wtorek, 19 czerwca 2018

Chyże BnO - Jastrzębsko Stare - Grubsko (bieg klasyczny) 17 III 2018 i Bolewice (VII Puchar Lubuskiego - runda 6) 10 VI 2018


   Trzecie i czwarte zawody Chyże BnO organizowane przez Pawła J. odbyły się odpowiednio w Jastrzębsku Starym oraz Bolewicach. O ile bieg w Jastrzębsku Starym miał charakter zawodów w ramach Pucharu Chyże BnO, to w Bolewicach - dodatkowo wchodził w ramach VII Pucharu Lubuskiego. Tereny czy trasy zbudowane przez Pawła J. nie są banalne i bardzo zróżnicowane.
    W dość mroźną sobotę połowy marca wybrałem się do Jastrzębska Starego (tam gdzie odbyły się Olędry 2017) na trasę długą - liczącą 11,8 km w linii prostej. Czekało mnie ponad 13 km napierania w około 100 minut. Faworytem tego biegu był R. Nowak, który wystartował w ostatniej minucie, zaś ja startowałem 4 minuty przed nim, lecz goniłem M. Gaczyńskiego. 
Mapa Jastrzębsko-Stare (trasa długa)

    Niestety niezbyt fortunnie nakreślony start - podobny kolor do warstwicy i to zasłaniając ścieżkę spowodował problemy ze zdobyciem PK1. Na dzień dobry 2 min w plecy, a przecież bieg na dobre nawet się nie zaczął. Remik lada moment wystartuje, a ja błądziłem się w okolicach PK1. Wielu zawodników miało z tym punktem problemy. No cóż - po złapaniu się za głowę biegnę dalej - bezbłędnie. 

Start - PK4
   Przy punkcie 4 doganiam J.Gorczycę (startował 8 minut wcześniej niż ja), lecz w zasięgu wzroku jest Remik N. Dogania mnie w trakcie dobiegu do PK11. Przy PK10 tracę do niego 4 minuty mając na nogach zaledwie 2,5 km. Średnie tempo spada do 7:12 min/km z powodu bardzo wysokich wzniesień. 
PK1-PK10
   Bardzo ładne przebiegi miałem w punktach od 10 do 17 - do połowy PK12 Remik był jeszcze za moimi plecami. Od PK16 systematycznie oddalał się ode mnie, zaś przy PK17 widzę odbiegającego M. Gaczyńskiego. Morale nieco wzrosły, bowiem moim celem było pokonanie Marcina G. oraz możliwie jak najpóźniej spotkać Remika N. Skoro mnie dość szybko dogonił, to nie pozostało mi nic innego jak utrzymać jego tempo możliwie do końca. W przebiegu od PK10 do PK17 straciłem dodatkowo 1,5 min do Remika. Średnie tempo na poziomie 6:38 min/km.
PK10-PK17
   Niestety utknąłem się w trakcie przeprawy przez rzeczkę (z cienką warstwą lodu) - Remik na dobre mi zniknął z oczu. Mi nie pozostało nic innego jak powalczyć o drugie miejsce. Nie było tak źle, bowiem przebieg z PK17 do PK21 ze średnim tempem na poziomie 6:24 min/km (Remik przebiegł ten odcinek z średnim tempem na poziomie 5:34 min/km). To już jest różnica co najmniej jednej klasy. Konkurencji okazali się dużo wolniejsi ode mnie (tych, którzy udostępnili ślad). 
PK17 - PK21
     Kolejne 2,5 km i znów 2 minuty straty do Remika N. Tempo spadło z uwagi na bagienne tereny. Wcześniej dogoniłem Przemka czy Magdę, zaś przy PK24 M.Filipiaka - wobec nich miałem już bardzo dużą przewagę. Nie wiedziałem ile tracę do Marcina S. czy Marcina G. Wiem, że nie jest źle - oprócz trefnego PK1 oraz przestoju za PK17 nie popełniłem większych błędów nawigacyjnych. Kondycyjnie było całkiem ok - dałem z siebie dość dużo. Nie mogło być zatem źle :)
PK21-PK27
   Ostatnie 2,5 km i tradycyjnie kolejne 2 minuty straty do Remika N. Na tym odcinku - różnica wyniosła 150 metrów, choć Remik przebiegł o około 20 sekund na 1 km szybciej niż ja. Słabsze tempo w końcówce wynikało z braku lampionu i perforatora przy PK28. Na poszukiwania tego punktu przeznaczyłem o 1,5 min więcej czasu niż Remik. 
PK27 - Meta

   Trasę pokonałem w ponad 100 minut przebiegając 13,82 km, zaś Remik - 13,42 km. Gdyby nie trefny PK1 - pokonany dystans byłby podobny. Technicznie było ok - różnica w dystansie nie była istotna. Problem jest w utrzymaniu odpowiedniego tempa biegu - byłem od Remika gorszy średnio o 40 sekund na km. Wystarczyło jednak na pokonanie M.Gaczyńskiego o 13 sekund :) (dostał jeszcze karę 30 sekundową za pokonanie rzeczki nie do przejścia wg organizatora zawodów). Przegrałem w tych zawodach jedynie z Remikiem N. - pokonując kilku naprawdę dobrych zawodników. Apetyt rośnie jednak w miarę jedzenia, bowiem uzyskuję dużo lepsze czasy w okresie "zimowym" niż "letnim" - o tym już w relacji z kolejnych zawodów Chyże BnO w Bolewicach.

