środa, 26 września 2018

3 Rajd Koziołka - Rogoziniec (1 IX 2018)


    Udział w tym rajdzie było tylko kwestią czasu, choć sam się zastanawiam dlaczego mnie nie było w poprzednich dwóch edycjach. Tereny położone w woj. lubuskim aż się proszą o organizację rajdów/zawodów. Orgowie rajdu (M.Pych i R. Kucharski) wybrali teren zawodów ulokowany w nieopodal miejscowości Rogoziniec - swoją drogą kuszące do biegania na orientację i to jeszcze w pozostałościach po I wojnie światowej. 
   Lista startowa TP15 pęczniała od dobrych zawodników z faworytem P.Jankowiakiem na czele. Niby lokalne zawody, ale każdego zawodnika należy szanować. Ile to już razy przegrałem z teoretycznie słabszymi zawodnikami z powodu braku koncentracji. Tym razem sprężyłem się i poważnie potraktowałem te zawody. O ile nie liczyłem na pokonanie Pawła J., to pozostali zawodnicy byli w moim zasięgu. Na moje szczęście Paweł J. wybrał taki sam wariant przebiegu co ja - przez to miałem szansę kontrolowania mojej pozycji. W naszym kierunku biegli również M.Dolatowski (tak, to ten w krótkich spodenkach) oraz P. Szarlik, zaś w przeciwnym kierunku - B. Małecki oraz M.Kramski. Miałem w miarę ładny przegląd sytuacji, choć początkowo nie wiedziałem ilu zawodników wybrało przeciwny kierunek. O ile przegrana z Pawłem była oczywista, to wystarczy przegrać z jakąś parą i zajmuję 4 miejsce.Oczywiście początkowo nie kalkulowałem, lecz myślałem jedynie o tym, by możliwie jak najlepiej przebiec całą trasę, która była bardzo ciekawa, choć dość płaska.
W trakcie odebrania pakietu startowego
    Już PK4 sprawił trudności wielu zawodników. Instynkt stadny zrobił swoje - leciałem za Pawłem J. i bodajże P.Stachowiakiem. Niestety mapa średnio zgadzała się z mapą - czułem, że jesteśmy zbyt głęboko na południe. Szybka (w miarę) korekta i punkt znaleziony - Paweł nieco później. Objąłem prowadzenie - pytanie na jak długo :)
S-PK4-PK7
    Ogrodzenie przy strzelnicy (w PK9) spowodował, że Paweł dogonił mnie, zaś wychodząc z tego punktu widzimy Marka D. i Przemka Sz. - przyspieszam, choć raczej starałem się nie zgubić Pawła z pola widzenia. PK11 i PK6 zdobyty niemal wspólnie i widzę, że na dobre uciekliśmy konkurentom.
PK7-PK9-PK11-PK6
     W trakcie dogbiegu do PK1 - Paweł wybrał zły azymut. Zyskuję około 2 minuty i mając tego świadomość - kolejne 2 km przyspieszyłem o około 20-30 sekund na km (biegłem 5:10 min/km). Skoro pojawia się taka szansa, to czemu jej nie wykorzystać. Myślałem jedynie o tym, by nie popełnić błędu nawigacyjnego. 
PK6-PK1-PK5(PK3)
    Z tyłu nie widzę nikogo - pokonując przejście dla zwierząt widzę konkurencję z naprzeciwka - B.Małeckiego i M.Kramskiego - trzeba będzie ich pokonać, by stanąć na podium. Mam za sobą 7 PK - w tym dwa dość trudne punkty oraz 42 minuty napierania - czyli półmetek. PK12 zdobyty zacnie i sporo na azymut - lasy były bardzo przebieżne. Niestety koncentrację straciłem w przebiegu do PK10 i tam straciłem około 2 minut - to wystarczyło do nawiązania kontaktu wzrokowego z Pawłem. W tym momencie wiedziałem, że szansa na zwycięstwo została zaprzepaszczona - kurczę głupi ten błąd, a jednak popełniony. 
PK5-PK12-PK10
    W przebiegu do PK8 - Paweł jest coraz bliżej. Utrzymuję tempo na poziomie 5:20 min/km - za wolno, by uciec Pawłowi. Ale jest jeszcze 2 i 3 miejsce... To mnie motywuje - Paweł nie starał się jakoś specjalnie mi uciec. Raczej kontrolował całą sytuację i w konsekwencji zdobył po raz drugi PK3 :). Myślę, że gdybym nie popełnił błędu przy PK10, to i tak by mnie dogonił przy PK2.
PK10-PK8

     Od PK3 nie rozstajemy się nawet na krok. Paweł J.w pełni kontrolował sytuację - nie dając się mnie dogonić. Z PK2 ucieka ode mnie - starając się dobiec na szagę do mety. Widząc, że Paweł przystanąłna chwilę w lesie - nieśmiało przyspieszam - niestety bezskutecznie. Z takim zawodnikiem ciężko rywalizować i w konsekwencji zająłem 2 miejsce - tracąc do niego kilka sekund. Taką stratę przed startem wziąłbym w ciemno, na mecie odczułem mały niedosyt. Mimo wszystko dałem z siebie niemal wszystko w tym rajdzie. Opłaciło się, bo dołożyłem 10 minut B.Małeckiemu czy 18 minut M.Kramskiemu, a Markowi D. - aż 24 minuty - a kilka lat temu lał mnie równo (np. na Oriento Expresso w 2014 roku).
PK3-PK2-Meta
   Podsumowując - przegrać z Pawłem J. to żadna ujma  i do tego z bardzo niewielką stratą. Mam świadomość, że Paweł w tym dniu nie dał z siebie wszystkiego - siły zostawił na GP Hadesu w Żabinku. Niemniej jednak troszkę krwi mu napsułem w końcówce rajdu. Nigdy nie można być pewnym swego - rajdy na orientację potrafią "upokorzyć" każdego zbyt zuchwałego. 
W końcu jakieś pamiątkowe podium w tym roku 
   Organizacja na fajnym poziomie - za friko posiłek na mecie, woda, słodkości, upominki dla najmłodszych i do tego puchary pamiątkowe dla najlepszych i nagrody. Fajna rzecz - lubię takie zawody - fajnie obsadzone, fajne tereny itp. Za rok nie może mnie tam zabraknąć :)

