroszkowiaka i P. Szaciłowskiego około 40 minut. Sporo... Dowiedziałem się również - od Michała - że w punkcie PK8 traciłem zaledwie 1,5 km do zwycięzcy rajdu. Miał jednak za sobą PK7 i PK22 - teoretycznie miał przewagę ok. 45 minut wobec mnie. A to dopiero połowa trasy TP50.
    Kolejny punkt i około 10 minut w plecy na jego poszukiwanie... Coś kiepsko mi w tej materii mi szło... Pisałem, że kopnięty północ zrobił swoje - źle na azymut trafiłem w rzeczkę. Dopiero ścieżka z lewej strony rzeczki uświadomiła, że punkt jest niedaleko. Szybka kąpiel na ochłodę i w drogę do punktów ulokowanych na północnej części mapy. Po 30 km i 4h 26 min spotykam K.Karpę i M.Trzeciakiewicza (12 miejsce), zaś dosłownie pięć minut później - T.Kaźmierczaka (14 miejsce). Tuż przy punkcie PK3 widzę kolejnych zawodników, m.in. T.Kowalskiego (24 miejsce, którzy z trudem znaleźli PK5 - słynny stary świerk - mi się udało szybko zdobyć ów punkt).
     PK3 zdobyty i czas na pozornie łatwe punkty z północnej części mapy... Pełno było tam wycinek czy nowych ścieżek... Było mi tam ciężko - słabo mi to wszystko szło i nawigacyjnie i kondycyjnie. Przy PK18 miałem już dosyć - 42 km i 6h 30 min. 9 kilometrów w 100 minut - masakra... Totalny kryzys formy.
    Do mety tylko cztery punkty - nikt mnie nie gonił. Za to kolejne minuty traciłem przy PK22 - leśne "spa" - pisałem już o tym, zaś o stracie czasu nie wspomnę. Nawet z PK7 miałem problem - oczywiście nie znalazłem od razu dawnej strzelnicy - ale to już zwalę na zmęczenie :) PK25 i PK14 bardzo łatwe, jak również dobieg do mety. W sumie 55,5 km i 8h 48 min. Pogratulować orgowi budowy wymagającej trasy i myślę, że zostanie na długo zapamiętana przez zawodników. Org zapowiedział bowiem, że będzie to ostatnia edycja (chyba, że ktoś przejmie po nim pałeczkę). Mając jeszcze ogromne wsparcie Nadleśnictwa Karnieszewice (odrębne podziękowania za wkład Nadleśnictwa w ten rajd co zaowocowało bezpłatnym wpisowym. Niewiele w Polsce jest Nadleśnictw, które z takim zaangażowaniem podjęło wyzwanie, jakim są zawody na orientację. Tylko wziąć z nich przykład :)) - kolejna edycja powinna być formalnością. Jeśli tak się nie stanie, to mimo wszystko cieszę się, że zdążyłem zaliczyć Czarną Cobrę :)

Podsumowanie:
TP50, 25 punktów kontrolnych
Czas: 8:48
Miejsce: 6/49

Wyniki:
1. Marcin Sontowski 5:55
2. Michał Jędroszkowiak 6:12
2. Piotr Szaciłowski 6:12
4. Łukasz Romanowski 7:00
5. Jan Parzybut 8:08
6. Seba Wojc 8:48
...
49. Michał Kasprzak 11:57 (22 PK)

wtorek, 25 lipca 2017

VI Szaga - Chodzież (15 VII 2017)


