piątek, 12 maja 2017

VII Rajd na Orientację - Poznajemy okolice Sękowa - Mieściska (29 IV 2017)


   Siódma (już!) edycja rajdu "Poznajemy okolice Sękowa" odbyła się w Mieściskach (koło Grzebieniska). Do wyboru była trasa sportowa (ok. 25 km) oraz rodzinna (ok. 13 km) przygotowana przez Staszka Kaczmarka. 
    Pogoda co prawda była bardzo zmienna, co nie przeszkodziło wielu drużynom do stawienia się na te zawody - w kategorii rodzinnej zameldowało się aż 24 drużyny (ok. 70 zawodników, w tym wiele rodzin z psami). Niestety na trasę sportową skusiło się zaledwie czterech zawodników. 
   Początkowo miałem wziąć udział w Rudawskiej Wyrypie, lecz niestety w trakcie trenningu BnO w Kobylnicy (k. Swarzędza) niefortunnie upadłem na pień drzewa i zwichnąłem lewą część żebra. Nie byłem w stanie przebiec 50 km w górach... Co innego przyjemna traska nizinna (no może w niektórych miejscach trzeba było co nieco powspinać na szczyty górek) w okolicach Sękowa :)
    Wydaje mi się, że poszło mi całkiem nieźle - rajd pokonałem w nieco ponad 3 h (średnio 7:08 min/km) - w wielu momentach było bardzo jeżynowo. W tym rajdzie popełniłem dwa większe błędy o łącznym koszcie ok. 10 min. Na południowo-wschodniej części trasy znajdował się punkt kontrolny: wschodni kraniec bagna, a stał na południu (ileż tam jeżyn było, a ja w samych spodenkach i getrami :). Drugi błąd popełniłem przy punkcie PK2 - drzewo o siedmiu pniach. Co prawda z PK1 zdołałem prawidłowo przebiec na azymut do PK2, lecz niestety nie zdołałem w odpowiednim momencie odwrócić głową na lewą stronę. Chwila nieuwagi i 5 min w plecy, bo wybiłem się za daleko na północ. Na szczęście było tam oczko wodne i zdołałem zlokalizować swoją pozycję na mapie :)

   Co do błędów, to mogłem rozpocząć od PK1, a potem po PK11 i PK12. Miałbym wtedy łatwiejszy przebieg z PK10 do PK2. Nie musiałbym przedzierać się przez las między PK1 a PK2. Troszkę błędów było co zaważyło na braku płynności mojego biegu, bowiem niemal 40 min przebyłem na trasie z tempem powyżej 11 min/km. 
Mapa trasy sportowej
   Ze względu na niską frekwencję - na trasie spotkałem jedynie P. Degórskiego. Przy PK16 nieco zwolnił tempo, choć w pozostałych punktach od czasu do czasu go widywałem. Nie zdołał jednak zdobyć 5 punktów kontrolnych i spadł na 4 lokatę. 
    Reasumując - trasa cięższa kondycyjnie niż w zeszłym roku i nieco dłuższa. W wielu miejscach był jeżyny, choć też w wielu miejscach teren leśny pozwalał na swobodny bieg. W sumie pokonałem 27,6 km ze średnim tempem na poziomie 7:08 min/km. W zeszłym roku pokonałem trasę rodzinną ze średnim tempem 5:52 min/km (12,8 km). 
    Po trasie sportowej, tj. o godz. 14 do lasu ruszyli zawodnicy z trasy rodzinnej, która mierzyła ok. 13 km. Frekwencja była bardzo wysoka, bowiem udział wzięło ok. 70 zawodników. Wygrali P. i G. Cichecki z czasem: 2h 30 min (z 10 min bonifikatą), którzy pokonali W., M. i P. Geislerów z czasem 2h 33 min oraz T. i A. Grygiel z czasem 2h 36 min. 

Wyniki trasy sportowej:
1. Seba Wojciech 3:17
2. Beata Brudło 5:06
2. Marcin Brudło 5:06
4. Paweł Degórski 3:30 (14 PK)

