wtorek, 29 stycznia 2019

Śnieżne Konwalie - Trzebiechów (26 I 2019)


  Krótko pisząc - pokazałem w końcu na co mnie stać na ŚK -cytując moje słowa z relacji z etapu 1 GP Hadesu, tj. "...i czas teraz pomyśleć o taktyce na Śnieżne Konwalie - oczywiście nie na pokonanie P. Jankowiaka czy M.Plesińskiego (50 km to już zupełnie inny wymiar biegania, ale na jakieś konkretne miejsce i konkretny czas. Czas najwyższy coś pokazać na Śnieżnych Konwaliach a nie zajmować jakież miejsca poza TOP20."  Czwarte miejsce na ŚK zawsze należy uznać w kategorii sukcesu - najlepsze było to, że tak niewiele zabrakło do miejsca na podium. Do tej pory to jedyne zawody indywidualne w ramach Pucharu Konwalii - w którym nie zająłem miejsca na podium. Byłem już na podium w Rajdzie Konwalii (Medium) i nawet dwa razy na Nocnym Marku. Na Śnieżnych Konwaliach zajmowałem do tej pory odległe miejsca - zaś miarka się przebrała w 2018 roku. 
    W tym roku musiało być inaczej, choć w tym roku większą uwagę skupię się na BnO niż na maratonach na orientację. Chciałem po prostu z uśmiechem na twarzy przebiec pierwsze 25 km, zaś potem się zobaczy. Chciałem również wybrać odwrotny wariant niż większość zawodników - wystartowałem minutkę później niż reszta. Zacząłem napieranie na orientację od PK1 - za mną dwóch zawodników, ale musieli mieć wolniejsze tempo niż moje. 
Start TP50 - ze strony organizatora ŚK
   Cztery mapy do BnO - to jest to co najbardziej lubię. Ciężko biec na krechę z mapą w skali 1:50000. W tych mapach zawsze upartuję swoją szansę - gorzej jednak z kondycją. Wyraźnie osłabłem po 30 km - ale każdy przecież słabnie. Może to kwestia psychiki - na Nocnym Marku, biegnąc z W.Wiatr biegłem szybciej po 30 km niż na ŚK - a może tak mi się tylko wydaje. Niemniej jednak spotkając się w połowie trasy z P.Dopierałą i wcześniej widząc odciski butów tylko jednego zawodnika wyczułem szansę na historyczny sukces - byle tylko nie złapać skurczy i nie popełnić błędów nawigacyjnych.
Mapa główna z moim śladem z biegu
    Za mną nie było żadnej konkurencji - nikt mnie nie gonił. W drugiej części trasy miałem pełny przegląd konkurencji z TP50 - najpierw P.Dopierała, chwilę później dwie pary - napewno W.Prozorowski i W.Binkowski. Potem widzę Pawła, Agę i chwilkę później Krzysia i Artura. Potem już tylko zawodników z TP25 - w tym wiele znajomych twarzy. Nie byłem przynajmniej sam i dzięki temu byłem w stanie zmotywować się do biegania - a z tym różnie bywa, bo lubię czasami po prostu usiąść w lesie na kilka minut :) Na mecie zawsze żałuję - ale odpoczynki są dość ważne, choć wiem, że lepiej przejść na chód niż się położyć/usiąść. 
Półmetek - z bezpośrednim konkurentem
    Żal niewykorzystanej szansy, choć za sobą pozostawiłem wielu mocnych konkurentów. Zbliżyłem się do P.Dopierały - co takie oczywiste nie jest. Do najlepszych sporo mi brakuje - przełamanie 6h na trasach TP50  staje się dla mnie coraz bardziej realne. I taki czas daje duże szanse na podium - niezależnie od stawki zawodników. Głównym założeniem w początkowej części trasy było zapewnienie przyjemności z napierania - śnieżna sceneria krajobrazu leśnego w okolicach Trzebiechowa to miało mi zapewnić i oczywiście także mnogość map do BnO - przyjemnie mi się biega po takich mapach, choć trzeba wyłożyć nieco więcej siły na bieg po lesie niż bieg po ścieżkach. 
TOP6 - na mecie M.Plesiński
   Do podium zabrakło 16 minut - nie wiem czy to dużo czy mało. Zapomniałem ile przerw zrobiłem na trasie - a były dość krótkie. Starałem się biec przed siebie i nie popełniać błędów nawigacyjnych. Może kilka wariantów było bardziej optymalnych - może gdybym przyspieszyłem w końcowych 10 km trasy - może gdybym znał swoje położenie wobec P.Dopierałę - może gdybym biegł z partnerem w końcowych kilometrach - może i może.... W każdym razie jeszcze nie teraz - podium na ŚK jeszcze nie dla mnie. Jest jednak coraz bliżej - na razie pokazałem, że stać mnie na wiele i rok 2019 już się robi ciekawy :)
Podium ŚK TP50
   Zawody wygrał M.Plesiński z czasem poniżej 5h pokonując P.Jankowiaka oraz P. Dopierałę. Tak więc przełamanie 6h dawało miejsce na podium ŚK w kat. TP50. TOP6 uzupełnili: ja oraz W.Binkowski i W.Prozorowski (zwycięzcy Szagi 2018). Kolejny maraton na orientację - Rajd Liczyrzepy w Bystrzycy - także z silną stawką zawodników i raczej nie jestem bez szans na 3 miejsce - tym bardziej, że w formule 8h rogainingu.