Podsumowanie:
TP15,
12 punktów kontrolnych
Czas: 1h 21 min (tempo: 5:36 min/km)
Miejsce: 2/23 (wśród mężczyzn)

Wyniki:
1. Paweł Jankowiak 1:20
2. Seba Wojciech 1:21 
3. Bartłomiej Małecki 1:31
4. Mariusz Kramski 1:39
5. Marek Dolatowski 1:45
6. Przemysław Szarlik 1:49
...
23. Łukasz Drzemieszkiewicz 4:57 (10 pk)

niedziela, 23 września 2018

GP Hadesu - Etap 4 i 6 (29 IV i 2 IX) - Mechowo i Żabinko


    Kolejne etapy z cyklu Grand Prix Hadesu odbyły się odpowiednio w Mechowie oraz Żabinku w kwietniu i we wrześniu. Odpuściłem etap 5, który odbył się w Czołowie - i szczerze bardzo tego żałuję. Niemniej jednak do ogólnej klasyfikacji GP HAdesu zalicza się sześć najlepszych wyników - więc trzy etapy mogłem sobie odpuścić. Aktualnie po etapie w Żabinku mam już 5 występów, więc wystarczy mi jeszcze jeden udział, by zająć prawie na pewno czwarte miejsce (z dużą szansą na 3 miejsce). Pierwsze dwa miejsca w zasadzie są już zarezerwowane dla D.Konarczaka oraz P.Jankowiaka - choć udało mi się w mojej karierze choć raz ich pokonać (w tym roku byłem naprawdę blisko pokonania Darka K. w Ligowcu (etap 3) i tym samym miejscu pokonałem Pawła J.). Mam jednak świadomość, że przy normalnej dyspozycji z ich strony małe mam szanse na pokonanie ich - ale kto wie... Wiara i trenningi czynią cuda :)
    Wracając do etapu 4 w Mechowie, to trasa liczyła 7,7 km z 21 punktami kontrolnymi. Teren zawodów nie był może bardzo wymagający kondycyjnie, ale ten upał. Moim błędem był start na dzień przed tymi zawodami na trasie rodzinnej (jako solo) w Sękowie (w ramach Poznajemy okolice Sękowa, gdzie przebiegłem na orientację około 13,5 km w niemiłosiernym upale bez wody). To się zemściło w niedzielę - już na trenningu czułem, że w tym dniu będzie bardzo ciężko o dobry wynik - nie pomyliłem się. 
Mapa - trasa zaawansowana
   Wylosowałem 30 minutę - niestety zbyt wielu zawodników startujących przede mną nie stawiło się na zawody. Nikogo nie goniłem - nie lubię tego, oj bardzo tego nie lubię. Musiałem za to uciekać R. Halamus czy W.Jaworskiemu - nie zdołali mnie dogonić, bo już w PK2 spędzili zbyt dużo czasu. Przy słabej mojej dyspozycji - wiedziałem, że będzie ciężko. Pierwszą glebę zaliczyłem przy PK4 - był to sygnał zmęczenia. Krótki, bo 1,25 km odcinek pokonałem w tempie 7:38 min/km - słabo mimo bezbłednego taktycznie przebiegu.
Przebieg S-PK6
   Przy PK6 jestem czwarty - w przebiegu do PK7 popełniam głupi błąd wynikający ze zmęczenia i spadam na 6 miejsce ze stratą 3,5 minut do D. Konarczaka. Przepaść... Z pozostałymi punktami nie było lepiej, bo PK9 zdobyty jako 15 zawodnik, zaś PK15 jako 21 zawodnik... Proste nawigacyjnie PK8 i PK9 zdobyte zbyt wolno, za wolno.

PK6 - PK11 - nieco lepsze, ale nadal zbyt wolno.
    Przebieg z PK6 do PK11 pokonany z przeciętnym tempem na poziomie 7:31 min/km. Jak na moje  możliwości - za słabe, choć upał panujący w tym dniu zrobił swoje. Przy PK10 i PK11 widzę wreszcie konkurencję, choć nie poprawiłem swojej pozycji - jestem dopiero siódmy.
Punkt w dość malowniczym miejscu - choć o ciężkim podłożu

To był dopiero początek zawodów - a już się czułem tak,
jakbym miał co najmniej 10 km napierania na orientację.
   Kolejne punkty zdybyte na zadyszce, byłem tak zmęczony w tym dniu, że ledwo byłem w stanie utrzymać tempo na poziomie 6 min/km. Błędy przy PK15 i PK17 sprawia, że doganiają mnie Paweł J. oraz Paweł W. - co sprawiło, że nieco odżyłem, bowiem PK18-PK20 zdobyłem odpowiednio jako 4, 7 i 3 zawodnik - no tak trzeba biegać przez całą trasę.

PK11 - PK19 


   Końcówka z D.Żubrowskim i awansowałem na siódme miejsce, byłem wcześniej nawet na 9 miejscu. Zdążyłem zaliczyć glebę z wyczerpania - ciężko mi w tym dniu się biegło... Etap do zapomnienia - zmęczenie, trzy błędy nawigacyjne, upał oraz brak chęci rywalizacji zrobiło swoje. Przy normalnej dyspozycji spokojnie taką trasę zrobiłbym w ok. 60 min - skończyło się na 70 minutach i był to niestety najsłabszy występ w tegorocznym cyklu Grand Prix.
Końcówka - znacznie lepsza niż poprzednie przebiegi.