poniedziałek, 8 maja 2017

GP Hadesu - Etap 4 i 5 - Wiórek i Czołowo - 2 IV i 7 V 2017


   Kolejne dwa etapy w ramach cyklu Grand Prix Hadesu odbyły się odpowiednio w Wiórku oraz Czołowie (k.Kórnika). Cykl ten w tym roku składa się z dziewięciu etapów, zaś ja stałem się już niemal regularnym uczestnikiem tych zawodów. Niemal godzinne bieganie na orientację po lesie do dziś sprawia mi największą frajdę :)
    Czwarty etap odbył się w Wiórku, zaś teren leśny pozwalał na osiągnięcie astronomicznych prędkości, co mnie troszkę niepokoiło. Niemniej jednak były momenty wykazania się umiejętnościami nawigacyjnymi, choć w tych zawodach liczyła się przede przede wszystkim szybkość. 
Mapa Wiórek z moim orientacyjnym przebiegiem
   Startowałem w 53 minucie i bez nadmiernego szarpania starałem się skupić na zachowaniu odpowiedniego tempa biegu (tak by wytrzymać w miarę szybkim dla mnie tempa przez ok. 9 km). Pierwszy punkt kontrolny zdobyłem jako 14 zawodnik, choć w punkcie piątym awansowałem na 10 miejsce. Troszkę gęstego lasu w okolicach PK6 i już awans o jedno oczko :). Długie przeloty do PK9 spowodowały, że spadłem na 11 miejsce. 
   Kolejne punkty, gdzie można było wykazać się nawigacją spowodowały, iż zdołałem awansować na 9 miejsce. Niestety w końcówce nieco osłabłem i spadłem o dwa oczka (wydałem poza pierwszą dziesiątkę).
  Teren zawodów bardzo przyjemny, szybki - wykorzystujący wszystko się da z tej mapy. W tych zawodach nie było miejsca na żaden błąd - nie popełniłem co prawda, ale szybkościowo odstaję od najlepszych. Eliminując błędy pozostałych zawodników zająłbym 13 miejsce. Z drugiej strony wystarczyło (i aż) szybciej pobiec całą traskę o 35 sekund i już awansowałbym na 8 pozycję.
  Obserwując na poniższy diagram można z łatwością zauważyć - kto, gdzie i jak długo przebywał w trakcie przelotów między poszczególnymi punktami. Widać, że mi udało się uniknąć większych błędów. Najtrudniejsze okazały się punkty 4,5 i 11, choć PK1 również.
  Zawody wygrał P. Jankowiak (miałem przyjemność wzięcia z nim udziału w Nocnej Masakrze) pokonując o niemal minutę R. Goławskiego oraz o 3 min K. Mola. Mi przypadło 11 lokata na 50 zawodników. 

Podsumowanie E4:
Trasa zaawansowana, 7,5 km (w linii prostej)
20 punktów kontrolnych
Czas: 48:44, miejsce: 11/50

Wyniki:
1. Paweł Jankowiak 41:17
2. Rafał Goławski 42:13
3. Krzysztof Mol 44:18
4. Franek Galla 45:04
5. Janusz Put 46:07
6. Krzysztof Gruhn 46:21
...
11. Seba Wojciech 48:44
...
50. Jarosław Wojciechowski 149:53

    Kolejny etap odbył się na terenie byłego poligonu wojskowego, tj. w Czołowie i czułem, że będą to najtrudniejsze zawody w tym cyklu. Gdyby ten etap odbył się w lecie (przy pełnej roślinności), to wyniki byłyby bardziej zacne :). Nie wiem, kto zbudował tę trasę, lecz należy mu pogratulować pomysłowości. W tym etapie najważniejsze było to, by popełnić jak najmniej błędów. 
    Lista zawodników aż pęczniała od nazwisk - Plesiński, Jędroszkowiak, Golinowski, Matyba czy jak zwykle niezawodny Gruhn. Tych nazwisk nie trzeba specjalnie przedstawiać. Liczyłem na miejsce - jak zwykle - na końcu pierwszej dziesiątki. Czułem jednak, że będzie to mój dzień konia - ponadto udany występ w Trzaskowie (w middle) z nowym kompasem (:)) sprawił, że w tych zawodach apetyt na dobry wynik nieco wzrósł. W końcu musi przyjść wynik w postaci co najmniej 5 miejsca. 
Mapa Czołowo (trasa zaawansowana)
  Pogoda niestety nie rozpieszczała - było po prostu mokro - choć umiarkowanie ciepła. Wystartowałem w 53 min i już w PK3 dogoniłem P. Golinowskiego (!), który startował dwie minuty wcześniej. PK1-PK7 były ulokowane na bardzo małym obszarze popoligonowym, gdzie bardzo łątwo było o błąd. Zdołałem jednak wyjść z tego terenu bez większego szwanku, bowiem w PK8 zajmowałem 11 miejsce z dość sporą stratą do M. Plesińskiego (tj. 3,5 min). 
    Druga część biegu, tj. PK8-PK15 pozwalała wyszaleć się nawigacyjnie - byłem wręcz w szoku jak bardzo duży wpływ na nawigację ma dobry kompas (Silva). Aż się chciało biegać i w konsekwencji w PK13 byłem trzeci (!). A przecież na takich przelotach tracę najwięcej....
  W trakcie biegu czuję, że mam przewagę do J.Gorczycy czy do M. Jędroszkowiaka, który wybrał dłuższy wariant do PK11 (a startował 6 min wcześniej niż ja). Gdzieś w zasięgu wzroku (może przy co 3 punkcie kontrolnym) zauważam P.Golinowskiego. Takie momenty są bardzo budujące i sprawiło, że nogi aż niosły do biegania :). 
   Do PK15 utrzymuję 3 pozycję, zaś w PK16-PK17 (tradycyjnie przy gęstym lesie) awansuję na 2 lokatę kosztem A.Matyba, która miała problemy ze zdobyciem PK16. Z tym punktem również miał problem P. Golinowski. Strata do M.Plesińskiego (czy ja w ogóle mogę do niego się porównywać? Normalnie to ja tracę do niego w takich momentach co najmniej 10 minut) wynosi niecałe 3,5 min. Zdołałem utrzymać stratę do niego po tak długich przelotach!
Mapa z moim przebiegiem
    Punktów na trasie jest 27... więc do mety jeszcze 11 punktów kontrolnych, w tym kilka na terenie popoligonowym, gdzie wszystko może się zdarzyć. W PK19 zdołałem zwiększyć przewagę do 3 zawodnika do 2 min 20 sekund i tracąc do M. Plesińskiego tylko 2 min 25 sekund - czyli zdołałem zmniejszyć stratę o 1 min (wow!).
    Przy PK20 nastąpił moment dekoncentracji spowodowany zbyt szybko obranego tempa biegu - pomyliłem numer PK20 z PK19 - niepotrzebna 20 sekundowa strata. PK21 zdobyty zacnie - jako drugi zawodnik, zaś przy PK22 zdarzyło się sytuacja nie do końca dla mnie zrozumiała. M. Plesiński nie zdobył PK22! Zapomniał podbić czy może podbił, lecz czip nie odczytał? Wiem jedynie, że miał tam jakieś problemy, bowiem przy PK23 tracił do mnie (ło matko! Mariusz traci do mnie w końcowej trasie zaawansowanej! Coś niesamowitego :)) 1,5 minuty. Po moich wynikach cząstkowych widać, że biegłem jak metodysta - stopniowo wspinając się na coraz wyższą lokatę. 
   Przy PK22 objąłem prowadzenie, zaś druga A.Matyba traciła do mnie 1 min 20 sek (jest to medalistka Mistrzost Polski w ultra BnO w kat. K21!), zaś trzeci P. Golinowski ze stratą ok. 1,5 minuty. Małą zawieszkę miałem przy PK25 - spowodowany zmęczeniem. Niemniej jednak zdołałem utrzymać prowadzenie w tak zacnym etapie zawodów z cyklu GP Hadesu - szok :)
   Co tu więcej pisać - kolejna górka pokonana :) Kilka lat temu pisałem, że celem było zajęcie co najmniej 5 miejsca w jakimkolwiek etapie GP Hadesu - cel zrealizowany :) Czy to był jedynie wypadek przy pracy? Nieważne - ważne, że ten sukces smakuje wybornie. Po raz pierwszy w życiu pokonałem M. Plesińskiego czy M.Jędroszkowiaka - druga taka okazja zapewne bardzo nieprędko się zdarzy. 
   P.S. Maciek W. napisał mi kiedyś, że jak tak będziesz trenował, to pokonasz w końcu Michała J. - nie wierzyłem mu ani trochę. Los bywa jednak przewrotny :)