Podsumowanie:
TP50
33 punkty kontrolne
Czas: 6:11 (~47 km, 7:55 min/km)
Miejsce: 4/57

Wyniki:
1. Mariusz Plesiński 4:58
2. Paweł Jankowiak 5:29
3. Piotr Dopierała 5:55
4. Seba Wojciech 6:11
5. Waldemar Binkowski 6:28
5. Wiesław Prozorowski 6:28
...
57. Tadeusz Mleczek 10:52 (15 PK)

piątek, 25 stycznia 2019

Grand Prix Hadesu - Etap 1 - Ligowiec (20 I 2019)


  Kolejna edycja Grand Prix 2019 rozpoczęła się w Ligowcu i w tym razem znów poszło mi bardzo dobrze (powyżej moich oczekiwań). Przed zawodami nastąpiła dekoracja najlepszych z cyklu GP Hadesu 2018 i poniższe zdjęcie mówi samo za siebie - Pawła Jankowiaka co prawda nie pokonałem, ale za to poprawiłem wynik z 2017 roku (o dwie lokaty). Byłem przekonany, że 2018 rok będzie cięższy niż 2017 rok ze względu na silniejszą konkurencję. Na szczęście zdołałem wygrać jeden etap (w Bogucinie) oraz trzy razy zająć drugie miejsce. W tym roku postawiłem nieco ambitniejsze cele - czas poniżej 55 minut bądź łączny przebieg z średnim tempem na poziomie poniżej 5:30 min/km (jeśli dystans w linii prostej okaże się krótszy). 
Podium trasy zaawansowanej
    Ligowiec zaczyna być moim ulubionym terenem zmagań - w szczególności w lasku ulokowanym między torami kolejowymi. Teren ten potrafi upokorzyć każdego - mnie również :) Założyłem, że te zawody wygra ten, kto popełni najmniej błędów w tym terenie i pobiegnie możliwie szybko. 
    Przed biegiem porządny 40 minutowy trening i nieomal spóźniłem się na start - gorąca jeszcze głowa sprawiła, że popełniłem błąd techniczny w dobiegu do PK1 - 30 sekund w plecy. Tyle razy sobie powtarzam - koncentracja najpierw, a potem biegać ile fabryka mi daje. No cóż - PK2 zdobyty jako najlepszy z 19-sekudnową przewagą wobec drugiego. W tym punkcie awansuję z 25 lokaty na piąte. 
Przebieg (mój i Pawła J.) do torów kolejowych - 1 minuta straty
   Trochę niepewności przy PK3 - wcześniej doganiam A.Bultrowicz i Jacka Gorczycę. Z przebiegów na 3deRun zauważałem, że wyprowadziłem w błąd Jacka :) Ja trafiłem nieco za wcześnie na rów, choć z międzyczasów wynika, że nie było tak źle. Niemniej jednak przydało się tam zachowanie większej koncentracji. Z kolejnymi punktami nie było problemów - byle utrzymać wysokie tempo biegu. Przy dość prostych przelotach przy PK7 tracę do Pawła J. - niemal 1,5 minuty i jestem trzeci (za K.Mol). Tak więc przy PK7 - pierwsza trójka taka sama jak z klasyfikacji ogólnej GP Hadesu 2018 :)
Seba w akcji - przebieg między PK1 a PK2


Międzyczasy TOP10 -do PK10
    Na torach kolejowych - tj. między PK8 a PK9 traciłem do Pawła J. minutę - i czas rozpocząć prawdziwą zabawę. Długie przeloty za mną - teraz czas na prawdziwą nawigację i lekcję spostrzegawczości. Przy PK9 z walki o podium wypadł K.Mol - który tam stracił aż 9 minut na poszukiwania tego punktu. Ja z kolei przy PK11 zmniejszyłem stratę do Pawła o 15 sekund.
Mapa trasy zaawansowanej GP1 Hadesu
   Małe wahnięcie miałem przy PK12 - Glicha pisał na fejsie, iż atak z prawej strony był dużo trudniejszy niż z lewej z względu na stertę gałęzi. Nie jest to dla mnie niewiadomo jaka przeszkoda, ale znacznie spowolniło mój bieg i brakowało tam terenów otwartych - tam niestety straciłem 30 sekund. Ten punkt okazał się najtrudniejszy - aż 1/3 zawodników z zaawansowanej tam traciła nieco czasu. 
   Zabawa trwa jednak dalej - przecież to dopiero początek całej zabawy. Do PK16 zmniejszam stratę do Pawła o 30 sekund, zaś przy PK19 obejmuję prowadzenie :) Niestety próba detronizacji Pawła spełzła się z niczym, bowiem błąd popełniam przy PK20 - błędny azymut i niestety minuta w plecy. Znów spadam na 2 miejsce.
Moment prowadzenia na trasie
    W końcówce dwa błędy popełnia Paweł - lecz nie zdołałem znacząco przyspieszyć w końcówce - troszkę żałuję, ale po fakcie każdy jest mądry. W trakcie biegu nie wiedziałem, że tracę do niego niemal 10 sekund w końcówce. Tak więc pozostaje szukać szansy w innych biegach - trudnych technicznie, bo tylko na tych terenach mam jakąś szansę.Tak więc nie liczę na zbyt wiele w Wiórku oraz Żabinku - choć przyjemnie będzie popatrzeć na średnie tempo biegu poniżej 5:30 min/km i na to liczę :)
Międzyczasy TOP10 - od PK11
    Małym pocieszeniem dla mnie jest to, że pod kątem sumy przebiegów - pokonałem Pawła J. - aż w 13 przebiegach byłem szybszy od Pawła J. Trzeba także zaznaczyć, że pokonałem również Pawła Golinowskiego (a to też jest zawodnik wagi "ciężkiej"). 
Na pocieszenie - pod kątem sumy międzyczasów, to nie przegrałem z Pawłem J. :)
    Cieszy mnie ten postęp i czas teraz pomyśleć o taktyce na Śnieżne Konwalie - oczywiście nie na pokonanie P. Jankowiaka czy M.Plesińskiego (50 km to już zupełnie inny wymiar biegania, ale na jakieś konkretne miejsce i konkretny czas. Czas najwyższy coś pokazać na Śnieżnych Konwaliach a nie zajmować jakież miejsca poza TOP20. 