Podsumowanie:
Trasa długa
11,8 km (optymalna: 13,1 km), 32 PK

Oficjalne wyniki:
1. Remik Nowak 89:38
2. Seba Wojciech 100:22
3. Marcin Gaczyński 101:05
4. Marcin Skawiński 103:55
5. Zbigniew Kolis 109:42
6. Paweł Niedzielski 132:50
...
12. Magdalena Gorczyca 201:40

     Kolejne zawody odbyły się w Bolewicach dnia 27 V, zaś bieg miał charakter biegu klasycznego. ze startu wspólnego. Przewidywany czas zwycięzcy kat. M21 wynosił 100 minut, zaś mój bieg zajął ponad 2h :) Upalny dzień + dość ciężki teren oraz kilka błędów technicznych zrobiło swoje. Przebiegłem ponad 15 km - dość spokojnie ze względu na upał i to wystarczyło, by pokonać konkurencję. Niemniej jednak świetny czas wykręcił M.Gaczyński w kat. M35 pokonując nieco krótszą trasę w 95 min (w przypadku ujednolicenia czasu do M21 - pokonałby w czasie 1h 47 min).
Na mecie
    Co do tego biegu, to nie za bardzo jest o czym rozpisywać. Były to ciężkie zawody - o czym świadczyły liczne NKL-e - w kat. M21 i M35 - aż połowa zawodników nie ukończyła biegu. Jedynie w przebiegu do PK2 widziałem konkurencję, zaś od PK3 biegłem już praktycznie sam - nie widząc po drodze żadnej konkurencji.Nie przepadam za tego typu biegami na orientację, tzn. za startem masowym. Zaowocowało tym, że biegłem po prostu za spokojnie i nie ustrzegłem błędom technicznym. Na przykład przebieg na południe do ogrodzenia leśnego, by następnie źle skręcić - patrz poniższa mapka.
Start -Początkowe punkty
    Podobnie było ze zbyt okrężnym wariantem przebiegu po łące - nie jest to tragedia, ale kosztuje nieco czasu. Sporo było biegu na azymut, co stanowiło dodatkową trudność mając na względzie zaawansowaną roślinność liściastą.
Część środkowa najdłuższej pętli trasy M21
   Część końcowa dużej pętli z jednym błędem technicznym - niepotrzebnie pchałem się na azymut wśród gęstwinek zamiast konsekwentnie biec wzdłuż suchego rowu. Nauczka na przyszłość - bo tam straciłem kilka cennych minut. Duża pętla ogarnięta w nieco ponad 80 minut.
Część końcowa najdłuższej pętli M21
   Do mety pozostały trzy małe pętle - na początek ta łatwiejsza, choć obrałem zbyt ostrożne warianty. Na szczęście w punkcie węzłowym była woda - co stanowiło dla mnie spore ułatwienie. Myśl, że po kilkunastu minutach biegania zdołasz się ochłodzić była bezcenna :). Druga pętelka w 15 minut, zaś trzecia również. Tym razem bez błędów technicznych, choć zbyt wolno...
II pętelka M21
III pętelka M21
   Ostatnie przebiegi wykonane przeze mnie wołają o pomstę do nieba. Pierwszy punkt - mulda wśród paproci. Zamiast oprzeć się o ogrodzenia ulokowane z lewej strony ścieżki - to szukałem bezsensownie muldy wśród paproci na co najmniej 1 metr wysokości. Po zdobyciu tegoż punktu - kolejny błąd - typowy brak koncentracji.
Ostatnie punkty M21
    Mimo kilku błędów technicznych - zdołałem wygrać M21, lecz sporo straciłem do M.Gaczyńskiego (startował w M35) i spadłem w klasyfikacji generalnej na 2 miejsce. W tych zawodach trzeba było po prostu wystartować w M35. Miałbym większą motywację do biegania mając na względzie bezpośrednią konkurencję. W M21 nie odczułem aż takiej motywacji do biegania na orientację w tym trudnym do napierania terenie.

Podsumowanie:
M21
12,7 km (w linii prostej), 30 PK

Oficjalne wyniki:
1. Sebastian Wojciech 130:41
2. Sebastian Marciniak 148:03
-. Krzysztof Gruhn  NKL
-. Paweł Niedzielski NKL

wtorek, 22 maja 2018

Pomorski Rogaining - Czersk (12/13 V 2018)


   W maju do tej pory nie brałem udziału w maratonie na orientację (zaliczyłem jedynie w 2015 roku Poznańską Bimbę z Krzysiem). Na szczęście tegoroczny wysyp maratonów na orientację w ramach PMnO spowodował, że nawet w maju było w czym wybierać. 
    Początek maja - Rudawska Wyrypa - odpada, bo wolałem ten czas spędzić z rodziną :) Na szczęście tydzień później odbyły się aż trzy maratony w ramach PMnO i wybór padł na Borowiacki MnO ze względu na rogaining i oczywiście późną porę startu, tj. o godz. 18. Podoba mi się formuła rogainingu i do tego część za dnia (tj. około 3,5 godziny) oraz część w nocy (tj. ok. 4,5 godziny). Upał w tym dniu był niemiłosierny - na szczęście był męczący jedynie w godzinach 18-20. Dzięki temu nie musiałem brać zbyt wiele napojów. Dwa żele, dwa musy, 1,5 litra izotoników i 0,5 litra wody wystarczyło z nawiązką. 
    Impreza miała raczej kameralny charakter, bowiem udział wzięło niecałe 80 uczestników, w tym 24 na najdłuższej trasie pieszej. Do tej imprezy odpowiednio się przygotowałem czytając zeszłoroczną relację od Zorientowanych, żeby nie było żadnego zaskoczenia. Start rozpoczął się w okolicy rynku o godz. 18, zaś rozdanie map nastąpiło 30 minut wcześniej. Byłem lekko spóźniony, choć uważam, że 30 min na przygotowanie odpowiedniego wariantu to zbyt długi czas. 
   Z poniższej mapy wynika, że w pierwszej kolejności należy wybrać punkty ulokowane na południowy-zachód. Sam się jednak zastanawiałem jaki wariant wybrać - za dużo niewiadomych, choć nawigacja na terenach otwartych - wśród wielu nowych i nieco chaotycznych krajobrazowo zabudowań - nie jest wcale taka prosta. Podjąłem decyzję, że na noc zostawiam możliwie jak najwięcej punktów kontrolnych ulokowanych w lesie. Na początek kilka punktów po terenie otwartym (a raczej półotwartym). 
Mapa główna (format A3, część górna i kawałek części wschodniej wycięta)
    Z listy startowej niewiele wynikało - szkoda, że dopiero przed startem mogłem się o tym dowiedzieć. Na ich stronie był tylko regulamin oraz możliwość zgłoszenia - żadnej listy startowej. Przed startem stwierdziłem, że wystarczy (a może aż) pokonać K.Gostomczyka (4 miejsce na Rudawskiej Wyrypie), by wygrać zawody. Inne nazwiska niewiele mi mówiły, choć byli zwycięzcy zeszłorocznej edycji rogainingu, jak również K. Nowak (wygrywca, który też zajął 4 miejsce w tegorocznym Harpaganie w kat. TP100).
Zbliżenia punktów kontrolnych 
   Zawody w ramach PMnO nie były wartościowe pod względem wagi, tj. 20 punktów. Niemniej jednak brak silnej krajowej czołówki (m.in. M.Jędroszkowiaka, P.Jankowiaka czy M.Sontowskiego) - robi dużą różnicę. Dla mocnych średniaków jest to szansa na zdobycie sensownych punktów do rankingu PMnO. Tym bardziej, że formuła rogainingowa jest znacznie mniej wrażliwa niż formuła "czasowa" jeśli chodzi o liczbę punktów rankingowych do zdobycia. 