Podsumowanie E5:
Trasa zaawansowana, 7,8 km (w linii prostej)
27 punktów kontrolnych
Czas: 58:44, miejsce: 1/44

Wyniki:
1. Seba Wojciech 58:44
2. Anna Matyba 59:59
3. Paweł Golinowski 60:51
4. Piotr Pancerz 63:40
5. Krzysztof Gruhn 65:16
6. Jacek Gorczyca 66:21
...
10. M. Jędroszkowiak 72:46
...
40. M. Plesiński NKL
44. Monika Łakoma NKL

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Zielonka Cup - 21-23 IV 2017 - Trzaskowo/Rakownia

   Zawody "Zielonka Cup" organizowane przez D. Zalewskiego odbyły się w pobliskich lasach Trzaskowa oraz w byłej jednostce wojskowej. Składał się z trzech etapów, tj. sprint, średni i klasyk. 
   Wystartowałem w E1 i E2, zaś E3 musiałem ze względów rodzinnych odpuścić (choć gdyby rozpoczął się o godz. 9 - tak jak początkowo zaplanowano, to powalczyłbym o miejsce 4-6 w końcowej klasyfikacji w kat. M21E).
    Etap 1 odbył się na mapie Trzaskowo-Jednostka. Zmęczony i niewyspany startowałem w końcowych minutach i to na etapie w którym nie ma miejsca na błędy. Stawka była niezwykle silna - rzecz jasna takie nazwiska, jak: Parfianowicz, Dwojak, Stefański, Gryzio czy Konarczak są poza moim zasięgiem (no chyba, że któryś z nich zaliczy NKL albo odniesie jakąś kontuzję uniemożliwiającą dalszy bieg :)). Po końcowych wynikach stwierdziłem, że była duża szansa na zajęcie 5 miejsca. W tym dniu byłem jednak zbyt zmęczony i do tego nietypowa skala mapy jak na las spowodowało, że w drugiej części trasy popełniłem trzy dość istotne błędy, tj. do PK14, do PK19, do PK22. Gdyby nie te błędy, to mój czas wyniósłby ok. 30 min i przy dobrym samopoczuciu można było już myśleć o piątej lokacie :)


    Pierwszą piątkę w końcowej klasyfikacji zajęli w zasadzie wyczynowcy. Wśród amatorów - najlepsze miejsce przypadło A.Bednarkowi, który stracił do najlepszego ponad 9 min. Warto wspomnieć, iż P. Parfianowicz zdobył w 2014 roku tytuł wicemistrza świata juniorów w sprincie - o takiej klasy zawodników tutaj mowa. 

Wyniki E1:
1. Piotr Parfianowicz 20:16
2. Dawid Stefański 21:53
3. Wojciech Dwojak 22:09
4. Łukasz Gryzio 23:43
5. Dariusz Konarczak 28:46
6. Artur Bednarek 29:31
...
9. Seba Wojciech 33:23
...
19. Tomasz Pierunek NKL

    Drugi etap odbył się w Trzaskowie, zaś mnie w tym dniu nie miało w ogóle być. Poczułem jednak chęć rewanżu za wczorajszy bieg. Czułem, że to będzie mój dzień, bowiem bardzo lubię średnie dystanse - zresztą nawet treningi mam dopasowane po tym kątem :). Startowałem jako ostatni zawodnik, zaś do PK4 biegłem dość spokojnie - uznałem, że w tym biegu najważniejsze, to dobrze rozłożyć siły. Pierwsze cztery punkty dość spokojne - zajmowałem 10 miejsce. Trudny był PK3 i dość niejednoznaczny i okazał się jednym z trudniejszych punktów (aż 6 zawodników miało problem z jego odnalezieniem, w tym D. Konarczak, który nie podjął dalszej walki). 