Podsumowanie: 
GP Hadesu - etap 1
6,9 km, 23 PK
Czas: 44:12 (5:24 min/km)
Miejsce: 2/32

Wyniki:
1. Paweł Jankowiak 44:03
2. Seba Wojciech 44:12
3. Paweł Golinowski 47:44
4. Konrad Koguciuk 53:09
5. Mateusz Filipiak 54:07
6. Piotr Zamiara 54:17
...
32. Jarosław Wojciechowski 90:36

czwartek, 10 stycznia 2019

Poznaj Poznań Nocą - E2 (os. Czecha), Prolog GP Hadesu - Rusałka, Chyże BnO - Wąsowo


   Grudzień nie jest wcale takim złym terminem, by pobiegać sobie na orientację. Kilka lat temu praktycznie nie było zawodów na orientację w tym terminie. Rosnąca popularność na tego rodzaju aktywność fizyczną sprawia, że w tym roku na terenie wlkp odbyły się dwa maratony na orientację, dwa BnO w ramach GP Hadesu oraz PPN. Na deser jeszcze pod koniec roku odbyło się BnO Chyże w Wąsowie. Byłem na wszystkich zawodach - a jakże inaczej, bo to przecież świetny miesiąc na wszelaką aktywność fizyczną :)

   W dniu 19 XII odbyły się zawody w ramach PPN na os. Czecha. Coś ostatnio mało zawodów na orientację organizuje Stowarzyszenie Biegaj z Mapą. Ledwie pięć zawodów, zaś pierwszy etap dopiero pod koniec listopada. 
   Na najdłuższej trasie Elita wystartowało 40 zawodników z B.Pawlakiem czy A.Hornik na czele :) Dystans w linii prostej liczył 3,9 km z 19 punktami kontrolnymi. Wylosowano mi 19 minutę, zaś 2 minuty później startował B.Pawlak. Dogonił mnie już przy PK6, zaś w zasięgu mojego wzroku był przez kolejne dwa punkty kontrolne. Tyle go widziałem - całkiem inna liga. Nieco odżyłem przy PK6-PK8 po dość słabym początku - szczególnie przy PK4 i PK5. Długa przerwa w bieganiu nocą po osiedlu zrobiło swoje. 
Mapa os. Czecha
   Rozkręcałem się jednak zbyt wolno i do tego błąd przy PK9 - nie zauważyłem w terenie przejścia podziemnego. Nie chcialem tracić czasu, więc obiegłem blok - strata ok. 30 sekund i był do jedyny (i aż) błąd w tym biegu. Trasa była zbyt szybka i nieskomplikowana technicznie. By zająć miejsce w czołówce - trzeba biegać tak jak w przebiegach do PK6, 7 czy 8. 
Międzyczasy TOP10 - do PK13

Międzyczasy TOP10 - od PK13
   Przy aktualnej dyspozycji - nie było szans na utrzymanie zbyt wysokiego dla mnie tempa biegu. Pozostałe punkty dość szybko zdobyte, choć nie wystarczyło na awans do miejsca wyższego niż 7. Gdyby nie błąd przy PK6, to realne było miejsce 6. Średnie moje tempo z tego biegu - 4:38 min/km i na razie nie stać mnie było na szybszy bieg. Z drugiej strony - lepszego miejsca w ramach PPN w kat. elita jeszcze nie zająłem i napewno nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa mimo, iż zdecydowanie nie zaliczam się do sprinterów. 
Pamiątkowe zdjęcie ze startu w kat. Elita (dawno nie biegałem po osiedlu nocą)
   Zawody wygrał B.Pawlak z czasem nieco ponad 16 minut pokonują M.Filipiaka (to był chyba jego bieg życia) oraz A.Hornik. By zająć miejsce w TOP5 - należało przebiec całą trasę z czasem nieco ponad 19 minut - na granicy mojego rekordu życiowego w Parkrunie. Na razie za wysokie progi dla mnie - bieg po osiedlu to nie to samo, co bieg po lesie :)

Podsumowanie:
Poznaj Poznań Nocą - Etap 2 - os. Czecha
3,4 km, 19 PK
Czas: 21:22 (4:38 min/km)
Miejsce: 7/40

Wyniki:
1. Bartosz Pawlak 16:04
2. Mateusz Filipiak 18:44 (!)
3. Aleksandra Hornik 18:51
4. Piotr Dopierała 19:18
5. Paweł Górczyński 19:19
6. Artur Bednarek 20:53
7. Seba Wojciech 21:22
...
40. Katarzyna Wojciechowska 45:22