S - B6 - A3 - A8 
6,8 km, 0:46, 6:50 min/km
    Czterdzieści pięć minut biegania i już 17 punktów zdobytych. Ten sam wariant wybrał K.Gostomczyk, zaś K.Nowak odpuścił punkt A3 - przy punkcie B4 widziałem jego kartę. Nie wiedziałem - kim on jest i tak miałem przewagę 3 punktów wagowych, więc główną uwagę skupiłem na innym rywalu. Tempo biegu dość dobre - punkty dośc dobrze ukryte mimo zbliżeń. No i te kredki świecowe - na zamoczonej karcie startowej w ogóle nie dało się pisać. Powinny być perforatory - ale mimo wszystko - punkty były dobrze ustawione, choć momentami za bardzo ukryte. Ale na tym polegają zawody na orientację i wiedziałem czego się spodziewać po relacji Zorientowanych. 
S- B6 - A3 - A8

A8 - B4 - E9 - A5
15,5 km, 1:53, 7:35 min/km
    Tempo nieco spadło, choć nadal w czołówce. Trochę problemów było z E9 - był dobrze ukryty na wysepce wśród mokradeł i oczywiście A5 - był na górce w młodniku - żeś nie pobiegł 15-20 metrów na południe... Trzech zawodników krążyło się wokół tego punktu, więc po chwili i ja zdobyłem ów punkt. Tempo nadal przyzwoite - 7:35 min/km i w niecałe 2 h zdobyłem 35 punktów. Nadal jest kontakt z K.Gostomczykiem i K.Nowakiem. Są nieco szybsi ode mnie, ale to jest rogaining 8h i nie ma co szarpać tempa. 
A8 - B4 - E9 - A5

A5 - B8 - A6
20,4 km, 2:42, 7:57 min/km
   Tempo nadal spada z uwagi na bardzo zarośnięty teren podmokły i trudny punkt okraszony wieloma mokrymi rowami. Punkt zdobyty po małej sugestii ze strony Karola G., lecz K.Nowak również korzysta z okazji. Czuję, że walka o zwycięstwo rozstrzygnie się między nami - i prawie razem zdobywamy punkt A6. Powoli robi się ciemno i wg mnie w części nocnej wszystko miało się rozstrzygnąć - kto popełni najmniej błędów - ten wygra okazały puchar.
A5 - B8 - A6

A6 - B5 - A7 - C6
27,9 km, 4:01, 8:38 min/km
   To nie był prosty bieg - tempo dalej coraz słabsze. Na wielu odcinkach było po prostu mokro - niby proste drogi sektorowe, ale jakże zarośnięte czy mokre. Z punktu A6 wybieram inny wariant niż Karol G. i Krzysiek N. - wolę sam zdobywać punkty - nawet po ciemku. Przy punkcie B5 zakładam czołówkę i zaczyna się nocny bieg. Konkurencja najpierw zdobywa A7 a potem B5. Ja po zdobyciu A7 biegnę/przepływam do punkt C6 - na łące podmokłej. Kanał Niechwaszcz nie bedzie mi straszny - pewnie będzie wąski na co najwyżej 2 metry :) 
A6 - B5 - A7 - C6
     Okazało się, że był dużo szerszy niż myślałem. Skoro na Śnieżnych Konwaliach zawodnicy dali radę przepłynąć kanał - równie zamulony, to i ja dam radę. Mapa i telefon pod czapkę i wpław do drugiego brzegu kanału. Udało się - choć mały stresik był, bo nigdy nie pływałem przez tak zamulony kanał. 4h za mną i 67 punktów - jest dobrze, bo nie jest to łatwy teren, jak i nie była to wcale taka łatwa trasa. 

C6 - B9 - C5 - E7 - C8
39,1 km, 5:47, 8:53 min/km
 Tempo biegu coraz słabsze, choć nie miałem przestojów czy też nie robiłem sobie przerw. Byłem zbyt silnie zmotywowany, by robić sobie przerwy. Z punkt B9 do C5 okraszony przepłynięciem kanału Niechwaszcz - cały czarny od mułu byłem na drugim brzegu - akurat trafiłem na zamulony brzeg :) Ale cóż - było o co walczyć.  W tym momencie Karol G. był na mecie zdobywając 80 punktów. Walka o zwycięstwo miała się rozstrzygnąć między mną a Krzysiem N.
C6 - B9 - C5 - E7 - C8
   Punkt C5 zdobyty dość szybko w przeciwieństwie do E7 - jakoś nie mogłem odnaleźć punktu w tym labiryncie ścieżek (co 40-50 metrów). Był na skrzyżowaniu a nie na zakończeniu ścieżek - dopiero po kilku minutach dotarło do mnie, że punkt jest ok. 50 metrów na zachód od ścieżki której jestem. 
    Kilkanaście minut przed północą i odpuszczam D6 oraz C3 na rzecz wartościowego C8. Tutaj przegrałem z Krzysiem N., który zdobył C7 (nie miał punktu A3). Nawet zdobycie punkt C3 nic mi by nie dało. Będąc jednak sam w lesie przed północą - o takich rzeczach nawet na myśl mi nie przechodziło.