    Punkty 5-8 znajdowały się na małym kompleksie leśnym okraszony rzadkim lasem. W tych punktach byłem niemal bezbłędny - awansowałem na miejsce 6. Bardzo pomogły wyróżniające się drzewa. Dogonienie T.Pierunka chwilowo mnie zdekoncentrowało, bowiem przy PK9 spadłem na miejsce 8. Do punktów ulokowanych w obszarze podmokłym - zajmowałem 7 miejsce. Najsłabsi zawodnicy z M21E pozostali daleko w tyle, zaś ja zauważając PK15-PK20 ulokowane na terenie podmokłym poczułem zapach ogromnej szansy na poprawę lokaty - zdołałem awansować na miejsce 6 z 40-sekundową stratą do R. Wójcika (tak - olimpijczyka z 2000 roku w biegu na 3 km z przeszkodami). Ot cała kwintesencja biegów na orientację, gdzie amatorzy mają szansę pokonać bardzo szybkich zawodników dzięki sprawnej nawigacji. Ku mojemu zaskoczeniu przy PK24 dogoniłem Gorzelańczyka (startował 15 min wcześniej niż ja) i zajmowałem 5 miejsce (R. Wójcik również popełnił w tym miejscu błąd nawigacyjny). Nie zdołałem jednak utrzymać bardzo wysokiego miejsca, bowiem popełniłem trzeci błąd w tym biegu - tj. przy PK27. Nie był to może idealny bieg w moim wykonaniu (nie uniknąłem trzech błędów, tj. przy PK9, PK16 oraz PK27), ale wróciłem do domu w pełni usatysfakcjonowany tym, iż mój rewanż w pełni się udał.
    Końcowe wyniki poniżej, zaś po etapie drugim byłem szósty z 4 minutową stratą do R. Wójcika, zaś ok. 2 min przewagą wobec A.Bednarka, C. Gałązkiewicza czy Z. Pokrzywińskiego. 

Wyniki E2:
1. Piotr Parfianowicz 38:18
2. Wojciech Dwojak 41:06
3. Dawid Stefański 43:15
4. Łukasz Gryzio 44:07
5. Rafał Wójcik 53:53
6. Seba Wojciech 55:11
...
19. Dariusz Konarczak NKL

Wyniki: E1+E2:
1. Piotr Parfianowicz 58:34
2. Wojciech Dwojak 1:03:15
3. Dawid Stefański 1:05:08
4. Łukasz Gryzio 1:07:50
5. Rafał Wójcik 1:24:40
6. Seba Wojciech 1:28:34
...
21. Sawka Paweł -

    Jeśli chodzi o same zawody, to rywalizację można było odrzuć jedynie w kat. M21E czy W21E. W pozostałych kategoriach walczyli nieliczni zawodnicy. Troszkę szkoda, że pogoda nieco zepsuła szyki organizatora. Niestety - termin wiosenny nie jest jednak najlepszym terminem na organizację tego typu zawodów ze względu na ogromną konkurencję. Takie są już uroki debiutów i myślę, że całkiem sprawnie zorganizował zawody (no może poza przeniesieniem niedzielnych zawodów z godz. 9 na 11 - chętnie bym powalczył o 5 lokatę w tych zawodach).




poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Róża Wiatrów - Koziegłowy (25 III 2017)