   Prolog rozpoczyna coroczny cykl GP Hadesu - od kilku lat i ja biorę co roku udział w prologu, który odbywa się tradycyjnie na jez. Rusałka i w dniu II świąt Bożego Narodzenia. Tym razem baza zawodów była w nieco innym miejscu ulokowana, ale za to trasa biegu w kat. zaawansowana była chyba najdłuższa w dotychczasowych edycjach prologu - to się lubi :)
     W tym roku na najdłuższej trasie udział wzięło 25 śmiałków. Dystans w linii prostej liczył 7,7 km z 22 punktami kontrolnymi. Przed startem kilkukilometrowa rozgrzewka na znanych mi już lasach ulokowanych w okolicy jez. Rusałka - zresztą w tym lesie najczęściej biorę udział w treningach ze względu na bliskość od mojego miejsca zamieszkania (bliżej mam jedynie do lasu Morasko). 
Mapa trasy Zaawansowanej
     Apetyt na sukces w tym biegu miałem dość spory - do tej pory średnio mi szło na jez. Rusałka - w zeszłym roku byłem nawet ostatni ze względu na 30 minutowe spóźnienie na start :) W tym roku wobec braku D.Konarczaka oraz P.Jankowiaka oraz kilku zawodników z woj. lubuskiego - nie mogłem nie skorzystać z szansy na zwycięstwo. Oczywiście to tylko prolog GP Hadesu - ale zwycięstwa czy coraz lepsze czasy bardzo motywują do biegania na orientację. Moim celem w tym biegu było również przełamanie bariery 55 minut, choć ze względu na znany mi już teren (przynajmniej większa jego część) mogłem oczekiwać biegu na poziomie poniżej 50 minut. Była szansa, choć niewykorzystana ze względu na zbyt gorącą głowę przy PK1 i 2. 

Przebieg S-PK1-PK2
Przeprawa przez Bogdankę - nie był jednak zbyt dobrym pomysłem (a powinny
dawać szansę na uzyskanie nieznacznej przewagi)
  Start rozpocząłem o godz. 10:29 - zaraz za Jackiem G., zaś 2 minuty po mnie startowała Marysia G. Oczywiście start odbywał się z puszki startowej w wybranym przez zawodnika czasie. Punkt 1 zdobyty w 4,5 minuty - oczywiście nie podbiłem go z uwagi na to, iż był w innymi miejscu postawiony ze względu na teren podmokły. Dla mnie nie ma terenów nie do przejścia - chyba, że na mapie jest zaznaczone inaczej. Owszem była woda do kolan - ale to przecież bieg na orientację. Namoczyć nóżki w grudniu też przecież można. Gorąca głowa przy PK2 zrobiła swoje - zresztą nie tylko ja popełniłem tam błąd nawigacyjny. I tak z pierwszego miejsca spadam na 11... Poczułem się wkurzony tym błędem i w myślach mówię - do końca bez błędów już.
Międzyczasy TOP10 - do PK14
Międzyczasy TOP10 - od PK14
   Punkt 3 zdobyty w niecałe 2 minuty - awansuję o 1 oczko. Przeprawa przez rzeczkę Bogdanka do PK4 - woda nawet po piersi i znów awans o jedno oczko. Mogłem jednak wybrać obiegowy wariant, by zaoszczędzić 30 sekund. Nie sądziłem jednak, że tam będzie aż tak mokro. W sierpniu było tam dość sucho.... Krótkie i techniczne przebiegi PK5-PK12 sprawiają, że awansowałem na drugą lokatę. Powolutku doganiam P.Pancerza, M.Gorczycę czy A.Bednarka. Apetyt jednak rośnie w miarę biegania :)

Przebieg z PK4 - PK13 - całkiem, całkiem :)
  Znajomość terenu przy PK13-PK15 robi swoje i awansuję na 1 miejsce, które już do końca nie oddałem. Tam doganiam B.Mellera i A.Filipiak - biegłem tam prawie na pamięć. Tam teren nie miał dla mnie większych tajemnic. Bardzo dobre techniczne przebiegi do PK20 sprawiły, że stopniowo zwiększałem przewagę. Końcówka - tylko patrzeć jak inni zdobywają punkty kontrolne, teren dość otwarty i skupiłem jedynie na tym, by utrzymać wysokie dla mnie tempo biegu.

Od PK13 biegłem tak, ile mi fabryka dała - choć w dużej mierze znajomość
terenu w PK14-PK20 dużo mi dało
   Reasumując - była szansa na przełamanie 50 minut, choć mój cel w tym biegu był inny - czas poniżej 55 min. Udało mi się ten cel zrealizować z nawiązką. Kilka dni później na tej samej trasie przebiegłem treningowo i uzyskałem czas niemal 51 minut - dało się, gdyby nie błąd przy PK2 oraz przeprawa przez Bogdankę do PK4. Chyba będę musiał wziąć nieco dłuższą rozgrzewkę przed biegami w lesie, by nieco ochłonąć głowę. 
   Co do końcowych wyników - co tu dużo pisać zwycięstwo oczywiście smakuje. Na uwagę zasługuje szybki postęp Mateusza F. - myślę, że w 2019 roku będzie naprawdę ciekawie pod względem rywalizacji na orientację po lesie. Tu jeszcze jestem w stanie wiele zwojować w przeciwieństwie do biegu nocnego po osiedlu. 