   W lipcu każdego roku odbywa się Szaga w centralnej części woj. wielkopolskiego organizowana przez KS Hades (znani również z organizacji Grand Prix Hadesu - bardzo cenionych przeze mnie zawodów ze względu na poziom sportowy:)). 
    Pod kątem mojego udziału w tym rajdzie - to już był mój czwarty udział (częściej byłem jedynie na Grassorze). Jedynie w zeszłym roku nie zdołałem wziąć udziału w tym rajdzie, zaś w tym roku - po raz pierwszy zabrałem ze sobą Monisię. To już był trzeci udział w rajdzie i do tej pory nie spadła poniżej 4 miejsca :) Niemniej jednak trasa zbudowana przez Remika N. była dość wymagająca kondycyjnie i dało mocno we znaki mojej partnerce (choć głównie ze względu na zbyt długi dystans). 
     Baza rajdu znajdowała się w Chodzieży, co spowodowało, że kilka kilometrów przemaszerowaliśmy przez miasto (zarówno do PK1, jak i z PK11). Trasa w kat. TP25 w głównej mierze była ulokowana na terenie leśnym, choć momentami nie brakowało terenów otwartych (zwłaszcza z PK5 do PK6) oraz krótki odcinek z PK10 do PK11 w niesamowitej saunie (asfalt bardzo szybko się nagrzewa). Trasa była tak zbudowana, że aż czterokrotnie musieliśmy przejść przez drogę krajową.
    Punktów na trasie było jedenaście, zaś sześć z nich miało dodatkowe zbliżenia w celu ułatwienia odnalezienia punktu kontrolnego. Nie ukrywam, że zbliżenia te bardzo ułatwiły nawigację, choć nie były aktualne (zwłaszcza w okolicy punktu 3). Najgorsze dla mojej partnerki były górki (szczególnie PK8, gdzie trzeba było na odcinku ok. 3 km pokonać wysokość względną na poziomie ok. 150 metrów). Wzniesienia były też w okolicy PK3 i na dobitkę w okolicy PK11 - jak Monisia zobaczyła opis tego punktu, to skomentowała jednoznacznie: Remik to lubi ustawiać punkty na górze... :)
     Start TP25 i TP50 odbył się o godz. 9 - biegacze z przodu, zaś piechurzy z tyłu. I na spokojnie docieramy do PK1, choć nieco za wcześnie odbiłem z drogi asfaltowej (może minutkę na tym straciliśmy). W końcu marsz, to nie bieg - zaś wszelkie błędy kosztują znacznie więcej czasu niż w przypadku biegu. Byliśmy tak w połowie stawki...
   W trakcie marszu do PK2 mieliśmy okazję poznać co to znaczy iść przez zarośla przy brzegu łąki podmokłej. Bardzo przyjemnie przechadzało się przez tę łąkę, zaś do PK2 szliśmy na azymut, choć nie mogłem rozgryźć zbliżenia do tego punktu. Tam gdzie był punkt - las nie był bardzo dobrze przebieżny. Niemniej jednak praktycznie od tego punktu nie rozstawaliśmy się znacząco (tzn. na dłużej niż kilka minut) z rodziną Filipiaków oraz M. Pawłowskim. Staraliśmy się nie rywalizować z nimi, choć zawsze przyjemniej się robi, gdy na trasie są inni zawodnicy...
Mapa z TP25
   
    Pierwsze problemy mieliśmy ze zdobyciem PK3 - układ ścieżek nie zgadzał się, choć na ratunek przyszedł kompas, bowiem wystarczyło przejść przez kilkaset metrów na zachód. W pewnym momencie widzimy innych zawodników, którzy zbyt wcześnie szukali punktu. Niestety częściowo dałem się wyprowadzić, bowiem straciłem orientację w pobliżu PK3. Monisia staneła na górce - punkt był w następnej górce na południe. Niestety poszedłem na północ, bo myślałem, że rodzina Filipiaków znalazła ten punkt. I lipa - nie mieli punktu. Jesteśmy w lesie - gdzieś pomiędzy górkami :) W pewnym momencie znalazłem w końcu punkt - ale nie miałem przy sobie kart startowych :) Musiałem wrócić po Monisię i razem podbijamy nieszczęsny punkt (ok. 15 minut w plecy).
    Kolejne punkty były już znacznie łatwiejsze, choć w okolicy PK5 znów nie zgadzały się ścieżki... Ot taki już urok starych map :) Do punktu 6 udajemy się w uśmiechach, co widać na poniższym zdjęciu. Punkt ten zdobywamy po 2h i 20 min mając za sobą ponad 11 km marszu. 
Z uśmiechami na twarzy tuż przy punkcie 6
    Przy PK6 robimy 5 minutową przerwę, zaś do PK6 dajemy się wyprzedzić rodzinie Filipiakom, choć ku naszemu zaskoczeniu również W.Wąsikiewiczowi czy M.Pawłowskiemu (coś tam za nawigacją musiało im nie pójść) i jeszcze chyba parze z Pazura Gryfa. 
Karty startowe już uszykowane :)