  Kolejna edycja Róży Wiatrów ponownie odbyła się w Koziegłowach, choć za każdym razem punkty kontrolne znajdują się w różnych miejscach. Niemniej jednak i w tym roku nie mogło się odbyć się bez Dziewiczej Góry. Organizatorem rajdu był oczywiście Zbyszek Hornik, zaś do wyboru były trzy trasy (dwie piesze TP25 i TP50) oraz jedna rowerowa (TR100). Przy czym zarówno TP50, jak i TR100 były zaliczane do Pucharu Polski.
   Co roku zaliczam inny dystans- zadebiutowałem na dystansie 100 km, by rok później zaliczyć TP25. W minionym roku startowałem w kat. TP50 i zdołałem jakimś cudem wygrać. W tym roku wybór padł na TP25 i po raz pierwszy w życiu zdołałem przekonać moją małżonkę do wspólnego napierania na orientację na tak długim dystansie:)
   Myślę, że dla każdego zawodnika regularnie uczestniczącego w różnego rodzaju zawodach na orientację życiowym sukcesem stanowi przekonanie drugiej połówki do udziału chociażby w zawodach na dystansie 25 km. Nie jest to zbyt długi dystans, ale dla niewprawionych - tego rodzaju zawody zawsze stają się wyzwaniem. O bieganiu nie było mowy - w rachubę wchodził jedynie marsz, choć po cichu liczyłem, że dowiozę Monisię do miejsca na podium :]. Tym bardziej, że nie startowały zawodniczki z najwyższej półki wśród wielkopolskich orientalistek. Głównym celem było jednak ukończenie na spokojnie TP25 oraz spędzenie kilku godzin na świeżym powietrzu (w Puszczy Zielonka). 
Konsultacje z Monisią przed startem
   W trakcie odprawy technicznej zauważyłem, iż trasa nie będzie liczyła 25 km - nie mówiłem o tym Monice, by nie zapeszyć. Rajdy na orientację mają to do siebie, że nigdy nie wiesz czego możesz się spodziewać w trakcie napierania. Punktów było niewiele, choć według mojej opinii - ich ilość była optymalna. Pięć punktów kontrolnych znajdowało się na Dziewiczej Górze i w jego okolicy. Do tego trzy punkty kontrolne jako rozświetlenia, czyli w sumie aż osiem ułatwień w trakcie napierania na orientację. 
    Początkowo myślałem, iż pokonanie Róży Wiatrów na dystansie 25 km zajmie nam ok. 5-6 h, a więc pozytywnie pomyliłem się :). Trasę ukończyliśmy w 4h i 22 minutach, co nam dało miejsce w połowie stawki, choć moja druga połówka otarła się o podium :). Straciła zaledwie 15 minut do miejsca drugiego i trzeba zaznaczyć, iż przez całą trasę wyłącznie maszerowaliśmy (no może ostatnie 200-300 metrów biegliśmy :)). 
   Miejsce na kobiecym podium straciła przez głupi błąd z mojej strony w trakcie polowania na punkt 3 (jako pierwszy), który kosztował aż 17 min. Powiedziałem Monice, że ten błąd będzie kosztował podium :) Tylko się uśmiechnęła, bo w ogóle na to nie liczyła. Ja wiedziałem swoje, że dzięki sprawnej nawigacji można wiele zwojować :). Przy punkcie 3 nie zauważyliśmy ścieku wodnego - skupiliśmy uwagę na robotach ziemnych czy starszej Pani z działki ogrodowej i troszkę czasu nam zajęło odnalezienie się na mapie.
Mapa główna - TP25
    Z kolejnymi punktami poszło bardzo sprawnie, zaś już na Dziewiczej Górze spotkaliśmy P. Pawłowskiego (który wygrał TP25 z czasem poniżej 2h). Teren Dziewiczej Góry bardzo dobrze już znam, więc nie mogłem odmówić maszerowania na azymut. W trakcie napierania do PK6 spotkaliśmy M. Łuczaka (zajął 3 miejsce), zaś w okolicach PK7 - M. Dolatowskiego (zajął 7 miejsce). My główną uwagę skupiliśmy się na kobietach, bo w końcu moja druga połówka walczyła o podium, zaś nie ja (ja swoje zrobiłem w zeszłym roku). 
Odcinek specjalny - Dziewicza Góra
    W okolicach PK5 Monisia zaczęła odczuwać trudy dzisiejszego rajdu, więc nieco zwolniliśmy tempo. Starałem się omijać drogi asfaltowe bądź twarde dukty na rzecz miękkich ścieżek czy przebieżnych lasach, ale nie zawsze się dało. W okolicach punktów 5,11 czy 4 bardzo dużo dały rozświetlenia. 
Powiększenia niektórych punktów kontrolnych

     Końcowa część trasy obejmowała przez kilka kilometrów drogę asfaltową, zaś czas szybko biegł dzięki temu, iż sporo nawijałem sprawiając, że druga połówka zapominała o zmęczeniu. Była bardzo dzielna i wytrzymała w zasadzie 22 km (bo tyle przebyliśmy zdobywając 11 punktów) przy średnim tempie 11:30 min/km. Ja z kolei miałem przyjemność na spokojnie poobserwować okoliczne lasy (co rzadko mi się zdarza).
    Końcowe wyniki we wszystkich kategoriach sportowych nie były zaskoczeniem. Wygrali faworyci, zaś startując w kat. TP50 nie miałbym szans na zajęcie miejsca na podium (nie pisząc już o obronie tytułu). Czasy były wręcz kosmiczne i niemożliwe do zrealizowania przeze mnie. Pokonać niemal ok. 38-km trasę na orientację z czasem 3h 18 minut... Tak biegają najlepsi w Polsce i tego nie zmieni niedoszacowana trasa, która liczyła ok. 32 km w linii prostej, zaś efektywny - ok. 38-40 km. Doliczyłem się jednak 49 km - mierząc wariant zgodnie z regulaminem PMnO (w ścisłym jego znaczeniu). Ten zapis ewidentnie jest do zmiany, bo potem wychodzą takie hity, jak w Trudach 2016 roku czy tegorocznej Róży Wiatrów podczas, gdy w Grassorze czy Nocnej Masakrze dystanse wynoszą ok. 60 km. Myślę, że czas najwyższy, by orgowie zaczęli liczyć dystanse w linii prostej z uwzględnieniem mostów w rzekach nie do przejścia (i wyłączając kontrowersyjne ulokowanie punktów kontrolnych położonych niedaleko brzegów po obu ich stronach) oraz przewyższeń. Mój pomysł, to 42 km dla biegów płaskich oraz 38 km dla biegów górskich przy kryterium podziału na biegi płaskie i górskie na poziomie łącznych przewyższeń co najmniej 1500 metrów. 