Podsumowanie:
Prolog GP Hadesu - Rusałka
7,7 km, 22 PK
Czas: 52:29 (5:35 min/km)
Miejsce: 1/25

Wyniki:
1. Seba Wojciech 52:29
2. Mateusz Filipiak 54:03
3. Marysia Gorczyca 54:53
4. Krzysztof Gruhn 59:21
5. Piotr Pancerz 59:28
6. Piotr Zamiara 59:42
...
25. Katarzyna Wojciechowska 115:58

   Pod koniec grudnia miałem jeszcze przyjemność wzięcia udziału w zawodach (a raczej w treningu) na orientację w Wąsowie. P. Jankowiak uszykował dla chętnych trasę długą (wersję z ścieżkami i bez ścieżek) oraz średnią.  Nie ukrywam, że teren treningu był dość wymagający technicznie i kondycyjnie - szczególnie, gdy na mapie nie zaznaczono ścieżek. Tego typu treningi są mi potrzebne, bowiem pokazują mi jak bardzo daleka droga mnie czeka, by zaliczyć bezbłędny technicznie bieg. 
    Niestety frekwencja w tych zawodach nie dopisała, bowiem udział wzięło zaledwie czterech zawodników i jedna zawodniczka. Myślę, że wpływ na taki stan rzeczy miało odwołanie Olędrów bez uzasadnienia ze strony Pawła - z pewnością kilka osób zniechęciło się tym faktem. Niemniej jednak gorąco polecam zawody organizowane przez Pawła, bowiem nie dośc, że odwala kawał dobrej roboty przy sporządzaniu map, to jeszcze jest w stanie zbudować naprawdę ciekawe trasy. Ja z dużą przyjemnością biorę udział w jego zawodach mimo, iż biegowo wychodzi mi gorzej niż np. w Grand Prix Hadesu - ze względu na słabszą motywację do szybkiego napierania.
Przygotowanie do startu

Mapa Wąsowo - wersja z ścieżkami
   Pierwsze sześć punktów kontrolnych zdobytych zacnie, choć dość spokojnie. Teren był bardzo zróżnicowany - pełno jeżyn, gałązek czy rozwalonych drzew i do tego liczne tereny podmokłe - trzeba było po prostu uważać na nogi. w PK6 dogoniłem już całą konkurencję, choć zabawa dopiero miała się zacząć :)
Przebieg S - PK6
   Popis dałem w przebiegu z PK6 do PK7 - błędny azymut i zaczęło się czesanie lasu. Mało co się tam zgadzało, ale to był wynik błędu technicznego. Mało zrozumiały był dla mnie ten błąd - troszkę czasu mi zajęło, by sytuacja wróciła do normy. Zauważają P. Wolniewicza przy PK8 poczułem przypływ motywacji i w efekcie bardzo fajne przebiegi zaliczyłem do PK12 - choć tam las był bardzo przyjazny do biegania :)
Przebieg z PK7 do PK12
   Kolejny popis dałem w trakcie przelotu do PK13 - znów błędny azymut i dopiero spotkana na ścieżce N. Wolniewicz uświadomiła, gdzie mogę być. To nie taka prosta sprawa biegać z mapą bez ścieżek.... Błąd naprawiony po kilku minutach. Po zdobyciu PK14 musiałem ominąć PK15 i PK16 ze względu na polowanie zbiorowe - stąd przebieg po ścieżce - dwa razy pytałem się myśliwych o teren polowania - najlepsze było to, że po zdobyciu przeze mnie PK19 - myśliwi zakończyli polowanie - dziwna była dla mnie ta cała sytuacja.
Przebieg z PK12 do PK17

Jeden z PK
   Końcowa część trasy - bez większej historii. Na spokojnie zdobywam kolejne punkty kontrolne przy umiarkowanym dla mnie tempie biegu. To był tylko trening, zaś główną uwagę skupiłem na bezbłędnym pokonaniu tej części trasy - to mi się udało. 
Przebieg z PK17 do mety
   Co do wyników końcowych  - no cóż jak na trasę bez ścieżek to końcowy czas jest dość dobry. Szkoda tych dwóch błędów - ten bieg pokazał mi, że jeszcze trzeba popracować nad techniką przy wyjściu z punktów kontrolnych. Kondycyjnie było całkiem dobrze, choć zdecydowanie nie dałem w tym treningu wszystkiego :)

Podsumowanie:
Chyże BnO - Wąsowo
7,6 km, 25 PK, trasa bez dróg
Czas: 72:23 (6:52 min/km)
Miejsce: 1/4

Wyniki:
1. Seba Wojciech 72:23 (bez dróg, bez 2 PK z polowania)
2. Bartłomiej Małecki 89:28
3. Michał Filipiak 108:28
4.Paweł Wolniewicz 100:08 (bez dróg, bez PK68 i 2 PK z polowania)

niedziela, 23 grudnia 2018

XVII Nocna Masakra - Trzcianka (15/16 XII 2018)