    Etap ten wygrał D. Konarczak z kosmicznym dla mnie czasem na poziomie niemal 50 minut, by wejść na najniższy stopień podium wystarczyło przebiec taką trasę w czasie 65 minut - tylko żałować, że startowałem dzień wcześniej w rajdzie Poznajemy okolice Sękowa.

Podsumowując (Etap IV):
Zaawansowana, 7,7 km, 21 pk
Czas: 70:22
Miejsce: 7/40

Wyniki:
1. Dariusz Konarczak 49:58
2. Paweł Jankowiak 57:30
3. Wojciech Jusik 65:21
4. Paweł Wolniewicz 68:13
5. Piotr Zamiara 68:48
6. Marcin Wasilewski 69:11
7. Seba Wojciech 70:22
...
40. Zbigniew Hornik NKL

   Szósty etap odbył się w Żabinku - w bardzo szybkim terenie, co widać na poniższej mapie. Lista startowa była mocniejsza niż w etapie 4. Faworytami tego biegu byli tradycyjnie już D. Konarczak oraz P. Jankowiak. Mi pozostała walka o najniższy stopień podium - musiałbym mieć jednak przed sobą silnego dla mnie rywala, np. M.Hofmmann'a w Ligowcu albo szybkiego zawodnika, np. D. Fliszkiewicza w Zieleniewie. W tych zawodach musiałem znaleźć w sobie motywację, bo bezpośrednich rywali bardzo szybko dogoniłem - już w PK1.
 
   To był naprawdę bardzo szybki teren  - świadczy o tym mój międzyczas liczony od startu do PK9 - niecałe 6 min/km. By wygrywać zawody na tym terenie - trzeba biegać przeciętnie 5:00-5:10 min/km. Zbyt wysoki pułap dla mnie, bo w PK9 byłem dopiero piątyu (a może aż piąty)... gdyby nie PK4 (mulda), to zaoszczędziłbym ok. 30 sekund. 
Przebieg S-PK9


    Druga odsłona biegu w moim wykonaniu była słabsza - znów brak koncentracji albo cwaniactwa orientacyjnego w PK13 (mulda) - troszkę wybiła mnie z równowagi, co miało wpływ na błąd przy PK14 - i zamiast awansować na 4 miejsce, spadam na miejsce 7. Dalej jednak nie jest źle, choć mój przebieg z PK9 do PK14 uważam za słaby w moim wykonaniu.

Mój znak firmowy :)

W tym biegu czułem się dużo lepiej mimo uczestnictwa w Rajdzie Koziołka w dniu wczorajszym.
    Dalsza część trasy - typowa na szybkie bieganie. Co prawda do PK15 popełniłem błąd zdobywając ten punkt od góry - a nie z boku. Ale strata do 6 miejsca była zbyt duża - pozostało mi jedynie utrzymać 7 miejsce, choć bardzo mi w tym przebiegu brakowało szybkiego zawodnika. W takich sytuacjach byłbym w stanie wykrzesać z siebie znacznie więcej. Przebieg z PK14 do PK17  z średnim tempem na poziomie 5:50 min/km - nie mogę nie być zadowolony z tego tempa, choć wiem, że stać mnie na więcej :)
Przebieg z PK14 do PK17


    Startując jako jeden z ostatnich zawodników - musisz samego siebie motywować do szybkiego biegania. Dla mnie nie jest to łatwe zadanie, dogoniłem dwóch zawodników, którzy startowali nieco wcześniej. Startujący minutę po mnie A. Bednarek nie był w stanie nawiązać ze mną walki. W samotności zdołałem przebie od PK17 do mety z przeciętnym tempem na poziomie 5:55 min/km. O ile kilka lat temu byłbym bardzo (ale to bardzo) zadowolony z tekiego przebiegu, to w tym roku wiem, że stać mnie na więcej. I o dziwo regeneracja mojego organizmu po rajdzie Koziołka (odbył się dzień wcześniej) - gdzie przegrałem o kilka sekund z Pawłem J. - przebiegła tak jak powinna. A mając więcej lat na karku - regeneracja odbywa się znacznie wolniej niż w przypadku młodzieńców:)
Końcowy przebieg
   W tym etapie zająłem 7 miejsce i wracam na pozycję lidera w GP Hadesu, choć w kolejnym etapie napewno stracę na rzecz Darka K. i Pawła J. (o ile wystartują). Gdyby nie 2 błędy nawigacyjne oraz zastój przy PK4, to byłbym w stanie nawiązać rywalizację z M. Gorczycą oraz M.Paterek - a to już są medaliści MP w swoich kategoriach wiekowych - są to naprawdę mocni zawodnicy. Z tego biegu jestem zadowolony - udało mi się przełamać barierę 60 minut - a taki był mój cel tych zawodów. Do zwycięzcy zawodów straciłem ponad 10 minut, a więc znacznie mniej niż w etapie 4. Mam jednak świadomość, że był to dość szybki teren zawodów - średnie moje tempo w tym etapie wyniosło 5:52 min/km przebiegając 10,1 km (około 700 metrów nadwyżki). Pod tym kątem był to mój najszybszy bieg w ramach GP Hadesu.