Podsumowując:
TP25, 11 punktów kontrolnych
Czas: 4:22
Miejsce: 23/52 (Monika - 4/13 kobiet)

Wyniki:
1. Przemek Pawłowski 1:56
2. Marcin Skawiński 2:02
3. Marcin Łuczak 2:09
4. Paweł Wolniewicz 2:12
5. Przemysław Szarlik 2:14
6. Maciej Wąsowski 2:20
...
23. Monika Wojciech 4:22 
23. Seba Wojciech 4:22
...
51. Filip Miś 7 PK
51.  Mikołaj Kaczmarek 7 PK

poniedziałek, 13 marca 2017

GP Hadesu - Etap 3 - Ligowiec - 12 III 2017


   Dzień po Pucharze Przedwiośnia postanowiłem (wraz z rodzinką) wziąć udział w kolejnym etapie cyklu GP Hadesu. Tym razem teren zawodów obejmował lasy położone nieopodal Ligowca (byłego  (a może jeszcze aktualnego (?) lotniska sportowego). 
Ze względu na planowany start w kat. rodzinnej - na pierwszy strzał poszedł mój bieg w kat. średniej, który poziomem trudności nie odbiegał od kat. zaawansowanej. Różniło się jedynie długością trasy. Trasa była specjalnie zbudowana pod orientalistów, zaś punkty od 10 do 19 mogły zaspokoić nawet najbardziej wybrednych orientalistów. 
Mapa - Ligowiec (trasa średnia)
    Nie ukrywam, że bardzo lubię trasy bez długich przelotów. Początkowa część trasy - na rozgrzewkę - obejmowała teren typowo leśny (bez szczególnych atrakcji). Wystarczyło jedynie szybko biegać i zwracać uwagę na skrzyżowania ścieżek, teren półotwarty czy wykroty. Pierwsze osiem punktów zdobyte jak po sznurku - wobec T. Klasy osiągnąłem ok. 50 sekundową przewagę. 
Start - PK8
    Pierwsza połowa trasy po młodnikach i malutkich polankach była niemal bezbłędna, co sprawiło, że zwiększyłem przewagę wobec T. Klasy do 2 min i 10 sek.  
PK8 - PK15
     Niestety do PK16 kompletnie zawiódł kompas Meteor, który nieprawidłowo wskazał mi północ (w konsekwencji biegłem na zachód). Przy takim lesie - posiadanie bardzo dobrego kompasu staje się już nieodzowne. A może to przez brak koncentracji? Faktem jest, że spadłem na 2 miejsce z 40-sekundową stratą do zwycięzcy. Jeden poważny błąd nawigacyjny nie skreśla z gry w kat. średniej. Tym bardziej, że przy PK17 traciłem tylko 18 sekund do zwycięzcy.
PK16 - kwalifikuje się do Boba Jebando
    Niestety w tym biegu popełniłem jeszcze dwa dodatkowe błędy - z PK17 wybiegłem na południe, zamiast na południowy-wschód i musiałem dołożyć ok. 100 metrów i troszkę czasu na zorientowanie się na mapie. Wiadomo, że nigdy nie należy dopasowywać terenu do mapy :) Traciłem już minutę do zwycięzcy i nie byłem już w stanie odrobić zważywszy na przedszkolny błąd w dobiegu do PK20. Do dziś zachodzę w głowę - dlaczego nie popatrzyłem na zabudowania za torami kolejowymi - biegłem najpierw na północ, potem 150 metrów na południe - dopiero jak popatrzyłem na zabudowania, to wiedziałem, że należy biec ścieżką na północ. Niestety - ale tego rodzaju błędy nie mają prawa mieć miejsca - nie po 4 latach ciągłego biegania na orientację. W konsekwencji do zwycięzcy traciłem już 4min i 10 sekund. 
PK17 do PK23
    Końcowe punkty były już bardzo proste i odrobiłem tylko 18 sekund do zwycięzcy w kat. średniej etapu 3. Tak więc - nie był to mój najlepszy występ mimo, iż wyjątkowo startowałem w krótszej kategorii. Wystarczyło jedynie pobiec bezbłędnie (lub z jedną wtopą nawigacyjną)... Niestety przy punktach kontrolnych 10-21 dowiedziałem się, jak bardzo ważne jest posiadanie silnego i stabilnego kompasu. 
Wyjście z tunelika z punktu kontrolnego 8
Podsumowując:
Trasa średnia, 5,5 km (w linii prostej)
23 punkty kontrolne
Czas: 46:07, miejsce 2/28

Wyniki:
1. Tomasz Klasa 42:15
2. Seba Wojciech 46:07
3. Przemysław Szarlik 47:45
4. Mateusz Filipiak 51:20
5. Monika Pacha 54:07
6. Bartek Krause 55:14
...
28. Paweł Czaplicki NKL

    Po moim biegu przyszedł czas na rodzinny spacer w kat. łatwa. Godzinny spacer dobrze nam zrobił. Punkty kontrolne były bardzo przyjemne i proste - typowe dla rodzin z małymi dziećmi. Do tego jeszcze przed nami spacerowali p.Banachowie, zaś moja żona nie mogła się go nasłuchać. Powiedziałem jej co nieco o przebogatej karierze sportowej Roberta Banacha, zaś kolejne punkty stopniowo zdobywaliśmy.
Mapa - Ligowiec (trasa łatwa)
   Przyjemną traskę pokonaliśmy w nieco ponad godzinę. Punkty nie były wymagające i idealne na spacer z dziećmi. Zajęte miejsce nie jest tak ważne, bowiem liczy się wspólnie spędzony czas na wolnym powietrzu. 
Rodzinnie
Podsumowując:
Trasa łatwa, 2,9 km (w linii prostej)
Czas: 61:05, miejsce: 17/19