    Od początku mojej kariery związanej z maratonami na orientację prawie na każdej edycji biorę udział w ostatnim maratonie w roku i to jeszcze w niemal najdłuższą noc w roku. Co takiego jest w tym rajdzie, że biorę w tym udział? Trasy przecież nie są aż tak bardzo wymagające fizycznie. Może przyciąga mnie możliwość upokorzenia moich umiejętności nawigacyjnych? No tak, bo na prawie każdym rajdzie popełniam jakieś babole :) Kartka formatu A4 z perforatorem na drzewie do znalezienia w nocy - i do tego mapa w skali 1:50 000... I do tego kilka śmiejowskich punktów kontrolnych - dla jednych całkiem łatwe do znalezienia, zaś dla innych - bardzo trudne. A może bardzo dogodny dla mnie termin rajdu - nie ukrywam, że dwa tygodnie po organizacji mojego rajdu odczuwam duży głód napierania na co najmniej 50 km. Nocna Masakra idealnie trafia w moje gusta, choć nie lubię map wyłącznie w skali 1:50000 oraz mniej niż 20 punktów kontrolnych. Ale cóż - innych rajdów w tym okresie nie ma - bez urazy dla Rogainingu Mikołajów - nie jestem w stanie wziąć udziału tydzień po organizacji mojego rajdu - rozstawienie i zdejmowanie punktów z tras pieszych i rowerowych potrafi wyssać z człowieka sporo sił :)
  Patrząc na listę startową mogłem oczekiwać miejsca w pierwsze trójce - tym bardziej, że miałem przy sobie naprawdę dobry kompas (w przeciwieństwie do ubiegłego roku, gdy biegłem bez kompasu). Ale to przecież Nocna Masakra - wystarczy zapętlić się w jakimś punkcie kontrolnym i możesz wypaść z pierwszej trójki. W tym roku zadziwiająco mało osób wzięło udział w Nocnej Masakrze - może to przez nadmiar imprez na orientację w 2018 roku. Było naprawdę w czym wybierać - a jeszcze przecież odbyły się biegi na orientację - w skali lokalnej i ogólnopolskiej. Nie sposób być na wielu zawodach - ale na szczęście dla Nocnej Masakry zawsze znajduję wolną chwilę, by tam być. Tym bardziej, że w tym roku baza rajdu znajdowała się w Trzciance - ledwo 70 minut jazdy samochodem  - to się lubi.Za rok baza z pewnością będzie dalej, ale za to w woj. lubuskim - bardzo brakuje rajdów w tym województwie, choć w przyszłym roku również Śnieżne Konwalie tam zagoszczą. 
   Co do samego maratonu na orientację - no cóż napisać - czas zadziwiająco szybko upływał, tj. do PK6. Troszkę niepotrzebnie zapętliłem się przy PK5 - trzeba było konsekwentnie biec wzdłuż terenu podmokłego - znów o sobie dała mi znać skala mapy 1:50000, to przecież nie 1:10000. Dziesięć minut straty to naprawdę nic w Nocnej Masakrze, choć na tym etapie nie powinienem sobie na to pozwolić.
   Trudnością w tym rajdzie była większa liczba dróg niż to wynikało z mapy - często musiałem korygować przebiegi, bo wiele ścieżek kierowało się nie tam gdzie trzeba. Na szczęście lasy były dobrze przebieżne, choć w wielu miejscach za bardzo ryzykowałem - mając mapę w skali 1:50000 bardzo łatwo zwieźć się w manowce - szczególnie przy PK7 czy PK16. 
Punkty z TP50 wraz z naniesionym śladem z mojego biegu (do punktu 15/17)
   Po zdobyciu PK6 przy zaledwie niecałych 5 godzinach byłem już myślami przy mecie. Szczyt górki i bliskie względem siebie PK3 i PK2 i prosty przelot do mety skłonił mnie do jednego wniosku - spokojnie zmieszczę się w czasie 7:30. Ale to przecież Nocna Masakra - niczego nie można być pewnym oprócz tego, że trzeba walczyć do końca. 
Gdzieś w lesie (autor zdjęcia: Sz. Wojtczak)
    Ten nieszczęsny PK10 będzie tkwił w moich myślach bardzo długo - zachowałem się tam jak kompletny początkujący. To nie był trudny punkt - gdyby tam było zbliżenie na mapie, to błyskawicznie ten punkt bym znalazł. Przeczesałem każdą górkę - nic. Wiele ścieżek przebiegłem - w wielu miejscach płasko. Gdzie ta górka? Owszem była jedna porządna - punktu brak, czesam młodnik - ale tam Daniel Ś. przevież punktu by nie ustawił ze względu na zakaz wstępu do drzewostanu do 4metrów. Dzwonię do Daniela za zapytaniem o punkt - być może ktoś zwinął. Przekazuje mi, że tam nawet rowerem da się wjechać. No to czas poszukać jakiejś innej górki i do tego przy przebieżnym lesie - znalazłem w końcu - po ponad 30 minutach... Tragedia....
   Wychodzę z PK10 i znów problemy z PK3 - zmyłiło mnie towarzystwo z TP25 szukający punktu. Tam straciłem około 25 minut - no Seba, poszalałeś troszkę. Dopiero jak się uspokoiłem, to ze spokojem znalazłem nieszczęsny punkt - czternaście punktów zdobytych prawie bezproblemowo, zaś w swoistym trójkącie bermudzkim (tj. TP10 - TP3 i TP2) dałem ciała na całego...
   Z NM 2013 nauczyłem się jednego, by walczyć do końca - wynik sam przyjdzie i przyszedł w postaci 3 miejsca, choć wpadłem wraz z 3-osobową drużyną - postanowiłem się z nimi pościgać tuż przed bazą - a myślałem, że są z TP25. Dużo mnie kosztowały te błędy w końcówce - bardzo dużo. W konsekwencji do zwycięzcy straciłem aż 170 minut - przepaść... Powinienem do niego tracić max 90 minut, a nie niemal 3 godziny. Maratony na orientacje nie są jednak zdecydowanie dla mnie.
Podium NM 2018 w TP50
     Zawody wygrał standardowo Paweł J., zas druga lokata przypadła Karolowi G. - czyli nic nowego. Ktoś musiał zająć 3 miejsce - padło na mnie, choć nie ukrywam, że mnie tam nie powinno być. Byłoby lepiej, gdybym na starcie poczekał jeszcze kilka minut na Wojtka W. - który bezproblemowo zdobył PK10. Za rok przyjedziemy wcześniej, bo nie spodziewałem się, że w tym roku Daniel Ś. nas wypuści ze startu na czas (czyli o godz. 16). Tak duża strata do zwycięzcy - mimo zacnego 3 miejsca - spowoduje, że tym razem wypadnę poza TOP20 tegorocznej edycji PMnO przy 6 pełnych startach (wziąłem udział w 8 rajdach). Tak to już jest, gdy ze względu na miejsce mojego zamieszkania jestem skazany na rywalizację z Pawłem J. i/lub Michałem J. - najwięcej punktów zdobyłem tam, gdzie ich nie było, tj. 06 Pomorski Rogaining oraz Wiosenne 360 (udział Janka L. nie jest aż tak kosztowny, jak w odniesieniu do Pawła czy Michała). Mimo, iż w ośmiu rajdach - aż trzy razy zająłem miejsce na podium, zaś w pozostałych rajdach (oprócz Śnieżnych Konwalii) zająłem miejsce nie gorsze niż 7, to nie zmieściłem się nawet w TOP20. Coś jest nie tak z tym rankingiem PMnO - zdecydowanie jest do zmiany. 