Podsumowując (Etap VI)
Zaawansowana, 8,1 km, 22 pk
Czas: 59:20
Miejsce:  7/36

Wyniki:
1. Dariusz Konarczak 48:47
2. Paweł Jankowiak  49:07
3. Marysia Gorczyca 51:56
4. Mikołaj Paterek 54:28
5. Mateusz Hoffmann 54:40
6. Anna Matyba 57:36
7. Seba Wojciech 59:20
...
36. Szmyt Łukasz NKL

niedziela, 9 września 2018

Czarna Cobra - Manowo (21 VII 2018)


   Po raz drugi z rzędu wziąłem udział w Czarnej Cobrze. Tym razem rajd odbył się w Manowie (niedaleko Koszalina) zorganizowane przez Nadleśnictwo Karnieszewice i Manowo przy wydatnym udziale tym razem Ł.Grodeckiego (budowniczy trasy TP50). W tym roku podjąłem małe ryzyko, bowiem tydzień wcześniej odbyła się Szaga w Lesznie. Niemniej jednak o moją kondycję nie miałem większych obaw - jestem w stanie przebiec dwie pięćdziesiątki pod rząd (tzn. w przeciągu 7 dni). 
  Lista startowa pękała wręcz od znanych nazwisk wśród maratończyków na orientację. Pierwsza trójka (właściwie to czwórka, bo na starcie nie zjawił się M.Jędroszkowiak) w zasadzie była już zaklepana. Siebie widziałem co najwyżej na 5 miejscu, choć musiałbym przebiec ten rajd dużo lepiej niż w zeszłym roku i oczywiście dużo lepiej niż na Szadze. 
   Do bazy dotarłem wraz z Pawłem J. (zwycięzcą rajdu) i Janem P. (zajął 4 miejsce) w piątek około godz. 23. Przed pólnocą poszliśmy spać i z niecierpliwością oczekiwaliśmy na śniadanie - na bogato za dopłatą 30 zł (oczywiście dla tych, którzy przenocowali z piątku na sobotę). Tego jeszcze nie było na żadnym rajdzie na orientację. duży plus dla orgów.
Śniadanie na bogato :) (autor zdjęcia Zorientowany/Zorientowana, http://kinio1001.blogspot.com)
    Start rozpoczął się o godz. 9 i na pierwszy strzał PK8 - pobiegli tam również Jan P. oraz Paweł J. Z uwagi na to, iż na 3derun track z biegu umieścił jedynie Paweł J., więc mój przebieg będzie porównany do jego przebiegu - a jest co analizować i przede wszystkim poprawić :).

Start - PK8 - PK2, 5,2 km 00:34
Start - PK8 - PK2
    Pierwsze dwa punkty bez większej historii, choć już zauważyłem wiele dróg niezaznaczonych na mapie. Oj będzie trzeba mocno natrudzić w tym rajdzie, by zapewnić dobry wynik. O ile Pawła J. nie śmiałem nawet doganiać, to byli jeszcze dwaj inni konkurencji, którzy w ostatecznym rozrachunku uzyskali nieco gorszy ode mnie wynik, tj. R. Kujawski i M.Niemczyk. Często ich spotykałem na trasie. Po 5,2 km i zdobyciu 2 punktów miałem czas gorszy o 6 minut od Pawła - zgodnie z oczekiwaniami, bowiem biegam wolniej od niego przeciętnie o 1 min/km. 

PK2-PK3-PK21, 4,8 km, 00:34
PK2 - PK3 - PK21
   Nieco trudniejsze punkty i o dziwo lepiej pokonałem ten odcinek niż Paweł J., który w okolicach PK3 miał małe trudności i to raczej był jego jedyny błąd z jego strony. Z tego odcinka jestem bardzo zadowolony. Szkoda tylko, że w dalszej części rajdu tak ładnie mi nie poszło.

PK21-PK15-PK17-PK18, 7,25 km, 01:23
    PK15 wyprowadził mnie z równowagi. Kiepsko mi szło z nawigacją po zbliżeniach punktów kontrolnych. Pojawiły się pierwsze oznaki niepewności, które niestety okazały się brzemienne w skutkach w trakcie poszukiwań punktów nr 17 i 18. Paweł J. pokonał odcinek w 44 min, zaś ja o 37 minut gorzej od niego - to mówi samo za siebie. Ruszałem się tam jak mucha w rosole. Gdzieś zgubiłem pewność siebie w tym rajdzie. Kondycyjnie nie było źle - były siły i chciało mi się biegać, lecz w pobliżu punktów kontrolnych szwankowała nawigacja.
PK21-PK!5-PK17-PK18
PK18 - PK16-PK5-PK5-PK19-PK6, 10,6 km, 1:38
   Głupie wyjście z PK18, bezkuteczne poszukiwanie PK16, gdy zbliżałem się do Jana P. Beznadziejne poszukiwanie PK5 - obok sanktuarium zrobiło swoje. Cięzko mi szło w tym rajdzie - kondycyjnie ok, nawigacyjnie słabiutko, oj słabiutko. Co punkt, to męka...
PK18 - PK16 - PK5 - PK20 - PK19 - PK6
PK6 - PK10 - PK9 - PK1, 5,6km, 1:13
    Podobnie było z PK10 - za wcześnie rozpocząłem poszukiwania, a jak byłem tam gdzie trzeba, to źle przeanalizowałem zbliżenie tego punktu. Punkt 9 - brak pewności i do tego sporo dróg niezaznaczonych na mapie. Na szczęście ktoś tam był w pobliżu tego punktu. PK1 - na szczęście bez problemów.
PK6 - PK10 - PK9 - PK1
PK1-PK22-PK12-PK13, 8 km, 1:14
   Zmęczenie daje mi we znaki, bo męczące jest ciągłe poszukiwanie punktów kontrolnych. Na szczęście PK22 - bez problemów, jak i PK12. PK13 - też w miarę sprawnie, choć niesamowicie wolno - tylko 9:12 min/km, choć na nogach miałem już ponad 42 km. Paweł ten odcinek przebiegł o 20 min lepiej ode mnie - tak się powinno biegać...
PK1 - PK22 -PK12 - PK13
PK13-PK4-PK7-PK14, 5,6km, 00:59
   Słabo było z PK4 i PK14 - ale jakoś je znalazłem, choć miałem już dość poszukiwania punktów kontrolnych - ciągle coś mnie wiodło w maliny. Tak na ok. 1 km przed PK14 widzę konkurencję, ale biegną do PK7, więc będę miał przewagę wobec nich. Byle nie dać się im dogonić, a czekał mnie jeszcze ok. 8,5 km przelot do mety z jednym punktem kontrolnym po drodze. Przebiegłem gorzej o 14 min od Pawła J. 
PK13 - PK4 - PK14
PK14 - PK11 - Meta, 7,8 km, 01:02
    Na szczęście ten przelot jakoś przetrwałem z jednym radlerem w ręku zakupionym w Wyszoborze - bardzo mi pomógł. Generalnie nienawidzę tak długich przelotów, ale akurat w tym rajdzie stanowiła to dla mnie ulga. Meta coraz bliżej i byłem szczęśliwy, że ten rajd mam już za sobą. Coś mi tu nie wychodziło z nawigacją - wiele bym poprawił w wielu punktach kontrolnych. 
PK14 - PK11 - Meta
   Reasumując  -zajęte miejsce całkiem ok. Szóste miejsce ujmy mi nie przynosi, choć był apetyt na lepszy wynik. Aczkolwiek pokonałem wiele również dobrych zawodników. Niemniej jednak w wielu punktach kontrolnych powinienem zachować się lepiej, zachowując pewność siebie, no i nauczyć się porządnie czytać zbliżenia punktów kontrolnych i nie biegać na oślep. W efekcie do 4 miejsca zabrakło mi aż 70 minut, zaś do Pawła J. - 2h 40 min - przepaść (aczkolwiek wygrał aktualny tegoroczny mistrz Polski w maratonach na orietnację - gratulacje i niskie ukłony :)). Co do mnie - szukać szczęścia w innych rajdach i oczywiście trenować.