A po krótkiej przerwie ... marsz do punktu 7
    Punkt 7 dość prosty, zaś do PK8 początkowo nie prowadziła żadna droga. Pozostało nam przejść na azymut przez las do drogi krajowej. Profilaktycznie uprzedzam partnerkę, że PK8 będzie sporym wyzwaniem kondycyjnym... Dała radę, choć potrzebowała kilkuminutowej przerwy w tym punkcie na regenerację :) Dajemy się wyprzedzić konkurentom, choć czułem, że PK9 i PK10 nie będą łatwe. Tak też się stało - przy PK9 widzimy M.Pawłowskiego, co utwierdziło nam, że jest ok. Że to nie ta górka, bowiem ze zbliżenia wynikało, że musi być za terenem półotwartym. Wszędzie był las - nawet żółta ścieżka nie zgadzała się z mapą. 
    Jeszcze ciężej było z przebiegiem do PK10 - nie czułem się pewnie, a do tego jeszcze musiałem myśleć o Monice (przecież musi wytrzymać do mety, choć była już bardzo zmęczona). Nie było ścieżki leśnej, choć na szczęście była jedna ścieżka ukierunkowana na wschód - w pewnym momencie słychać nadjeżdzający pociąg - jest dobrze :) Teraz tylko ulokować pozycję, by jak najmniejszym nakładem dotrzeć do PK10 - trafiliśmy jak ulał, co spowodowało uśmiech na twarzy mojej partnerki :). Jeszcze tylko PK11 i meta...
Mapa z naniesionym trackiem
    Prosty nawigacyjnie, choć nie bez wzniesienia w pobliżu PK11 - oczywiście punkt był na mniejszym wyciągu, ale za to na górze (nie musieliśmy dodatkowo się wspinać). Do mety docieramy piekną scieżką pieszo-rowerową wzdłuż jeziora (choć od strony wschodniej ciężko było na nią trafić). Do mety szliśmy dróżkami osiedlowymi pilnując kościoła (bowiem niedaleko widocznych wież kościoła znajdowała się meta). I w ten sposób po 6h 25 min wraz z M.Komorowskim (zajął 3 miejsce na trasie TP50) docieramy do mety. Troszkę pogaduszek ze znajomymi (w końcu w tym rajdzie udział bierze sporo osób z Poznania i okolic) i do domku na odpoczynek. Było to najdłuższy dystans pokonany przez moją partnerkę i dała radę :) Gorąco polecam piesze rajdy z partnerką jako odmianę do biegów w kat. TP50.

Podsumowanie:
TP25, 11 PK
Czas: 6:25
Miejsce: 19/40 (Monika 4/13)
Pokonaliśmy 28,9 km

Wyniki z TP25
1. B. Małecki 3:20
1. K. Molski 3:20
3. P. Szarlik 3:58
4. P. Niedzielski 3:59
5. A. Bultrowicz 4:10
5. M. Bultrowicz 4:10
...
19. Monia Wojciech 6:25
19. Seba Wojciech 6:25
...
40. A. Szawdzin DSQ

sobota, 8 lipca 2017

XV Grassor - Reptowo (24 VI 2017)


   Kolejna edycja Grassora odbyła się w Reptowie, zaś teren zmagań na trasie TP50 obejmował nie tylko Puszczę Bukową, lecz także Puszczę Goleniowską. Punktów na trasie było aż 22, lecz na mapie były zaznaczone cztery punkty kontrolne i obowiązywała zasada Grassora (jedyne takie zawody zaliczane do PMnO). Chodzi o to, że na każdym odnalezionym punkcie dostajemy wskazówki, gdzie znajdują się najbliższe punkty. Niemniej jednak na starcie wiemy, że ilość wszystkich punktów jest znana (na podstawie opisu punktów kontrolnych).
     Z mojej strony, to był już piąty z kolei udział w tym rajdzie. Stanowi niejako dla mnie zakończenie poprzedniego i rozpoczęcie kolejnego maratonu na orientację. Stanowi również wyznacznik mojej formy. 
     Na starcie dowiaduję się o zaznaczonych czterech punktach. Zakładam, że wariant Grassora nie może być oczywisty. Bo po to w ogóle wprowadzono zasadę Grassora. Niestety optymalny wariant był aż zanadto oczywisty. Wystarczyło rozpocząć bieg do PK1 lub PK2 i wykonać jedną pętlę do mety - zdobywając po drodze pozostałe 21 PK. Oczywiste nieprawdaż? Wybrałem dość oryginalny wariant mając nadzieję, że w PK4 odsłonią się dwa punkty na północ oraz na północny-zachód. 