Podsumowanie:
TP50, 17 punktów kontrolnych
Miejsce: 3/46
Czas: 8h 56 min

Wyniki:
1. Paweł Jankowiak 6;02
2. Karol Gostomczyk 6:50
3. Seba Wojciech 8:56
4. Ernest Kaiser 8:56:21
4. Adam Gąsiorek 8:56:22
4. Tomasz Łukawski 8:56:38
...
46. Andrzej Szreiber 5 PK

niedziela, 9 grudnia 2018

GP Hadesu - Etap 7 i 9 (7 X i 8 XII) - Owińska/Potasze i Miłostowo


   Końcowe dwa etapy, w których wziąłem udział odbyły się w Owińskach (etap 7) oraz Miłostowie (etap 9). Orgowie zamówili bardzo dobrą pogodę na te etapy, bowiem w październiku było tak ciepło, że nie omieszkałem nie skorzystać z dwóch kąpieli w trakcie biegu. W grudniu zaś - przebiegłem trasę w krótkich getrach - normalnie w tym miesiącu są mrozy - a tu nagle 8 stopni powyżej zera :)
     Przed zawodami wziąłem krótki trening w Trzaskowie, by z marszu wejść w rytm biegowy. Tym bardziej, że Paweł startował 3 minuty za mną, zaś minutę po mnie - P.Pancerz. Nikogo nie goniłem, więc musiałem się nieco sprężyć. Przed startem Remik przekazuje info, że można pływać :) Szybka analiza mapy przy starcie i widzę, że trzeba będzie przepłynąć z PK16 - tutaj mogę zaoszczędzić 2 minuty - w trakcie dobiegu do PK1 uważnie obserwuję zbiorniki wodne - są całkiem przyjazne do pływania. Niestety przy PK2 - Paweł mnie dogania, co mnie nie mogło zdziwić. Przy PK1 popełniłem mały błąd, zaś długi przelot do PK2 zrobił swoje - choć pokonałem jako trzeci zawodnik, tracąc jednak 2 minuty do Pawła.
Przebieg z PK1 do PK2 miał decydujące znaczenie dla wyników końcowych
    Troszkę mnie to zdemotywowało, ale to jest zawodnik z innej ligi. Do zajęcia jest przecież 2 miejsce - biegłem po swoje, choć błąd popełniłem przy PK6. Paweł zwiększa przewagę wobec mnie o ponad 4 minuty, choć jestem trzeci.
Przebieg z PK2 do PK13
   Bardzo dobre przebiegi przy PK8 i PK9 sprawiły, że wysunąłem się na drugie miejsce - zmniejszając stratę do Pawła do 3,5 minut. Lubię przebiegi po terenach podmokłych :)
Międzyczasy TOP6 do PK9

  Z kolejnymi punktami nie miałem większych problemów i przewaga do Pawła J. cały czas się utrzymywała, zaś dwa błędy Piotrka D. przy PK10 i PK12 sprawiają, że zwiększam wobec niego przewagę. PK13 zdobyty jako najlepszy zawodnik - a jak! Przebieg przez rzeczkę - to żaden dla mnie problem. Przede mną jednak poważna próba - bardzo łatwe punkty, byle tylko utrzymać szybkie dla mnie tempo biegu. Kątem oka widzę Pawła J. - o kurczę nie jest tak źle. Przepłynąć tylko z PK16 do PK17 i przewaga stopnieje do 3 minut (normalnie to strata powinna być już 10 minutowa :))
Mapa BnO - Owińska (Zaawansowana)
   Spotkanie z Pawłem J. tuż przed PK17 bardzo mnie ucieszyło - drugie miejsce w zasięgu. Szybkościowo jednak odstaję od najlepszych, więc poszczególne punkty pokonuję jako zawodnik 5,7,8 czy nawet 20. Końcówka to już walka o przetrwanie - za szybko biegłem i nie byłem w stanie skoncentrować się przy punktach 19 i 20. Dlatego też przewaga Pawła J. zwiększyła się do 5 minut. A powtarzałem sobie - Seba szybciej biegaj - rozpędź się, nie stój tak :) To są biegi na orientację - głowa też jest ważna :)
Międzyczasy TOP6 od PK9
    Ostatecznie zająłem drugie miejsce z świetnym dla mnie czasem poniżej 55 minut - byłem zaskoczony wynikiem. Jednak silna konkurencja wyzwala więcej energii i motywacji - stąd taki czas. Pokonać Piotrka D. o 6,5 minut - to już naprawdę coś :) Do tej pory jeszcze go nie pokonałem - a tu taka przewaga. Z drugiej strony, to wynika z rzadkości jego udziału w GP Hadesu.
Przebieg z PK13 do PK18
Szykowanko na drugą kąpiel w tym biegu
Tym razem na dużo krótszą - i powtarzałem sobie - Seba szybciej...
Podsumowanie (etap 7):
Zaawansowana, 7,6 km
Czas: 54:11
Miejsce: 2/46