C8 - B7- F4 - E5 - M
51 km, 7:44, 9:04 min/km
    Ostatnie dwie godziny dość asekuracyjne, by uniknąć błędy popełnionego w zimowej edycji Rajdu Liczyrzepy, gdzie przez nadmierną ambicję przegrałem 2 miejsce. Tutaj przez zbytnią asekurację przegrałem zwycięstwo - byłem dobrze przygotowany, choć niestety w trzech punktach zbyt długo szukałem punktu. Punkt B7 nie był aż tak trudny - nie zauważyłem jednak rowu przy drodze... Ale po zdobyciu tego punktu myślałem o B3 - odpuściłem jednak, by nie ryzykować spóźnienia. Co najwyżej przegrałbym z Krzysiem N. o 1 punkt, a tak to przegrałem o 4 punkty.
C8 - B7 - F4 - E5 - M
   Na mecie byłem 16 minut przed czasem - spory zapas. Czekałem z niecierpliwością na wynik Krzysia N. Zaskoczył mnie słaby wynik Karola G. (ale był zbyt zmęczony Rudawską Wyrypą i do tego szwankującą czołówką). Zaskoczyło mnie słabe - jak dla mnie - średnie tempo biegu - tylko 9 min/km. Dwie przeprawy wpław przez kanał, liczne tereny podmokłe i do tego w trzech punktach troszkę zbyt dużo czasu przeznaczyłem na poszukiwanie punktu zrobiło jednak swoje. No i nocny rajd rządzi też swoimi prawami. 
   Na mecie dla każdego zawodnika czekał pyszny posiłek (schabowe, ziemniaki i surówka z marchewek). Dekoracja najlepszych odbyła się dzień później o godz. 8 rano. Myślałem, że otrzymam tylko kubek i dyplom. Pozytywnie (i to bardzo) byłem zaskoczony bonem o wartości 200 zł od sponsora zawodów Natural Born Runner :) Skutecznie zahamował niedosyt braku zwycięstwa w tych zawodach - chyba mi zabrakło agresji sportowej, choć zeszłorocznych zwycięzców pokonałem aż o 29 punktów przeliczeniowych. Zdobyłem tyle samo punktów co wygrywca zawodów, lecz jeden o wadze 7 punktów, zaś  ja - tylko o wadze 3 punktów.

Podsumowanie:
Rogaining 8h
Liczba punktów: 112 punktów
Czas: 7:44
Miejsce: 2/24

Oficjalne wyniki:
1. Krzysztof Nowak 116 punktów
2. Seba Wojciech 112 punktów
3. Piotr Nowak 83 punkty
3. Szymon Zabrocki 83 punkty
5. Andrzej Witkowski 82 punkty
6. Karol Gostomczyk 80 punktów
...
23. Piotr Sternicki 0 punktów
23. Maciej Światczyński 0 punktów

środa, 18 kwietnia 2018

Wiosenne 360 - Ponurzyce (14 IV 2018)


    Wysyp maratonów na orientację (w kat. TP50) w tym roku sprawił, że postanowiłem wyściubić nos poza woj. wielkopolskie wraz z jego okolicami. Wobec braku maratonów na orientację w woj. wielkopolskim (odwołane Wertepy czy Zielonka Cup) wybór padł na Wiosenne 360 w Ponurzycach (koło Celestynowa). 
   O tej imprezie dowiedziałem się od Pawła J., który pokazał mi mapy z zeszłego roku - full map do BnO. Pomyślałem - chcę być na takiej imprezie! Wszedłem na stronę www i co widzę - organizuje Igor Błachut - no tak tego nazwiska nie trzeba specjalnie przedstawiać :) Spojrzałem na zeszłoroczne wyniki - mocna obsada lokalsów z woj. mazowieckiego - czas się sprawdzić na nieznanym terenie z full map do BnO.
   Znacznie bardziej jestem zmotywowany do biegania na orientację mając w ręku mapę do BnO (np. w skali 1:15000) niż mapę w skali 1:50000. Mimo dość silnej obsady - liczyłem na miejsce na podium - wykorzystując szansę jaką daje mi BnO. Byle tylko utrzymać odpowiednie tempo w drugiej 25-tce. Trzeba będzie pokonać Mioduszewskiego, Kwitowskiego, Kargola czy Komorowskiego. Trochę nazwisk się uzbierało, ale przynajmniej miałem argumenty by ich pokonać. Szczególnie po niedosycie ze Śnieżnych Konwalii oraz Rajdu Liczyrzepy - osiągnąłem gorsze wyniki niż oczekiwałem. 
 Do bazy rajdu dotarłem po północy (jechałem pociągiem, zaś by dotrzeć na miejsce - musiałem dodatkowo na piechotę dołożyć 5 km - taki spacerek jeszcze nikomu nie zaszkodził :). Szybko zasnąłem, zaś start odbył się kilka minut po godzinie 8. Bez numerów startowych, za to z chipem (a więc z elektronicznym systemem zaliczania punktów kontrolnych). W tej imprezie w głównej mierze wystartowali "lokalni" zawodnicy, choć wielu z nich znałem z widzenia (a nawet osobiście :)). 
Na odprawie technicznej
    Na odprawie Igor przekazuje nam kilka ważnych informacji - będzie mokro, zaś trasa w TP50 jest złożona z dwóch części - najpierw na mapie do BnO (ok. 25 km), zaś potem na mapie Compass w skali 1:50000. By odebrać drugą mapę - trzeba wrócić do startu. Po rozdaniu map - kilka minut na przygotowanie optymalnego wariantu - były dwie możliwości - zacząć od suchej lewej strony, albo od mokrej - z prawej strony. 
Wiosenne 360 - TP50 - mapa nr 1
    Mi było to obojętne - pobiegnę tam, gdzie będzie mniej zawodników. Zdecydowana większość wybrała lewą stronę, więc ja pobiegłem po punkty ulokowane w terenach podmokłych. Na przodzie P. Kwitowski, zaś za mną już nikt nie biegał - albo za szybko już uciekliśmy rywalom. 