Puchar Przedwiośnia 2017 - Miedzichowo - 11 III 2017


    Dla wielu zawodników - Puchar Przedwiośnia - stanowi początek sezonu biegów na orientację. W moim przypadku nie ma początku czy końca sezonu - dla mnie biegać na orientację można przez cały okrągły rok :). Co roku Azymut Mochy organizuje Puchar Przedwiośnia w drugim tygodniu marca. Tym razem teren zawodów obejmował Lasy położone na północ od Miedzichowa. Teren zawodów był mi częściowo znany z racji z tego, iż we wrześniu 2016 roku odbyło się Oriento Expresso (startowałem w kategorii rodzinnej TP10). 
   Tym razem żartów już nie było, bowiem lista startowa obfitowała w wielu bardzo dobrych zawodników. Praktycznie każda kategoria sportowa zawierała wiele mocnych nazwisk. Z uwagi na mój wiek - wybrałem kategorię M21 (jeszcze tylko rok i przechodzę w kat. M35 :)). Dla kategorii M21 przewidziano najdłuższy dystans z 21 punktami kontrolnymi. 
Mapa BnO - M21
    Z mapy Miedzichowo za wiele nie dało się wycisnąć, choć długie przeloty sprawiły, że traciłem do najlepszych. Przykładowo z PK5 do PK6 traciłem do D. Konarczaka aż 2 min 50 sek. Im bliżej mety, tym strata była coraz większa - co widać na poniższym wykresie.

   Teren zawodów nie był trudny, zaś trasa generalnie była szybka. Gdzieniegdzie można było popełnić błędy nawigacyjne, ale rzeźba terenu czy różnorodne formy zalesienia lasu sprawiły, że wystarczyło po prostu szybko biegać. Z poniższej mapy wynika, że z PK1 do PK8 nie popełniłem w zasadzie większych błędów nawigacyjnych - traciłem jednak do lidera już 6,5 minuty. 
Mój przebieg od startu do PK8
   Kolejne punkty przyjemnie zdobyte, choć moja kondycja była taka sobie. Mały błąd popełniłem przy punkcie 11, choć o ok. 30 sekundowym koszcie. Przy punkcie 12 widzę M. Plesińskiego - startował 9 minut po mnie. Połowa trasy i tylko 9 minut do faworyta biegu - wiem jednak, że im bliżej mety, tym bardziej słabnę. W konsekwencji straciłem do niego 22 minuty.
Od PK8 do PK15

    Po zdobyciu PK15 traciłem do najlepszego już ponad 13 minut i czekały jeszcze dwa długie przeloty. Niestety bardzo osłabłem w końcówce i ostatecznie strata do najlepszego wzrosła do 24 minut. Sporo, ale taka jest różnica między amatorami (którzy od czasu do czasu biegają) a zawodowymi żołnierzami, którzy od lat biegają na orientację i do tego zdobywają medale na arenie międzynarodowej. 
Od PK15 do Mety

    Zawody wygrał D. Konarczak, który ukończył zawody z czasem niemal 56 minut pokonując M. Plesińskiego oraz P. Jankowiaka. Miejsce 4 i 6 zajęli zawodnicy ze Śląska Wrocław, zaś miejsce 5 - M. Gaczyński. Ja z kolei ukończyłem trasę z czasem 79 minut i dałem z siebie tyle ile byłem w stanie. Teren zawodów był bardzo przyjemny i z pewnością w najbliższych latach odbędą się tam niejedne zawody na orientację. 
    Pragnę podkreślić, iż na mapie Miedzichowo-Zachodzko znajdują się stałe punkty kontrolne w ramach Zielonego Punktu Kontrolnego - więcej info na Trening BnO.


Podsumowując:
M21, 11,4 km (w linii prostej),
21 punktów kontrolnych
Miejsce: 9/14

Wyniki:
1. Dariusz Konarczak 55:54
2. Mariusz Plesiński 57:13
3. Paweł Jankowiak 58:26
4. Kostiantyn Majasov 1:03:33
5. Marcin Gaczyński 1:03:41
6. Piotr Ostój 1:05:54
...
9. Seba Wojciech 1:19:42
...
14. Bartosz Rajewski NKL

piątek, 10 marca 2017

Poznaj Poznań Nocą 2016/2017 - Etap 5 (15 II 2017) i Finał (8 III 2017)


   Ostatnie dwa etapy corocznego cyklu Poznaj Poznań Nocą 2016/2017 za nami (jak ten czas szybko płynie...). Odbyły się na os. Pod Lipami oraz os. Stare Żegrze-Orla Białego. W obu etapach startowałem w kat. Elita, co zaowocowało tym, że obie trasy przebiegłem na dystansie nie krótszym niż 5 km.
    W ramach tych zawodów były do wyboru inne kategorie sportowe, tj. początkujący oraz średniacy. Z kolei trasa OPEN miała charakter popularyzatorski - zresztą na os. Czecha miałem przyjemność wzięcia udziału w tej kategorii z córką (była bardzo zadowolona). 