Start - PK3 3,5 km 00:21
     Na początek prosty PK3, który zdobyłem w samotności. Większość zawodników wybrało PK2 bądź PK1. Odsłoniły się dwa punkty położone na zachód od tego punktu. Nie tego oczekiwałem, choć nadzieja na punkty ulokowane na północ od mapy jeszcze była.
Prosty PK3 na początek
PK3-PK4-PK2 9,6 km 1:02
    Po zdobyciu PK4 byłem zaniepokojony całą sytuacją - choć była jeszcze nadzieja na to, że na PK2 odsłonią się punkty na północ. Gdy zobaczyłem nadbiegających z przeciwnej strony Romanowskiego, Staszka K. czy Pawła W. - czułem, że to już koniec walki o wysokie miejsce w tym rajdzie. Spoglądając na lampion PK2 wiedziałem, że już po zawodach. Nic się nie odsłoniło i pozostał mi jedynie bieg do PK1 przez start. Dołożenie ok. 4 km z powodu błędnie obranego wariantu nie należy do przyjemnego uczucia... Nie tak to miało wyglądać - z powodu zbyt oczywistego wariantu przebiegu jak na Grassora zaprzepaścić szansę na podium...
Mała pętelka wokół startu
PK1-PK6-PK22-PK5 19,6 km 2:06
     Punkty kontrolne nie były trudne i nie wymagały wyrafinowanych umiejętności nawigacyjnych. Wchodzą mi jak po maśle. Poza niektórymi wyjątkami - opis punktu Pn-Zach., to punkt był położony na Pn-Wsch. (tam traciłem po ok. 2 min). A może ja nie znam kierunków świata opierając się o kompas? Wszystko mi było już jedno - ale w końcu nie po się jechało taki kawał do okolic Szczecina, by poddać się po kilkunastu kilometrach. Tym bardziej, że było o co walczyć, jeśli chodzi o punkty do rankingu PMnO. W końcu była to impreza za 50 punktów (Czy zasadna? Kapituła PMnO stwierdziła, że tak - w przeciwieństwie do mnie). W tym roku zdecydowanie tak mimo bardzo oczywistego wariantu przebiegu. Inna sprawa - okolice Szczecina nie za bardzo umożliwiało efektywne stosowanie zasad Grassora.
Początkowe punkty w Puszczy Bukowa
PK12-PK15-PK13 25,5 km 3:09
    Kondycyjnie nie jest źle - 25 km w 3h - jak na Grassora, to całkiem niezły wynik. Czuję w nogach, że z pewnością nie zamknę w 50 km. Nadzieję daje mi teren Puszczy Bukowej (a szkoda, że org nie wykorzystał żadnej mapy do BnO). Sporo mi dał udział w Trudach 2016, bowiem niektóre tereny zapamiętałem i w wielu miejscach nieźle ścinałem na azymut. Czy jednak wystarczy na podium?

PK13-PK9-PK19 30,5 km 4:08
    Zaczynają się konkretne wzniesienia i w dobiegu do PK9 za bardzo mnie wywiozło na pd-zachód. Na szczęście zdołałem w porę zorientować swój błąd nawigacyjny w tak trudnym pagórkowatym terenie. Olałem po prostu ścieżki, które nie wiadomo w jakim kierunku dążyły. Przy PK9 widzę M.Jędroszkowiaka oraz Szaciłowskiego i praktycznie nie rozstaję się z nimi do PK21... 

PK19-PK17-PK21-PK16 33,5 km 4:33
     Wspomniani zawodnicy są dużo szybsi ode mnie, lecz nawigacyjnie sporo nadrabiałem. Zaczynam lubić Puszczę Bukową :). Dopiero w PK21 osłonił się upragniony PK16 będący jednocześnie punktem odżywczym. Kawałki arbuza, izotoniki czy woda - cóż chcieć więcej...Wytrzymałem 2,5 minuty - nie chciałem tracić zbyt wiele czasu - tym bardziej, że około 2 km wcześniej zauważyłem P. Wolniewicza (zajął 2 miejsce), zaś ok. 8 km wcześniej Romanowskiego (zwycięzcę TP50). Zaczęła się kalkulacja - czy wystarczy na zajęcie 2 miejsca. Organizm zaczyna jednak odczuwać trudy dzisiejszego biegu - w końcu cztery miesiące przerwy w bieganiu na 50 km robi swoje...