Start - PK43 11,8 km, 1:28 (7:27 min/km)
   Starałem się nie szarpać tempa, bowiem zbyt szybko ukończony bieg na mapie BnO spowoduje, iż nie będę miał sił na drugą pętlę na mapie w skali 1:50000. Piotrka nawet nie próbuje doganiać - robiąc swoje mając nadzieję, że szybko mu ucieknę :). Stało się tak już w PK48 - dużo niebieskiego - i tak będę miał mokro w stopach :). W PK46 na dobre zniknąłem i do mety nikt mnie już nie gonił - to lubię. Aczkolwiek PK46 nie był taki prosty. Z mapy wynikał, iż jest to teren otwarty z rzadką połacią- w rzeczywistości - był to teren podmokły z kanalikami wodnymi :). Tam straciłem ok. 3 minut - widziałem przecież zagajnik po lewej stronie i nie wiem czemu tam nie pobiegłem. Na szczęscie wybiegając z tego punktu - Piotr K. również miał w tym punkcie problemy. I tyle go widziałem...
Start - PK49 - PK48 - PK46_PK45 - PK47 - PK55 - PK54 - PK53 - PK43
   Co do dalszych wariantów przebiegu, to nie ma co szczegółowo rozpisywać. Błąd taktyczny popełniłem wybierając z PK55 do PK54 - miało być najpierw PK53 a potem PK55. Dołożyłem w ten sposób ok. 0,5-0,6 km (a więc ok. 4 min.). Szkoda tych minut - nie wiem dlaczego przegapiłem PK53... 

PK43 - PK36  19,3 km 2:23 (7:25 min/km)
    W PK43 widzę J. Lenczowskiego (wybrał odwrotny wariant) -troszkę za szybko go widzę, ale cóż - jest to faworyt TP50. Widzę kilku zawodników z TP50 - niestety nie znam ich. Po zdobyciu PK39 widzę piechurów (bo napewno nie z TP25 czy TP10). Wydaje mi się, że PK38 był nieco dalej na wschód niż powinien - ale nie wpływa istotnie na końcowy wynik. Robi się coraz cieplej i w trakcie dobiegu do PK38 wyciągam izotonik oraz mus. Pierwszy pić stop zaliczony.
PK43 - PK44 - PK42 - PK40 -PK39 - PK38 - PK36
PK36 - Start 24 km, 2:56 (7:20 min/km)
   Coraz przyjaźniejszy dla biegacza teren sprawia, iż czas na 1 km ulega poprawie. W dalszym ciągu staram się nie szarpać tempa. Przebiegnięte 25 km z czasem w okolicach 3h - satysfakcjonuje mnie (to nie był bowiem łatwy teren do biegania). W końcowej części trasy widzę zawodników TP25, zaś najlepszych w PK35. Nie ukrywam, że bardzo lubię tego typu biegi - jest to moja mocna strona i staram się to wykorzystać w różnego rodzaju rajdach na orientację. Nie wiem, który jestem - ale wiem, że jestem w czołówce.
PK36 - PK35 - PK34 - PK33 - PK32 - PK31 - Start
Start - PK58, 26,5 km, 3:22 (7:37 min/km)
   Po otrzymaniu drugiej mapy - odetchnąłem na chwilę - tylko 5 punktów kontrolnych, a więc bieganie na spokojnie. No tak łatwo się mówi, dopóki sam się nie przekonam. Mając na nogach ponad 25 km - myślami byłem jedynie o tym, by przetrwać tę pętlę. Robi się naprawdę ciepło - odczuwalne 30 stopni i do tego mocne słońce na terenach otwartych - na szczęście miałem przy sobie zapas wody i to się nie martwiłem. Ścieżki leśne były po prostu rozlane, co nie powinno budzić zdziwienia w Szerokich czy Lisich Bagnach. Nie było źle, choć tempo nieco spadło. 

PK58 - PK57, 33 km, 4:15 (7:44 min/km)
   Najdłuższy przelot i bardzo wymagający kondycyjnie. Na mapie wszystko fajnie wyglądało, lecz w rzeczywistości - okazało się zupełnie inaczej. Było mokro, mokro i mokro - ładnie chłodziły stopy, ale ile można :) Gdzie woda była czysta - chłodziłem ciało jak się dało - naprawdę było gorąco :) Najgorzej było po drodze asfaltowej - mokre buty + twarde podłoże = ryzyko powstania pęcherzy :). Docieram do PK57 z czasem 4:15 - i nie widzę konkurencji. Nie wiedzialem jednak, którą stronę wybrali najlepsi. 
Wiosenne 350 - mapa nr 2
PK57 - PK65, 36,8 km, 4:42 (7:40 min/km)
    Z tyłu nikogo nie widzę - jestem sam jak palec :) Około kilometr na północ od Augustówki widzę Janka L. oraz Mateusza M. (zwycięzców rajdu). Końcówkę ogarnęli w ponad 1h - wybrali efektywniejszy wariant z pominięciem bagien. Nadzieja jednak jest, bo jest jeszcze do obsadzenia 3 miejsce. Piotrka K. nie widzę, lecz z relacji Janka L. wynikało, że był za mną około 2,5 km. Po zdobyciu PK65 widzę jakąś postać -był to R. Kamela i tutaj trzeba było podjąć walkę o pudło. Nie widziałem jednak kim on jest - myślałem, że jakiś miejscowy. No cóż... 

Druga część TP50
PK65 - PK59, 42,5 km, 5:30 (7:46 min/km)
   Kolejny długi przelot - dało się coś tam poskracać, ale moje tempo spada... staram się nie robić przestojów. Ale bieg po drodze asfaltowej bardzo mnie męczy - odcinek między PK65 a PK59 pokonany w czasie 48 min (miałem jeden przestój - 3 min. oraz marsz ok. 1 km).  W sumie do zaoszczędzenia - 5-7 min.

PK59 - PK64, 46,8 km, 6:10 (7:54 min/km)
   Jeszcze jeden punkt kontrolny i meta - Tu też była jedna przerwa z powodu pechęrza na stopie i na pić stop (na shout z magnezem). Błąd nawigacyjny - za wcześnie weszłem w górkę - a na południu nie było przecież lasu z wzniesieniami... Szkoda kilku minut na bezskuteczne poszukiwanie punktu - była szans na 3 miejsce mimo straty 21 minut. 