W lutym odbył się etap na os. pod Lipami. Teren zawodów był dość ciężki z uwagi na liczne "dzikie" lodowiska czy pozostałości śniegu. Do tego jeszcze kilka wzniesień i ogrodzeń (część zawodników skróciła w ten sposób przebieg z 3 do 4 w kat. elita czy inny przebieg w kat. średniacy, co nie wszystkim się spodobało). Ja sam co nieco wydłużyłem przebieg z punkt 3 do 4 (patrz poniższy wycinek mapy)- po prostu zasłoniłem prawą część mapy i nieszczęście gotowe. 
Mało udany przebieg z punktu 3 do punkt 4.
   W tym dniu czułem się kiepsko, bowiem dopiero co odchorowałem przeziębienie (nie obyło się bez antybiotyków), co zaowocowało tym, że w końcowych punktach nieco oklapłem i nie zdobyłem punktu 24. Dopiero na mecie dowiedziałem się o tym błędzie - szkoda, ale po zdobyciu PK23 miałem już dosyć. Moje tętno wręcz szalało i na mecie musiałem po prostu nabrać powietrza :). Gdyby nie ten błąd - byłbym sklasyfikowany na miejscu 15. 
Mapa os. pod Lipami - Elita
   Etap ten wygrała A. Hornik z czasem 25:04 (kadra narodowa A), która pokonała o 17 sekund G. Cuprysia (kadra narodowa B juniorów) oraz D. Konarczaka o 2 minuty. Mi przypadła dyskwalifikacja za brak PK24 .
Punkt 23 - a może fotograf mnie zdekoncentrował?
Oficjalne wyniki:
1. A. Hornik 25:04
2. G. Cupryś 25:21
3. D. Konarczak 27:04
4. S. Borowczyk 27:17
5. M. Druciarek 28:29
6. P. Dudzińska 28:45
...
NKL. Seba Wojciech

     Ostatni - finałowy - etap odbył się na os. Stare Żegrze - Orla Białego. Teren zawodów obejmował przejścia dla pieszych (a może i dopuszczał ruch samochodów) w dwóch miejscach z uwagi na ruchliwą drogę. Na tym terenie odbył się również finał edycji 2014/2015, choć teren obejmował jedynie połowę tego, co w tym roku. Tak więc na brak atrakcji nie było co narzekać. Szczególnie trudne był punkty 6-13, choć akurat miałem przyjemność biegania za Marysią Gorczyca (tak płynnego biegu i zdobywania punktów jeszcze nie widziałem :)). 
     W tym dniu w zasadzie rywalizowałem ze Sławkiem Sz. (akurat na Śnieżnych Konwaliach miałem przyjemność pokonania z nim niemal całej trasy), który po mnie startował 15 sekund. Dość szybko mnie dogonił, choć dystans sprinterski obejmował ok. 5-5,5 km. Ja w zasadzie dogoniłem P. Gładysiaka w tymże punkcie, który startował o 30 sekund wcześniej niż ja. 
    Gra zaczęła się od nowa przy punkcie 6 - Sławek Sz. nieco się pogubił, zaś na próbowałem dotrzymać kroku Marysi G. Wytrzymałem do punktu 12, zaś pozostałe punkty miały dośc długi przebieg i jakoś znów nie mogłem biec szybciej - moja kondycja nie pozwalała na szybszy bieg. 
   Do punktu 14 było w zasadzie ok - biegłem w swoim tempie, choć od punktu 6 do 11 - nieco szybciej niż w pozostałej części trasy. Pierwszy błąd pojawił się w przebiegu do punktu 15 - przekombinowałem, bowiem chciałem biec prosto na południe - a wyszło jak wyszło. Wystarczyło wybrać inny (drogowy) wariant, by zyskać około 1 min.
Wariant przebiegu z 14 do 15
   Po zdobyciu punkt 15 - nastąpił kolejny błąd o koszcie ok. 30 sekund (a może i więcej). Mając około 25 minut wytężonego wysiłku - ciężko utrzymać koncentrację i dostrzec małe przejścia między blokami. Punkt 16 zdobyty od dołu - na szczęście Sławek Sz. nie zdołał mnie już dogonić, bowiem punktu 17-19 zdobyłem już gładko. Oj brakowało treningów na osiedlach...
Przebieg z PK16 do PK17
    Zawody te miały charakter biegu pościgowego, zaś ja otrzymałem minutę przydzieloną przez organizatora. W dotychczasowych pięciu etapach zostałem sklasyfikowany tylko na os. Zwycięstwa (zająłem historyczne 9 miejsce). 
    Zawody wygrał G. Cupryś, który pokonał M. Gorczycę oraz J. Gallę. Mi przypadła 17 lokata spośród 38 zawodników. Niestety zauważalny jest znaczący spadek frekwencji w kat. elita w ostatnich czterech latach. Tak mało zawodników do tej pory jeszcze nie wzięło udziału i bynajmniej nie ze względu na warunki pogodowe. Może czas na zmiany w formule Poznaj Poznań Nocą?

Oficjalne wyniki:
1. G. Cupryś 22:48
2. M. Gorczyca 24:11
3. J. Galla 24:17
4. P. Górczyński 24:36
5. A. Fliszkiewicz 24:39
6. P. Pawłowski 24:47
...
17. Seba Wojciech 29:08
...
38. M. Trawkowska NKL