PK18-PK20-PK8-PK11 41,6 km 5:48
    Nikogo nie widzę z tyłu czy z przodu - to oczywiste. Wybór nieoczywistego wariantu robi swoje.... Martwił mnie jedynie długi przelot z PK14 (ostatniego) do mety. Powoli już siadam kondycyjnie, choć staram się biegać - nawigacyjnie na terenie Puszczy Goleniowskiej już nie da rady cokolwiek ugrać. Pozostało mi jedynie utrzymać tempo nie robiąc żadnych przerw. 42 km na nogach, zaś do mety jeszcze daleko. Za około 1 km Romanowski będzie już na mecie.

PK11-PK7-PK10-PK14 50 km 7:05
    Asfaltówka z PK11 do PK7 oraz proste PK10 i PK14 i do tego 3 min przerwa w trakcie dobiegu do PK10 i aż 6 min przerwa przy PK10 (sic!) spowodowało, że definitywnie straciłem 3 pozycję mimo błędnie obranego wariantu. Po co mi była ta przerwa na regenerację... Cały czas sobie obiecywałem, że nie robię żadnych przerw - odpocznę na mecie i otrzymałem zasłużoną karę za złamanie mojej zasady :)

PK14 - Meta 54,6 km 7:41 
   Ostatnie 4,5 km przebiegłem w 36 minut - czyli w 8 min/km (a więc bieg przeplatany kilkumetrowym marszem). Na poniższej mapie - sytuacja wyglądała następująco - i tylko jeden miał szansę na 4 miejsce (SW - Szymon Wojtczak, SR - Seba Rożko (wraz z A.Urbańskim i A. Bartosiewicz) i ja. Pytanie za 100 punktów - który z nich ostatni przybiegł na mecie :)
    Na poniższej mapie - P.Wolniewicz prawie na mecie. Staszek zapewne ok. 1 km za Pawłem W. Mi pozostał jeszcze 3 km bieg do mety po asfalcie (bolały nóżki, oj bardzo bolały). Cierpię, gdy biegnę po asfalcie. Tylko asfalt - zero szutru czy leśnej ścieżki. Nienawidzę biegania po asfalcie - na Wildze Orient staram się tak konstruować trasę, by nie biegać za dużo po asfaltach. Bieg po drodze asfaltowej mając na nogach 50 km napierania na orientację - męczarnia dla nóg i stawów :)
    Niestety zająłem odległe ósme miejsce mimo, iż zdołałem nieco nadrobić stratę z początku trasy w Puszczy Bukowej. Zabrakło zaledwie 6 minut do wyniku lepszego niż w zeszłym roku (zająłem wtedy 4 miejsce). Gdybym nie durny wariant, to spokojnie zająłbym 2 miejsce. Jak pisałem wcześniej - Grassor stanowi wyznacznik mojej formy i nie sposób nie porównać mojego biegu z zeszłorocznym. Średnio 8:27 min/km przy 8:49 min/km - mówi samo za siebie. Trzeba pamiętać, że punktów było aż 22 (i trzeba było nie tylko podbić, lecz również wpisać godzinę i minutę na karcie oraz przerysować kolejne punkty kontrolne - te czynności zajmowały przeciętnie ok. 45 sekund).
Pamiątkowe zdjęcie na pocieszenie :)

Trochę statystyk z mojego udziału w rajdzie
    Zawody w kat. TP50 wygrał Ł.Romanowski z czasem poniżej 6h, by zająć drugie miejsce trzeba było pokonać trasę w 7h 20 min, zaś 8 miejsce - 21 minut dłużej. Mimo błędnie obranego wariantu była szansa na 3 miejsce - wystarczyło nie siedzieć 6 min przy PK14 (ależ czas szybko płynie...) i nie kombinować z wariantem - wystarczyło biegać wraz z grupką innych zawodników. Ale czy o to chodzi w rajdach na orientację (w szczególności w Grassorze)????