PK64 - Meta 49 km, 6:27 (7:54 min/km)
   Było troszkę nerwów, bo mimo biegania wciąż nie widzę asfaltu. Drogi gdzieś się plątały, ale las sosnowy daje szansę na bieg na krechę. Ten odcinek pokonałem w 17 minut - na długich przelotach też tak trzeba było biegać :). 

   Podsumowując - ciekawa trasa (szczególnie pierwsza pętla), bardzo liczne mokradła, dość mocna obsada zawodów sprawiła, że nie nudziłem się - dzięki Igor Błachut. Muszę się nauczyć podejmować walkę o jak najlepszy czas w drugiej części trasy - mimo, iż nieco oszczędzałem się w pierwszej części trasy. Mój czas - jak na warunki pogodowe oraz w terenie nie jest taki zły. Stracić 50 minut do Janka Lenczowskiego - ujmy mi nie powinno przynosić. Czuję jednak pewien niedosyt, ale na szczęście jeszcze wiele maratonów na orientację przede mną. No i pokonałem w końcu Piotrka Kwitowskiego...
Podium w TP50
Podsumowanie:
Czas: 6:27
TP50, 25 punktów kontrolnych
Miejsce 4/25 (wśród mężczyzn)

Wyniki:
1. Jan Lenczowski 5:37
2. Mateusz Mioduszewski 5:37
3. Robert Kamela 6:06
4. Seba Wojciech 6:27
5. Piotr Kwitowski 6:36
6. Leszek Maliszewski 7:05
...
25. Zbych Brudło 7:56 (brak 12 PK)

piątek, 23 marca 2018

Poznaj Poznań Nocą 17-18 (Etap 4 - Malta, etap 5 - os. Piastowskie (7 II i 7 III 2018)


  Szósty - już - coroczny cykl Poznaj Poznań Nocą już za nami. Co roku stowarzyszenie Biegaj z Mapą organizuje 5-6 środowych biegów wieczornych na mapie w skali 1:4000 lub 1:5000. Do wyboru są cztery kategorie, w tym trzy sportowe. Nie są to może biegi wymagające kondycyjnie (choć trafiają perełki, np. bieg na Cytadeli), ale za to wymagające niebywałego refleksu czy umiejętności szybkiego czytania mapy do BnO wśród osiedli. 
   W lutym i w marcu odbyły się dwa sprinterskie biegi na orientację, tj. jeden w lesie na Malcie, zaś drugi na os. Piastowskim. 
    BnO na Malcie - do zapomnienia. Nie czułem się pewnie na tym terenie mając mapę w skali 1:5000. Do tej pory może dwa razy w mojej karierze biegałem na orientację wieczorem na mapie do BnO - swoją drogą zupełnie inny bieg niż nocne maratony na orientację. Brak doświadczenia zemścił się w tym biegu mimo, iż byłem nieco zmotywowany dobrym (a nawet bardzo dobrym) rezultatem z etapu 2 GP Hadesu w Nowej Wsi. Niemniej jednak nocne BnO i to na krótkim dystansie to co innego, niż godzinne BnO w porze dnia.
Przed startem
    Brak pewności siebie zemścił się już na PK1 - dotarłem do PK4 - nie wiem skąd ten błąd się wziął. Zamiast biec na azymut - na siłę szukałem ścieżki. Z PK4 docieram do PK1 i niestety startujący za mną Franek G. mnie dogania (tzn. już miał przewagę wobec mnie). 
Malta - Elita
    Na szczęście z kolejnymi punktami nie miałem już większych problemów, bowiem przy PK6 byłem czwarty z 5-sekundową stratą do Jacka G. To był dobry odcinek biegu z mojej strony, choć tam gdzieś w oddali widziałem Franka G. Niestety nie byłem w stanie zbliżyć się do niego. 


Start - PK4
    Niestety PK7 zdobywam jako ostatni zawodnik - najlepszy zdobywa ten punkt po 1 min i 12 sek., zaś ja dopiero po 3,5 minutach. Początkowo byłem w tym punkcie - lecz lampionu brak. Nie wiem dlaczego nie wszedłem do głębokiego obniżenia - do dziś zachodzę w głowę - dlaczego od razu założyłem, że nie jestem w tym miejscu co trzeba. Wszystko się zgadzało - niestety gdzieś na ziemi sobie leżał czytnik... Szkoda - przestałem już walczyć o dobry wynik. Strata była już nie do odrobienia. 
PK4 - PK11
    Do punktu 16 biegłem już dość swobodnie, co zaowocowało awansem z 14 miejsca na 8 miejsce i niestety przy PK17 znów miejsce miał potężny błąd. Znów ten punkt zdobywam jako ostatni zawodnik - dodatkowe 3,5 min straty do najlepszego. Biegłem po prostu w kierunku pd-wsch., zamiast pn.wsch. i szukanie korzenia drzewa nie w tym miejscu co trzeba. Nie zwróciłem uwagi nawet na to, iż byłem zbyt daleko od deptaku maltańskiego. Generalnie tragedia... Kompletnie nie byłem przygotowany na ten bieg. 

PK11 - PK16
    Na nadrobienie strat nie było już czasu - trzy bardzo duże błędy (w tym jeden nie do końca z mojej winy) zrobiło swoje i osiągnąłem bardzo słaby rezultat - ledwie 14 miejsce w elicie. Nie mogło być jednak inaczej, choć odegrałem się na sprinterskim biegu na orientację w Grodzisku Wlkp., który odbył się 17 II pokonując o 3 min. A.Bednarka. Uniknięcie karygodnych błędów pozwoliłoby mi zająć 4 miejsce i osiągnąć czas nieco ponad 27 minut. No cóż - niezbędne doświadczenie zdobyte i z pewnością zaprocentują w przyszłości.

PK16 - Meta

Mapa z pełnym trackiem mojego biegu
    Zawody wygrał F. Galla (tylko 25 min) pokonując Pawła J. oraz Jacka G.. Ja z kolei straciłem do Franka ponad 9 minut. Niestety nie był to zbyt dobry bieg z mojej strony - już przed startem w trakcie rozgrzewki czułem, że poruszam się po tym lesie jak mucha we mgle. 