Wyniki:
1. Paweł Jankowiak 49:20
2. Seba Wojciech 54:11
3. Piotr Dopierała 60:41
4. Marysia Gorczyca 61:04
5. Mikołaj Paterek 61:39
6. Mateusz Filipiak 63:13
...
46. Dariusz Wlaź NKL

    Ostatni etap tegorocznego cyklu GP Hadesu odbył się w Miłostowie.Po zeszłorocznej klęsce - wynikająca z bardzo uproszczonej mapy (dla profesjonalistów) postanowiłem wziąć sobie rewanż i wygrać ten etap. Tym bardziej, że w tym biegu nieobecni byli: P.Jankowiak oraz D.Konarczak. Wzięcie udziału M.Jędroszkowiaka - tylko dodatkowo mnie zmobilizowała, bo wiem że na BnO jestem w stanie go pokonać mimo, iż jestem od niego wyraźnie wolniejszy.
Mapa BnO - Miłostowo (Zaawansowana)
   Duża liczba punktów kontrolnych oraz 8,3 km w linii prostej sprawia, że miejsce na podium zapewni przebieg całej trasy z czasem poniżej 60 minut. W tym biegu wystartowało zaledwie 21 zawodników - zapewne z powodu niedzielnych zawodów - Rogaining Mikołajów. Niemniej jednak dla mnie to była szansa na pierwsze zwycięstwo w GP Hadesu. W tym roku trzy razy zająłem drugie miejsce - w generalce drugie miejsce miałem zapewnione. Zwycięstwo w tym biegu sprawiłoby, że na koncie miałbym ponad 540 punktów, zaś do lidera brakowałoby 34 punkty. Taki rezultat w latach 2015-2017 dawał zwycięstwo w generalce. W tym roku - mimo wyraźnego postępu - jestem zbyt słaby w odniesieniu do Pawła J. Niemniej jednak wielu innych zawodników jestem w stanie pokonać, co kilka lat temu nie było to takie oczywiste :)
Przebiegi z S - PK3
   Pierwsze trzy punkty zdobyte zacnie - szybko doganiam Pawła W. i niestety do PK4 straciłem koncentrację. Zbyt pewny siebie się poczułem - nie takie błędy należy popełniać. Na szczęście ogrodzenie bardzo pomogło - ale strata 3 minutowa boli. Głupi błąd, choć zdekoncentrował mnie tam Zbyszek H. - myślałem, że biegnie do PK4... Trzeba było przy górce biec na północ - a nie dalej na zachód. Niezła wtopa i już - na szczęście ostatnia w tym biegu :)
Bob Jebando spotkany w przebiegu z PK3 do PK4
   Pierwsza część biegu pokonana ze średnim tempem na poziomie 6:10 - z pozostałych przebiegów nie mogę mieć do siebie pretensji. Troszkę lepiej mogłem się zachować przy PK10. Z dobiegu PK13 widzę M.Jędroszkowiaka-  a jednak wystartował. Pytanie w której minucie :) Poczułem przypływ motywacji - byle z nim nie przegrać. Daję z siebie tyle ile moja fabryka daje :)
I część trasy pokonana z czasem 29,5 min
   W efekcie druga część trasy pokonana szybciej - o 15 sekund na kilometr. Głupio się zachowałem przy PK16 - myśleć trzeba, a nie stać i się zastanawiać. Na szczęście z pozostałymi punktami nie miałem problemów. No poza PK24 - 30 sekund w plecy, ale to już nie miało znaczenia. 
II część trasy pokonana jeszcze szybciej
   Przy PK24 - Remik stoi z aparatem. Na mecie sprawdzam czas- poniżej godziny. Świetnie - miejsce na podium jest. Szybkie pytanie do Remika o minutę startu Michała - startował 9 minut po mnie. Czekam 10 minut - nie dobiegł na metę. Marysia pokonana - więc cel osiągnąłem. Zwycięstwo jest moje i ciesze się, że wygrałem dzisiejsze zawody - myślę, że zasłużyłem na to w tym roku. Za rok zafundować sobie chip, bo ostatnio dają mi jakieś stare chipy, które długo się czytają na stacjach SI. No i określić nowy cel - pokonać poszczególne etapy GP Hadesu 2019 z czasem poniżej 55 minut. Ciekaw jestem czy mi się to uda :) 
Jeszcze tylko jeden punkt - i meta
Coś ten wypożyczony chip wolno czytał
Podsumowanie (etap 9):
Zaawansowana, 8,3 km
25 punktów kontrolnych
Czas: 58:07
Miejsce: 1/27

Wyniki:
1. Seba Wojciech 58:07
2. Marysia Gorczyca 59:45
3. Marek Gliszczyński 60:07
4. Krzysztof Mol 61:36
5. Mateusz Filipiak 65:13
6. Paweł Wolniewicz 70:02
...
21. Joanna Trafas 130:26