Podsumowując:
TP50, 22 PK
Czas: 7h 41 min
Miejsce: 8/41
Przebiegnięte: 54,5 km

Wyniki:
1. Łukasz Romanowski 5:56
2. Paweł Wolniewicz 7:20
3. Stanisław Kaczmarek 7:35
4. Sebastian Rożko 7:39
4. Andrzej Urbański 7:39
4. Adam Bartosiewicz 7:39
..
8. Seba Wojciech 7:41
...
41. Brygida Wańtuch Z

wtorek, 13 czerwca 2017

IV Mistrzostwa Poznania w BnO (10-11 VI 2017)


   Kolejne - tym razem już czwarte mistrzostwa Poznania w BnO - miało miejsce w parku Tysiąclecia (sprint) oraz Cytadela (middle). Po raz kolejny nie zdołałem wziąć udziału w dwóch etapach w jednej kategorii sportowej. Nie ulega wątpliwości, że w tym roku stawka w kat. M-21 była znacznie słabsza niż w minionych latach. Trochę szkoda, bo widać było, że trasy był zbudowane przez osobę bardzo doświadczoną i rzeczywiście sporo miejsc na Cytadeli jeszcze nie zwiedziłem :)
   Ci co się nie zapisali na drugi etap tych zawodów - niech żałują. Można pomyśleć - ech co tam Cytadela - płaska jak bieżnia... Okazuje się, że wystarczy zbudować tak trasę, by po biegu mieć dosyć :) Świadczą o tym dość słabe jak na Cytadelę czasy najlepszych z drugiego etapu, co tylko pokazuje, że trasa była dość ciężka kondycyjnie. Do tego jeszcze dodać ponad 30 stopniowy upał....
   Trasa w kat. M21 w przeważającej mierze przebiegała we wschodniej części Cytadeli (a więc znacznie bardziej wymagającym terenie).Przebiegłem w sumie 5,67 km w czasie 46:46, co dało 8:15 min/km. Dość słabo, choć zaznaczam, że na trasie było sporo konkretnych przewyższeń.

    Już na dzień dobry popełniłem błąd nawigacyjny - trafiając od razu na PK3 - tam straciłem minutę. Bezmyślny błąd na początek - najgorsza sytuacja dla biegacza :) Teren był dość gęsto zarośnięty, zaś nadmiar chodziarzy na orientację komplikował sytuację i nie zdołałem porządnie się skoncentrować na swoim :)
    Kolejny błąd przytrafił mi się przy PK6 - oj źle znoszę upały i zamiast dojść do PK6 - za bardzo zbliżyłem się do PK25. Na szczęście wokół PK6 było sporo obniżeń, ale ok. 30 sekund poszło w plecy. Z kolejnymi punktami było już całkiem ok - rączki musiały pracować, dwa wzniesienia (przy PK7 i PK9) i gęstwinka przy PK8 spowolniło nieco moje tempo. 
   Kolejny błąd przytrafił mi się przy PK10 - zmiast być konsekwentnym w pewnym momencie odbiłem w lewo i wpadłem w jeżyny. Okolice kolan znów poharatane, a wciąż tam się pałętałem - tracąc ok. 1 min na poszukiwania pozornie trudnego punktu. 
    Kolejna pętelka dotyczyła punktów 11-14 z konkretną wspinaczką przy PK13. Zdołałem wyjść z tych punktów bez większego błędu nawigacyjnego, lecz teren leśny był dość przebieżny, więc niełatwo było popełnić jakiś błąd. 
   Przy PK15 znów miałem lekką zawieszką, bowiem źle zinterpretowałem opis punktu - był w środku kikuta drzewa (15 sekund straty), a najlepsze było zagapienie punktu w muldzie (PK16). Nie wiem jakim cudem nie zauważyłem tego punktu (1,5 min w plecy). Nie był kompletnie widoczny od strony PK15.... 
   PK17-PK21 były już dużo łatwiejsze, co pozwoliło odpocząć umysłowi w tak upalny dzień i przygotować mentalnie na wspinaczkę przy PK22. Z lewej strony namierzanie PK22 i PK23 było znacznie łatwiejsze. Końcowa część trasy była już bardziej płaska i i rozsądna nawigacyjnie, za wyjątkiem wspinaczki przy PK28 i do PK32. 

   Podsumowując - najlepszy bieg z mojej strony - zawsze źle znosiłem upały, zaś gęsta roślinność oraz liczne przewyższenia zrobiły swoje. Z powodu błędów nawigacyjnych niepotrzebnie straciłem ok. 5 min. Tak więc jest co poprawiać i jest nad czym pracować :)
   W najbliższych tygodniach wezmę udział w mam nadzieję trzech rajdach na orientację. Już na pierwszy ogień pójdzie Grassor w okolicach Puszczy Bukowej, zaś potem Kamikadze - Ostatnia Misja, zaś na deser Szaga :) Mogę mieć nadzieję, że nie będzie upałów... Choć z tymi upałami, to nie taki diabeł straszny, jak go malują - wystarczy, że znaczna część tras odbędzie się w lesie (a najlepiej jeszcze wokół jezior/kąpielisk :)). 