Podsumowanie:
E4 Malta
3,5 km, 21 punktów kontrolnych
Czas: 34:23, miejsce 14/42

Wyniki:
1. Franciszek Galla 25:07
2. Paweł Jankowiak 25:43
3. Jacek Galla 26:49
4. Mikołaj Paterek 29:03
5. Artur Bednarek 29:52
6. Konrad Rochowski 30:05
...
14. Seba Wojciech 34:23
...
42. Tomasz Ławniczak NKL

    Miesiąc poźniej odbył się finałowy etap PPN na os. Piastowskim. Sensowne ulokowanie bloków osiedlowych pozwalał na bardzo szybki bieg, co było widać po wynikach z elity. Ja postanowiłem wybrać się na ten etap z córką w kat. początkujący (ze względu na nieco dłuższy dystans w odniesieniu do kat. OPEN). Spędziliśmy niemal 35 minut w terenie częściowo osiedlowym, zaś częściowo parkowym. Wystartowaliśmy dość wcześnie, bo w 5 min startowej - tak więc dość szybko byliśmy na mecie. 
W oczekiwaniu na start :)
    W zasadzie to tylko do PK1 biegliśmy, zaś pozostałe punkty zdobyliśmy w tempie spacerowym i na spokojnie zdobywaliśmy kolejne punkty. PK9 i PK11 zdobyliśmy jako 4-5 zawodnik :) Tak naprawdę, to nie o rywalizację chodziło.
Mapa dla kat. początkujący



Na mecie
   Na mecie nieco zmęczona Tynka pozowała do zdjęcia z chusta promującą Rajd Konwalii. Na mecie dla dzieciaków i nie tylko czekały słodkie i woda. Nie poczekaliśmy do zakończenia zawodów, jak również nie zdecydowałem się na bieg w kat. elita. Do domu wracaliśmy jednak w bardzo dobrych humorach :).Polecam tego typu zawody z dziećmi i to niekoniecznie w kat. OPEN. Orgowie napewno nie będą mieli za złe, gdyby któryś rodziców z dzieckiem zdecydował się na nieco trudniejszą kategorię - o ile nie rywalizuje o możliwie jak najwyższą lokatę :).
Pełna mapa z naniesionym trackiem spaceru z Tynką

Podsumowanie:
E5, os. Piastowskie
Początkujący, 2,4 km, 13 punktów kontrolnych
Czas: 34:28
Miejsce 8/14

poniedziałek, 12 marca 2018

GP Hadesu - Etap 3 Ligowiec (4 III 2018)


    Kolejny etap corocznego cyklu GP Hadesu odbył się w Ligowcu. Rzecz jasna nie mogło na tym etapie mnie nie być, choć młode lasy okraszone licznymi polankami ulokowanymi między torami kolejowymi zawsze będą budziły respekt nawet wśród najlepszych zawodników. 
   Rzecz jasna budowniczy trasy (na pewno tę trasę zbudował R.Nowak) nie mógł nie zaplanować w tymże lesie kilkunastu punktów po to, by nawet najlepsi zawodnicy mogliby się tam pogubić. Najdłuższa trasa liczyła aż 8,7 km (w linii prostej) oraz 29 punktów kontrolnych. Czekało zatem ponad 10 km porządnej orientacji w terenie. 
   W niedzielny dzień na trasę zaawansowaną zdecydowało się aż 59 zawodników, w tym wiele uznanych nazwisk w orientalnym światku (nie będę jednak podawał, bowiem każdy z biegaczy na orientację wie już o kim mowa). Dla takich zawodników jak ja, którzy ledwo przełamują 22 minuty na dystansie 5 km (i to na bieżni) dużym sukcesem stanowi pokonanie M.Plesińskiego, P.Golinowskiego, P.Jankowiaka czy Jacka bądź Franka Gallę. 
     Wiadomo, że biegi na orientację to zupełnie inny rodzaj biegu niż na przełaj. Dochodzi bowiem zbyt wiele zmiennych wpływających na końcowy wynik - znacznie więcej niż w przypadku biegania na przełaj. Dzięki odpowiednim treningom ze spokojem podchodzę do kolejnych zawodów na orientację mimo, iż kondycyjnie (a właściwie to szybkościowo) odbiegam istotnie od najlepszych zawodników. Wiem, że jestem w stanie pokonać trasę zaawansowaną w okolicach 6 min/km, co gwarantuje miejsce w pierwszej piątce w dowolnym etapie GP Hadesu i na razie to wystarczy. Nie ukrywam, że lubię kuć żelazo póki gorące i staram się dążyć do tego, by biegać jeszcze szybciej - ale to wymaga jednak czasu i odpowiedniej motywacji do treningów :)
   Startowałem w 60 minucie i goniłem bezpośrednio M.Hoffmanna, lecz uciekałem od P.Gładysiaka czy P.Zamiarę oraz Oli Hornik. Nie na tym jednak skupiłem główną uwagę, lecz na popełnieniu możliwie jak najmniej błedów technicznych w młodym lesie okraszony licznymi polankami. To było dla mnie najistotniejsze, bowiem w tym miejscu padają główne rostrzygnięcia wpływające na końcowy wynik.
Mapa - Zaawansowana
   Nie od dziś wiadomo, że bardzo ważne jest odpowiednio szybkie zdobycie pierwszego punktu. Na szczęście było na czym się oprzeć atak na PK1 - przy ścieżce był korzeń drzewa zaznaczony również na mapie. Punkt zdobyty jako drugi zawodnik - to dobry prognostyk
Start - PK1
     Małe problemy pojawiły się atakując PK3 - jako punkt do ataku wybrałem kamienisty dołek - niestety trafiłem na właściwy korzeń drzewa - lecz brak punktu. Straciłem tam około 1 minuty i spadłem na 9 miejsce. Okazało się, że punkt był niewłaściwie rozstawiony i był dość selektywny. Na czoło wysunął się Paweł J., zaś ja traciłem do niego ponad minutę.Na szczęście to był w zasadzie jedyny poważny błąd - o ile można to nazwać błędem z mojej strony w tym biegu.
Międzyczasy: S-PK3
   Kolejne trzy punkty, to długie przeloty i o dziwo nie traciłem tam do najlepszych. PK4 zdobyty jako trzeci zawodnik - był bardzo dobrze ukryty (w zasadzie pod korzeniem drzewa :)). PK5 również zdobyłem jako trzeci zawodnik. Nieco gorzej poszło mi z PK6, bowiem do Pawła J. straciłem minutę, ale tak to już bywa, gdy biegam od Pawła J. czy Darka K. gorzej o ok. 1 min/km. Niemniej jednak w PK6 byłem już czwarty, a więc zgodnie z moimi oczekiwaniami. Niestety strata do najlepszego zwiększyła się o 3 minuty, choć najlepsze dopiero przed nami :)
Międzyczasy: S-PK6
    Kolejne punkty nie były może aż tak trudne - nie wymagały dużych umiejętności technicznych i do PK12 kolejność zawodników nie uległa w zasadzie zmianie. Nadal byłem czwarty i zdołałem utrzymać stratę do Pawła J., tj. 3 minut.
Część I biegu w Ligowcu
   W punkcie 12 nastąpiła zmiana mapy i oczywiście w tymże punkcie czekał Remik N. z aparatem. Napierający wraz z Mateuszem H. (a właściwie pozytywnie rywalizujący między sobą) nie było czasu na ustawienie odpowiedniej pozy zdjęciowej :) Miałem bowiem o co walczyć i czułem, że zabawa dopiero się zaczyna, tj. w poszukiwanie punktów w młodym lesie z licznymi polankami. 
Międzyczasy: S-PK12