Podsumowanie:
TP50, 22 punktów kontrolnych
Czas: 8:25
Miejsce: 6/54
Pokonałem: ~55 km

Oficjalne wyniki:
1. Paweł Jankowiak 5:45
2. Marcin Sontowski 6:05
3. Paweł Ćwidak 6:05
4. Jan Parzybut 7:15
5. Karol Gostomczyk 7:24
6. Seba Wojciech 8:25
...
54. Urszula Żarek NKL

poniedziałek, 3 września 2018

VII Szaga - Leszno (14 VII 2018)


    W lipcu - jak co roku - w Wielkopolsce odbywa się Szaga. Początkowo miało mnie nie być ze względu na planowany weekend w rodzinnych stronach. Okazało się, że baza zawodów odbędzie się w Lesznie (a więc ok. 35 km od rodzinnych stron), więc nie mogło mnie nie być. Pobiegam tak z 6-7 godzin i jeszcze zdążę południe spędzić z rodziną :)
   Niestety tak się nie stało z kilku przyczyn - już na starcie wiedziałem, że trasa będzie liczyła grubo ponad 50 km. Druga kwestia - upał - główna część trasy na otwartym terenie - będzie bolało. Trzecia kwestia - PK6 i PK7 nieco błędnie zaznaczone na głównej mapie mimo dobrych zbliżeń. Trzy czynniki sprawiły, że osiągnąłem wynik grubo poniżej moich oczekiwań. Niemniej jednak polubiłem tegoroczny rajd - może dlatego, że od PK8 resztę trasy pokonałem wraz z Wojtkiem W. (zdąrzyliśmy obalić dwa raldery i zaliczyć chyba trzy kąpiele :)). 
Już wiem, że trasa będzie liczyła ponad 60 km 
    O bardzo słabym wyniku zdecydowały PK6 i PK7 - szkoda, że dokładniej nie porownałem zgodności zbliżeń z punktami w głównej mapie - jak opętany spenetrowałem cały lasek wokół PK7 z głównej mapy i to chyba trzy razy. Po około 1h bezskutecznego poszukiwania PK7 postanowiłem podjąć ostatnią próbę, a potem prosto do mety. Na moje szczęście (a może nieszczęście) spotkałem Wojtka przy stałym punkcie kontrolnym ulokowany obok wieży myśliwskiej - dzwonimy do Remika z prośba o umiejscowienie punktu - stał około 350-450 metrów na północny-wschód - dopiero dzień później zauważyłem, że zbliżenie PK7 było w innym miejscu niż na głównej mapie. Po znalezieniu - w końcu PK7 - nie wiedziałem jak trafić do PK8. Miało być blisko - a ja nadal nie wiedziałem, gdzie jest. Powoli zbliża się godzina 12 - a więc największy upał - trafiam na jakieś pole - pozostał mi jedynie powrót do PK8 i znów spotkałem Wojtka - zaproponowałem mu wspólne napieranie do konca - zgodził się. Ewidentnie nie mieliśmy dnia, choć z dalszymi punktami nie mieliśmy już większych problemów. 

Start - PK2 : 6,1 km, 00:36
   Start rozpoczął się o godz. 9. Pierwsze dwa punkty w zasadzie na rozgrzewkę, choć stawka zdążyła się rozrzedzić. Nie paliłem się za bardzo do biegania - upał i tak zrobi swoje. Najważniejsze, by nie szaleć z tempem biegu. Dwa początkowe punkty zdobyte po 36 minutach. 
Start - PK8
PK2 - PK5 : 8km, 00:50
    Z kolejnymi punktami nie było większych problemów - doganiam Pawła G. (3 miejsce) i co jakiś czas widujemy się do PK5. Nie były to łatwe punkty przy tak małych wycinkach zbliżeń z gęstą siecią przecinek. Najlepsze jednak miało być przede mną....

PK5 - PK8 : 17,3 km, 02:45 (!!!)
   Czuję, że będzie dobrze - niestety nastały trefne dwa punkty, tj. PK6 i PK7 o których już pisałem. O moich wojażach wokół tych punktów niech świadczy poniższy ślad. Wiedziałem już, że jest po zawodach. Zero szans na podium, ale jeszcze są punkty do rankingu PMnO, no i spotkanie w okolicach PK7 Wojtka W. ratowało całą sytuację. Byłem naprawdę blisko zejścia z trasy... Nie poddałem się, lecz widziałem już, że jest już po wszystkim. Teraz już tylko dotrwać w miarę sprawnie do mety (wraz z Wojtkiem) mimo niemiłosiernego upału.