Podsumowanie:
Etap 2 (middle), 4,4 km, 32 PK
Czas: 46:46
Miejsce: 1/8

Wyniki:
1. Paweł Niedzielski 46:46
1. Seba Wojciech 46:46
3. Łukasz Majewski 60:38
4. Piotr Gabryszak 96:22
5. Maciej Piskunowicz 103:17
6. Krzysztof Andrzejewski 109:27
...
8. Jakub Król NKL

Zwycięzcy w poszczególnych kategoriach w dwóch etapach:
K12 Estera Karkut (Azymut Mochy)
M12 Tymoteusz Bultrowicz (KS Hades)

K14 Julia Gonda (Azymut Mochy)
M14 Mikołaj Paterek (Azymut Mochy)

K21 Katarzyna Jędrowska (Husaria Race Team)
M21 Łukasz Majewski (X2M)

K35 Honorata Paterek (Azymut Mochy)
M35 Piotr Pancerz

K45+ Magdalena Gorczyca (KS Hades)
M45+ Jacek Gorczyca (KS Hades)

środa, 7 czerwca 2017

#08 Chyże BnO - Buczki Pakosław (3 VI 2017)


 Kolejne zawody z cyklu "Chyże BnO" odbyły się w okolicznym lesie ulokowany na południu Pakosława (k. Nowego Tomyśla). Zawody miały dość kameralny charakter i najciekawsze było to, że nikt z Nowego Tomyśla nie wziął udziału w tych zawodach :) Wybrali jakieś lokalne zawody biegowe, a szkoda - bo ten etap był porównywalny do etapu w Paproci - czyli do kategorii trudnych. 
    Lista startowa składała się z dziewięciu zawodników, choć na zwycięstwo w tym etapie realne szanse miało pięciu zawodników. Wyposażeni w kompasy oraz track GPS-a dzięki któremu zachodziła możliwość sprawdzenia wariantów przebiegów do poszczególnych punktów (patrz: Przebiegi w 3DRerun).
   Zawody miały się odbyć w przebieżnym lesie patrz poniższe zdjęcie:
Tak miał wyglądać teren zawodów 
    A okazało się, że las był bardzo zarośnięty, co utrudniało sprawną nawigację. Spore trudności w aktualizacji mapy miał również organizator biegu, co zaważyło na tym, iż zdobycie niektórych punktów kontrolnych (w szczególności z biegu pościgowego) w dużej mierze zależało od szczęścia.
A wyglądał tak.... :)
     Zawody te składały się z dwóch etapów - pierwszy z nich miał charakter interwałowy: zawodnicy startowali co 3 minuty. Z kolei drugi etap miał charakter biegu pościgowego - w zależności od straty do zwycięzcy I etapu. 

Mapa Etapu 1 (start interwałowy)

Mapa Etapu 2 - bieg pościgowy
    Pierwsze 10 punktów kontrolnych zdobyte jak po maśle - dogoniłem bezpośrednich konkurentów i na widoku miałem M. Hoffmana (w okolicach 5 punktu, który startował 12 min wcześniej niż ja). 

    Niestety przewaga został kompletnie zniwelowana w PK 11 i 12 i spadłem na 4 miejsce, choć było blisko spadku na 5 miejsce. Kompletny brak koncentracji przy PK11 - niezliczona liczba charakterystycznych drzew i dwie górki oraz jakiś owad utknięty w moim przełyku zrobiły swoje. Kompletnie wypadłem z rytmu biegowego. Do dziś zachodzę w głowę - dlaczego tak łatwo dałem się wyprowadzić z równowagi :)
     Przedstawienie musi jednak trwać, bowiem te dość duże straty można jeszcze odrobić. Przy PK13 zdołałem zmniejszyć stratę, zaś przy PK15 traciłem już niewiele do Pawła B. i Mateusza H. W konsekwencji straciłem tylko 1:05 do lidera I etapu, czyli Pawła B., zaś do Mateusza H. straciłem tylko 14 sekund. Żałuję, że tak łatwo dałem się wyprowadzić z równowagi w PK11 i PK12 - miałbym niezłą zaliczkę do biegu pościgowego.