Wyglądam już dużo lepiej niż kilka lat temu :)
    Punkt 13 i już nastąpiło przetasowanie w czołowych miejscach  - Paweł J. popełnia bardzo duży błąd techniczny przeznaczając ponad 8 minut na poszukiwanie tegoż punktu. Warto podkreślić, że w zdobyciu tego punktu - poważne błędy techniczne popełnili aż połowa zawodników. Nie sądziłem, że zmiana mapy aż tak wpłynie na wyniki, ale na szczęście z korzyścią dla mnie - wysuwam się na 3 miejsce ze stratą 80 sekund do D. Konarczaka. Kilka lat temu do tego zawodnika traciłem na spokojnie ponad 20 minut. 
Międzyczasy PK12-PK19 
    PK14 - PK19 zdobyte bez większych wtop, choć zbyt duża liczba zawodników w okolicach PK18 i PK19 troszkę mnie zdekncentrowała. Na szczęście przy PK19 na widoku był M.Hoffmann i robiłem wszystko, by nie uciekł ode mnie za daleko (tracił do mnie zaledwie minutę). Za mną jednak wielu zawodników, aczkolwiek start interwałowy ma to do siebie, że nie musisz się przejmować zanadto zawodnikami, którzy wcześniej startowali. Przy PK16 i PK17 byłem nawet pierwszy, biegłem tam jak natchniony, zaś punkty dość gładko mi weszły. Zbyt piekne to było, więc nieco gorzej mi poszło z PK18 i PK19. Niemniej jednak koniec trudnych punktów ulokowanych w młodym lesie z licznymi polankami i jestem trzeci.
Część II biegu w Ligowcu

    Przy PK20 błąd popełnił F. Galla i wysuwam się na 2 miejsce ze stratą zaledwie 20 sekund do D.Konarczaka. Nie jestem w stanie nawiązać z nim walki, bowiem gdzieś w połowie przelotu między PK22 a PK23 musiałem przystanąć, by nabrać oddechu. Tempo na poziomie 5:30 min/km mając na nogach ponad 7 km i do tego w dość gęsto zarośniętym lesie przekroczyło moje możliwości kondycyjne. Na szczęście za mną biegł A. Fliszkiewicz, co dało mi pozytywnego kopa (podobnie jak w poprzednim etapie). I w trójkę - wraz z Mateuszem H. - zdobywamy punkt 24. Zdołałem mimo wszystko utrzymać bardzo dobre drugie miejsce ze stratą 80 sekund do Darka K. Nie miałem argumentów, by pokonać tak klasowego zawodnika. Byłem i nadal jestem zbyt słaby kondycyjnie (a może szybkościowo) do niego. Na szczęście do trzeciego zawodnika miałem 40-sekundową przewagę. To nie był jeszcze koniec zawodów, bowiem do mety jeszcze pięć punktów i ponad 2 km. Przy PK25 coś się dzieje z M. Hoffmannem i nie zdołał utrzymać wysokiego tempa do końca. Zostałem sam wraz z Arturem F. 
Międzyczasy: PK19 - PK24
    Przy PK25-PK28 wyraźnie osłabłem, choć w dalszym ciągu utrzymałem 2 miejsce dzięki błędowi Franka G. przy PK28 - nie był tak jednoznacznie ulokowany. Być może niepotrzebnie biegłem przez krzaczory czy zarośnięty ("brudny") las zamiast ścieżką, ale najważniejsze, że zdołałem zająć miejsce w czołówce. Końcówka - to już walka o jak najlepszy czas, choć Franek G. również walczył :) Nie zdołał mnie jednak wypchnąć na 3 pozycję. 
Międzyczasy PK24 - Meta
    Nie ukrywam, że był to bardzo dobry bieg z mojej strony i jestem zadowolony z końcowego wyniku. Przegrać z Darkiem K. w żaden sposób ujmy mi nie przynosi. Zdołałem pokonać naprawdę bardzo dobrych orientalistów i mnie bardzo cieszy. Kolejne zawody dopiero pod koniec kwietnia w Mechowie i rzecz jasna nie opuszczę tych zawodów, by nie popełnić błędu z zeszłego roku, gdzie w wyniku splotu niesprzyjających warunków wylądowałem na 4 miejscu w generalce. W tym roku może być jednak bardzo, ale to bardzo ciężko zająć miejsce w pierwszej trójce w generalce. 
Mapa z naniesionym trackiem z mojego biegu
Podsumowując:
Zaawansowana, 8,7 km
29 punktów kontrolnych
Czas: 60:31, miejsce: 2/59

Wyniki:
1. Darek Konarczak 58:04
2. Seba Wojciech 60:31
3. Franciszek Galla 60:53
4. Paweł Golinowski 62:00
5. Marcin Gaczyński 62:06
6. Mateusz Hoffmann 64:14
...
59. Piotr Łosiński NKL