PK8 - PK9 : 23,4 km, 03:35
    Odczuwamy upał, nie forsuję tempa, bo to może się zemścić w końcówce. Nie cierpię długich przelotów, ale cóż... Organizm unika maksymalnego obciążenia - jeśli nie musi, to tego nie robi. Motywacja do napierania była niska, lecz na szczęście nie byłem sam i jakoś powoli metry mijały.... Mieliśmy małe problemy ze znalezieniem PK9 - ale i tak największym rywalem jest upał. 
PK8-PK9-PK10
PK9 - PK10 : 29,6 km, 04:35
   W Goniembicach trafiamy na cudem otwarty sklep - wypiliśmy po radlerze. Istna ambrozja i od razu przyszła motywacja do napierania. Może tak miało być - może los tak chciał, bym spotkał przy PK7 i PK8 Wojtka, który miał pieniądze na drobne wydatki w przeciwieństwie do mnie. Na Czarnej Cobrze o tym już nie zapomniałem (odbył się tydzień później). Jakoś przeleciał ten ponad 6 km przelot i przy punkcie 6 widzimy konkurencję, tj. P. Kryszaka - szybko nam ucieka. Jesteśmy jednak spokojni - przynajmniej mi już tak nie zależało na końcowym wyniku, ale wiedziałem też, że upał zrobi swoje. Trzeba tylko w miarę spokojnie to przetrwać. 
PK10-PK14
PK10 - Berdychowo : 35 km, 5:23
   Sporo kombinujemy w przelocie do PK11 - z daleka już była widoczna, zaś podmokłe łąki były w zasadzie suche. Doganiamy bezpośrednich rywali (tzn. Kryszaka, Kuriatę oraz Krasowskiego). Na tyle nas było jedynie stać. Czwarty zawodnik - J.Parzybut dotarł na metę 90 minut przed nami. Po zdobyciu PK11 i PK12 jesteśmy myślami o kolejnym radlerze - i w Grodzisku tak też się stało. NAjpierw oczywiście 5 minutowa kąpiel w pobliskim jeziorku - doganiają nas rywale, którzy lecą do PK12. My jeszcze dokładamy ok. 1 km do sklepu po radler - kolejne 5 minut przerwy na wypicie - troszkę tych przerw było. Cóż - trzeba było jakoś  zmotywować organizm do większego wysiłku. 
PK14-PK18
   Do PK13 i PK14 w miarę gładko - bez problemów. Przy PK15 widzimy konkurencję - szybko ich dogoniliśmy. My tylko spokojnie biegaliśmy. Pamiątkowe zdjęcie zrobione przez Remika przy PK17 - owacje na stojąco od Agnieszki i Justyny (z KS HAdes - orgów rajdu). Kilka minut na rozmowę z nim odnośnie PK7 - na przyszłośc będe pamiętał, by po 15 minutach bezskutecznego poszukiwania punktu dzwonić do sędziego, a nie uparcie szukać do końca. No cóż - każdy start wnosi coś nowego :)
Jeszcze trochę i PK17 będzie za nami
   Konkurencja się zbliża, ale chyba nie daje rady. Biegniemy po swoje - momentami ciężko było zmotywować się do dalszego napierania. Dwa ostatnie punkty i ok. 10 km napierania. Przy PK19 coś przekombinowałem i przeprosiłem Wojtka za zmianę planowanego przebiegu. Na szczęście szybko skorygowany, ale troszkę sił straciliśmy biegając po miękkim leśnym podłożu. Przy PK20 robimy kilkuminutową przerwę - bo i tak o nic już nie walczyliśmy i razem dobiegamy na metę po aż 9h 42 min dokładając w końcówce odpowiednio 20 minut i 30 minut naszym konkurentom.
PK18-Meta
  Reasumując - oczekiwania były dużo wyższe, a wyszło jak wyszło. Był to mój zdecydowanie najsłabszy bieg w tym roku spowodowany PK6 i PK7. Każdemu jednak mogą się zdarzyć błędy i od momentu,gdy sam organizuję rajdy - staram się nie krytykować innych organizatorów. Cieszę się, że nie poddałem się przedwcześnie oraz miałem też trochę szczęścia napierając z Wojtkiem W. od PK8 - we dwójkę zawsze raźniej, szczególnie przy niemiłosiernym upale. 

Podsumowanie:
TP50, 20 punktów kontrolnych
Czas: 9:42
Miejsce: 5/25

Oficjalne wyniki:
1. Waldemar Binkowski 7:25
2. Wiesław Prozorowski 7:25
3. Paweł Górczyński 7:55
4. Jan Parzybut 8:18
5. Seba Wojciech 9:42
6. Wojciech Wiatr 9:43
...
25. Maciej Wojciechowski 9:19 (11 punktów)

wtorek, 19 czerwca 2018

Głuchołazy Cup 2018 (15-17 VI 2018)


   Trzydniowe zawody zaliczane do CTZ PZBnO organizowane przez Azymut Mochy odbyły się w Głuchołazach. Pierwszy etap miał charakter sprintu, drugi - klasyk, zaś trzeci - średniodystansowy. Przy czym drugi etap odbył się w Czechach i miał charakter Mistrzostw regionu na trasie klasycznej (więcej: Euroliga). Pierwszy i trzeci etap odbył się w Parku Zdrojowym oraz Nad Białką w Głuchołazach, zaś trasy były zbudowane przez Remika Nowaka.