    O ile w I etapie momentami nieaktualna mapa nie odegrała istotnego znaczenia, to niestety w etapie II odegrała istotną rolę. Przy czym każdy z zawodników miał równe warunki, choć nie ukrywam, że uciekinierzy mieli ogromny problem ze zdobyciem PK1, który niestety był bardzo trudny do zdobycia - tam wszystko było zarośnięte i nic tam nie było jednoznaczne. Próbowałem zdobyć punkt od południa - okazało się, że tam nie było nawet bagna, lecz po prostu połączone ze sobą jeziora. Myślami byłem przy rezygnacji z tego etapu - zobaczyłem jednak żwawo biegnącego Przemka G. i Jana P. - gdzieś musi tam być punkt. Nie ukrywam, że nie lubię tak losowych punktów. Niemniej jednak postanowiłem podjąć walkę....
    PK2 zdobyty dość niepewnie, ale nie na tyle by zrezygnować. Niestety PK3 dobił mnie kompletnie - po drodze podbiłem PK3 i PK5 z pierwszego etapu. Byłem wręcz załamany, ale to nie wszystko. W okolicach PK3 wszystko było podobne i do tego kilka konarów drzew. Okazało się, że nie tylko ja tam miałem problem - lecz również Paweł B. i Jan P. - znalazłem w końcu ten punkt, zaś konkurenci skorzystali z tej okazji. W ten sposób razem biegliśmy do PK4 - okazało się, że nie biegliśmy dokładnie na północ i po kilkuminutowych poszukiwaniach - razem podbiliśmy PK9 z etapu I, zamiast PK4. 
   Walczę jednak dalej, bo było o co walczyć... Czułem jednak, że limit pecha musi się skończyć i na szczęście z kolejnymi punktami nie było problemów. Przewaga Przemka i Mateusza była już duża... 
    Nie była jednak tak duża, by ich nie dogonić. PK9-PK11 znów okazały się killerami, choć zdobycie PK11 było w zbyt dużej mierze uzależnione od szczęścia. Zdołałem jednak uzyskać przewagę wobec Przemka, Jana i Pawła. 
     Czułem, że wysiadam z sił - w przerwie między etapem I i II nic nie zjadłem, jak też nie wypiłem izotonika - co zemściło się w trakcie dobiegu do PK12. Złapał mnie skurcz łydki i nie byłem w stanie już nawiązać walki z Przemkiem oraz Błażejem. Odpuściłem już... Za dużo było losowych punktów kontrolnych - kończyło się na czesaniu lasu.
    W dobiegu do PK13 widać już, że wysiadłem i nie nawiązałem walki z Przemkiem i Błażejem. Konkurenci zbliżali się do Mateusza, który po zdobyciu PK13 pobiegł na metę po nową mapę... Tak więc walka o zwycięstwo była do końca - w tym kontekście pomysł biegu pościgowego okazał się bardzo dobry :)

   Niestety okolice PK13 zmyliły mnie - bowiem punkt stał przy przepuście, a nie "skalistym" dołku czy w gąszczu kamieni. Czesanie lasu czekało mnie i podobnie, jak w PK14...


    Wykończony wpadłem na metę jako trzeci zawodnik, lecz ostatnie zająłem czwarte miejsce. II etap okazał się zbyt losowy dla mnie, co spowodowało, że każdy miał szansę na zwycięstwo. Niemniej jednak pomysł biegu pościgowego - godny pochwały, jak również budowa etapu I. Z drugiego etapu jestem nieco mniej zadowolony z powodu niezbyt dokładnej mapy, choć jeszcze raz podkreślam - warunki dla wszystkich zawodników były równe. Trzeba było po prostu utrzymać koncentrację do końca :)
Seba tuż przy mecie 

Więcej info o zawodach
Analiza przebiegów z BnO (pierwszej piątki)
Przebiegi w 3DRerun

Wyniki oficjalne:
1. Przemysław Gładysiak 2:32:13
2. Mateusz Hoffmann 2:46:18
3. Paweł Błażejewski 2:46:59 (w tym 15 min kary)
4. Seba Wojciech 2:57:03 (w tym 15 min kary)
5. Jan Parzybut 3:11:11 (w tym 15 min kary)
6. Katarzyna Wojciechowska 4:53:55 (w tym 2h kary)
7. Jarosław Wojciechowski 4:53:55 (w tym 2 h kary)
8. Magdalena Brukwińska 5:52:20 (w tym 3h 45 min kary)
9. Magdalena Mazur 5:52:20  (w tym 3h 45 min kary)