   Nie ukrywam, że w tym roku nieco więcej uwagi skupiam się na typowych biegach na orientację - kosztem maratonów na orientację. Po pięciu latach obecności zrezygnowałem z Grassora. Udział w tych zawodach spowodował także konieczność rezygnacji z Mazurskich Tropów (w przyszłości napewno tam będę!). Z Monisią postanowiliśmy wziąć krótki weekendowy urlop i nie zawiedliśmy się :)
    Pierwszy etap rozpoczął się dość późno, bo o godz. 19 i do tego wylosowałem bardzo późną minutę. Wystartowałem jako jeden z ostatnich zawodników. Tym samym żona nie miała już szansy na spacerek ze mną po moim biegu w kat. OPEN. 

   W kat. M35 wystartowało sześciu zawodników - w tym główny faworyt T.Tkaczuk. Do punktu 11 miałem przewagę niemal 100 sekundową wobec drugiego miejsca. Niestety PK12 sprawił, że spadłem na 5 miejsce - 3,5 minuty straciłem tam z powodu braku koncentracji - punkt stał dosłownie obok, gdy biegłem do przodu. 
  Walczę jednak dalej, bo są to trzydniowe zawody - liczy się suma zajętych miejsc. Trzy kolejne punkty zdobyte jako najlepszy zawodnik. Była znów szansa na zwycięstwo, gdyby nie dekoncentracja przy PK17 - stał ok. 30 metrów na południe, pobiegłem na północ do PK22 i musiałem wrócić do PK17. Minuta w plecy i zamiast awansować na 2 miejsce, spadłem na 5 miejsce. I znowu musiałem gonić konkurencję - do mety było już zbyt blisko, by ugrać więcej niż 4 miejsce w tym biegu. 
   Nie ukrywam, że byłem nieco rozczarowany tym biegiem. Czterech zawodników ukończyło bieg w tej samej minucie. Sześć sekund do 3 miejsca, zaś niecała minuta do 1 miejsca - pokonać T.Tkaczuka - długo takiej szansy nie będzie. Błędy o łącznym koszcie 4,5 minuty - to zbyt wiele jak na moje możliwości.

Wyniki z etapu 1:
1. Tomasz Tkaczuk (Azymut Pabianice) 27:02
2. Mateusz Wiktorowicz (LKS Górzanka Nawojowa) 27:19
3. Sławomir Ciećwierz (Azymut 45 Gdynia) 27:54
4. Seba Wojciech (Wilga Orient) 27:59
5. Lubos Hepnar (SK SKI-OK Stemberk) 30:08
6. Andrzej Domagała (UKS Grom Sokolniki) 50:24

   Drugi etap odbył się w Czechach - w miejscowości Rejviz. Było tam czuć atmosferę święta orienteeringu. Zupełnie inny świat - 480 uczestników, piękny krajobraz, bardzo wysokie górki. Baza w schronisku, piękny niezaśmiecony las, upalny dzień, różne zabawy dla dzieci, spiker, itp. Była nawet woda w miskach do obmycia z wozu strażackiego. Aż chciałoby się tam wracać. 
   Co do biegu - było to bardzo ciężki dla mnie bieg. Dla mnie były to całkowicie dziewicze tereny, nawet mapa była dla mnie "nowa". Nie była do końca aktualna, zaś w wielu miejscach oznaczenie powinno być nieco inne - ale to wynikało zapewne z wielu wycinek. Poniżej mapa dla M35.
Mapa z etapu II
    W mojej kategorii wystartowało 30 zawodników. Na ten bieg nie miałem żadnej strategii. Nie miałem pojęcia jak ten bieg rozegrać. Pobiegać swoje i zobaczyć co z tego będzie. Generalnie rzecz biorąc, to mam niemiłe wspomnienia z młodości - jeśli chodzi o górskie bno - wynikało z tego, iż rzadko biorę w tego rodzaju biegach. Ale kiedyś musi być ten pierwszy raz :)
Przed startem - Etap 2 w Czechach
W tle - w poszukiwaniu mapy ze swojej kategorii
     Po odebraniu map spotkała mnie niemiła niespodzianka - brak numerów i opisów punktów. Na szczęście zapobiegawczo wziąłem ze sobą te opisy i miałem w spodenkach... Gdybym nie wziął, to z pewnością źle podbiłbym PK10. 
   Start generalnie w terenie jest porządnie oznakowany - tutaj zaledwie był mały lampionik...Na szczęście PK1 był blisko, lecz niestety musiałem troszkę czasu stracić, by włożyć opisy punktów do mapy. Do PK2 wyszło brak doświadczenia w tego typu biegach - zauważyłem ogrodzenie niezaznaczone na mapie i straciłem tam 2 minuty zanim zorientowałem się gdzie jestem. Z kolejnymi punktami nie było już tak źle - choć wzniesienia naprawdę były konkretne, co odbiło się na przebiegu z PK8 do PK9 - nie byłem w stanie nawet truchtać... A przecież czekał mnie szalenie trudny fizycznie przebieg z PK9 do PK10. 
Etap 2 - mapa z moim przebiegiem
    Przetrwałem mały kryzys, bowiem obiegowy wariant do PK10 sprawił, że znów nabrałem sił. Tam straciłem około 30 sekund - było tam więcej skał niż na mapie - szczególnie wzdłuż ścieżki. Do PK11 wybrałem niezbyt fortunny wariant - miałem co prawda fajny zbieg, ale potem ostrą wspinaczkę - tam po prostu czołgałem się na czworaka. Fizycznie tam nie wytrzymałem - cztery przerwy, do PK12 po prostu szedłem, jak do głównej ścieżki z PK12 do PK13 - cztery minuty w plecy. 
   Z PK13 do mety był po prostu zjazd na dół i niestety głupi błąd w okolicy PK14 - muszę utrzymać koncentrację do końca. Niepotrzebna strata dwóch minut. Tam po prostu teren mało się zgadzał z mapą. Albo mi się tak tylko wydawało....
     Całą trasę pokonałem w 75 minut i w tym etapie wyszedł brak doświadczenia w tego typu bno. Zaskoczyła mnie dość wysoka lokata, bo naprawdę wiele bym w tym biegu poprawił. Spokojnie w tym biegu mogłem zaoszczędzić około 10 minut - wybierając nieco lepsze warianty oraz mając pewność siebie. W tym biegu nie byłem jednak zbyt pewny siebie - ten bieg nie przerósł moich możliwości, miałem jednak za sobą zbyt niemiłe doświadczenia sprzed 20 lat i stąd dość asekuracyjny bieg z mojej strony. Jest jednak co poprawiać. 
   Przy PK9 zauważyłem T.Tkaczuka - startował kilkanaście minut za mną. Już w tym punkcie mnie dogania? Jak to możliwe? To jakiś sprinter... Okazało się, że wybrał inną kategorię, tj. M21 i tym samym wypadł faworyt z ogólnej klasyfikacji. Wśród Polaków - byłem najlepszy. Zaznaczam jednak, że nie był to dobry bieg z mojej strony - wyszedł tutaj brak doświadczenia, choć miał zaprocentować w jutrzejszym etapie.

Wyniki z etapu 2:
1. Borunsky Tomas 58:22
2. Hecl Milos 59:31
3. Janku Marek 62:01
4. Kopecky David 63:24
5. Vaclavek Jiri  65:45
6. Matousek Milan 67:24
...
9. Seba Wojciech 75:14
15. Mateusz Wiktorowicz 79:04
16. Sławomir Ciećwierz 79:42
18. Lubos Hepnar 80:44
25. Andrzej Domagała 103:41
...
30. Tomasz Michalak DISQ

    Zwycięstwo w tym etapie sprawił, że nastała szansa na zwycięstwo w klasyfikacji generalnej. W etapie 3 musiałbym pokonać M.Wiktorowicza. Dystans o 2 km krótszy niż w etapie 2, lecz łączna suma przewyższeń taka sama, czyli 220 metrów. W kuluarach słyszę, że na pewno będzie wspinaczka do kaplicy św. Anny, zaś ostatnie 2 km ma być z górki. No to już miałem ustaloną strategię... Spokojny i bezbłędny początek, przetrwać wspinaczkę, zaś ostatnie 2 km - ile fabryka mi dała. Niewiadoma była jedna - czy będę startował przez M.Wiktorowiczem czy po nim? Wieczorem zerknąłem na listę startową - wylosowano mi start 2 minuty po nim....

    Lepszej minuty startowej nie mogli mi dać - dogonić go, utrzymać się z nim do górki, a potem mu uciec :) Tak miałem plan. Punktów było 20 - sporo jak na 4,6 km trasę. Dla to przecież bieg średniodystansowy - trudny technicznie i wymagający fizycznie.
    Początek spokojny - starałem się nie panikować. Lubię średnie dystanse - trudne nawigacyjnie. Nie mogło być źle... Było sporo obaw i niepewności - w końcu rzadko kiedy jest szansa na zwycięstwo w zawodach zaliczanych do CTZ (Centralnego Terminarza Zawodów). PK1 zdobyty, PK2 - także, choć miałem sporo obaw i niepewności. Czytam dokładnie opisy punktów - czuję już pewność siebie i PK3-6 zdobywam jako najlepszy zawodnik. Przy PK5 doganiam głównego rywala - teraz do PK12 (do kaplicy św. Anny) utrzymać się - nie spuszczając go z mojego pola widzenia. 
Start-PK5
    Jest bardzo dobrze - mam 2 minuty przewagi. Tylko spokojnie - to by się przydało przy PK7 - zamiast do końca na szagę dobiec do korzenia drzewa i skały- dostrzegłem po lewej stronie. Po co tam biegłem? Dopiero dołek mi uświadomił, gdzie jestem. Najważniejsze, że główny rywal nie uciekł mi - próbuję uciec od niego, ale znów przy PK11 miałem problem - mimo bezpiecznego wariantu - nie mogłem znaleźć dołka. Były dwa dołki przy lesie - ale nie było ich na mapie. Na szczęście chwilę potem pojawił się M.Wiktorowicz i razem dobiegamy do PK12.
PK5-PK12
W trakcie dobiegu do punktu ulokowanego tuż obok kaplicy św. Anny (za mną główny rywal)

Punkt zdobyty
   Nie wyprzedza mnie jednak - czyżby uznał, że nie ma ze mną szans? No cóż - teraz zjazd na dół i walka na całego. Trochę za szybko zszedłem z PK13 - szybko poprawiony - rywal stracił tam ponad 2 minuty :). Czuję, że zwycięstwo jest moje - biegnę coraz szybciej - ale przy PK16 coś tam mi nie wychodziło. Na szczęście blisko był PK17. Do mety praktycznie biegnę sprintem....
PK12- Meta
    Mimo dużych obaw  - udało mi się wykręcić całkiem fajny czas, tj. 51 minut pokonując M.Wiktorowicza o ponad 4 minuty. Dołożyłem mu jednak z PK12 do mety ponad 2 minuty... Na 20 PK w 12 PK byłem najlepszy i popełniłem 3 błędy (nie aż tak istotne jak w etapie 1 i 2). Czułem, że kamień ze serca mi spadł po tym biegu. Przełomem był jednak etap 2, zaś w etapie 3 nie miałem aż takich obaw co do moich umiejętności - w końcu bardzo lubię trasy zbudowane przez Remika Nowaka i na pewno ten czynnik wpłynął na moją decyzję co do wzięcia udziału w Głuchołazy Cup.

Wyniki z etapu 3:
1. Seba Wojciech 51:14
2. Mateusz Wiktorowicz 55:34
3. Sławomir Ciećwierz 58:50
4. Andrzej Domagała 119:28
W oczekiwaniu na dekorację najlepszych 
Podium w kat. M35

Klasyfikacja generalna (po 3 etapach)
1. Seba Wojciech 4+1+1=6
2. Mateusz Wiktorowicz 2+2+2=6
3. Sławomir Ceićwierz 3+3+3=9
4. Andrzej Domagała 6+5+4+15