poniedziałek, 1 czerwca 2015

III Poznańska Bimba (23 V 2015)

    Nadeszła pora, by zająć się napisaniem relacji jedynego w swoim rodzaju rajdu miejskiego - Poznańska Bimba. Dla mnie to był debiut nie tylko w tych zawodach zorganizowanych przez stowarzyszenie rajdkonwalii.pl, lecz również w rajdzie przygodowym. Do tej pory wziąłem udział wyłącznie w biegach/marszach na orientację oraz zawodach rowerowych na orientację.
   W poprzedniej edycji zgłosiłem się na trasę Pestka, choć nie zdołałem stawić się na zawody z uwagi na brak partnera (z różnych przyczyn). W tym roku poszczęściło mi się, bowiem partnera nie miał K. Gruhn.  Okazało się, że P. Degórski miał już dosyć rajdów przygodowych, szczególnie po wyczerpującym rajdzie Krajna. Jestem jednak przekonany, że nieraz weźmie jeszcze udział w wielu rajdach. W końcu nie tak łatwo zrezygnować z dyscyplinami sportu związanymi na orientację (w jakiejkolwiek postaci, byle z mapą).
    Wracając do zawodów - to w zasadzie nie wiedziałem czego oczekiwać - na szczęście K. Gruhn ma w tym zakresie spore już doświadczenie, co bardzo się przydało w końcowej części dość wymagającego rajdu miejskiego. Największym dla mnie problemem stanowił pożyczony rower, który w zasadzie nie jest dostosowany do wyczynowej jazdy - o tym jeszcze napiszę. Innym problem stanowił przepak w SZB (a więc w bazie rajdu) - co wziąć, by nie paść z głodu :). 
      Organizacja rajdu była przednia. Z przyjemnością wspominam ów rajd, bo nie na co dzień biega się po Poznaniu, nie pisząc już o wykonywaniu zadań specjalnych. Trasa Helmut składała się z kilku etapów (pieszego, rowerowego oraz kajakowego) - patrz poniższy schemat.
      Dla wszystkich drużyn pierwszym etapem był bieg (ok. 7 km) do SZ"A", gdzie dla pierwszych dwudziestu zespołów czekał etap kajakowy, zaś dla pozostałych drużyn bieg 2 km oraz 12 km odcinek rowerowy. Pierwsze dwadzieścia zespołów w następnej kolejności miały 16 km bieg po mieście (w rzeczywistości znacznie dłuższy) do SZ"A" i dodatkowy 2 km odcinek do SZ"B" (do bazy rajdu), by dalej napierać rowerem przez 50 km. 
     Przed startem obowiązkowa sesja zdjęciowa wszystkich drużyn uczestniczących w Poznańskiem Bimbie - koniecznie z uśmiechami na twarzy, choć na mecie również były (co świadczyło o tym, że ten rajd spełnił oczekiwania znakomitej większości zawodników).
Prezentacja drużyny Jedność Wilga
    Na odprawie technicznej otrzymaliśmy komplet map dla obu zawodników z drużyny - super i migiem ustalałem z Krzysiem optymalny wariant. Zakładaliśmy, że będziemy w pierwszej dwudziestce co oznaczało, że etap rowerowy zostawiamy na sam koniec. Tak też się stało.
Wybór optymalnego wariantu przed startem
Już od startu woleliśmy klepać metry po utwardzonej
nawierzchni tuż przy brzegu Warty

   Start odbył się tuż pod mostem św. Rocha i czekał nas sprint do PK1, gdzie czekało nas zadanie specjalne - puzzle z fotomapy. Należało nie tylko je złożyć w mapę, lecz również zdobyć pięć punktów kontrolnych umieszczonych w tejże fotomapie. Krzysiek wybrał dwa dalsze punkty, zaś ja trzy bliższe.  Dość szybko uporaliśmy się z tym zadaniem i heja do kolejnego punktu - SZA"A" - łąka nad Wartą, gdzie czekało nas kolejne zadanie - bieg na orientację na mapie - os. Piastowskie.
Mapa z początkowej części rajdu PB - Helmut
    Na mapie os. Piastowskie znajdowało się pięć punktów kontrolnych z 5 fragmentami mapy (obróconych, zamienionych bądź odbitych lustrzanie), co stanowiło dodatkową trudność. Początkowo nie mogłem pozbierać myśli, ale od czego ma się partnera :). Krzysiek ze spokojem nawigował, zaś mi pozostało podbijanie punktów kontrolnych na karcie startowej. Troszkę problemów mieliśmy z punktem B, choć udało się nam znaleźć z uwagi na to, iż znajdował się tam fotograf Rajdu. 
Mapa do zadania specjalnego przy SZA
     Po wykonaniu zadania specjalnego musieliśmy wrócić do SZA, gdzie czekały na nas kajaki. W tym momencie byliśmy na 6-7 miejscu (choć w zasięgu wzroku były tylko cztery kajaki). Na etapie kajakowym do zdobycia był tylko jeden punkt kontrolny, choć wszystkie czołowe drużyny postanowiły biegiem zdobyć ów punkt - było po prostu szybciej. W zeszłym roku również kilka zespołów zdobyło w ten sposób punkt i żaden z nich nie został zdyskwalifikowany. W tym roku również obeszło się bez dyskwalifikacji. Kajakiem przepłynęliśmy ok. 6 km - do SZC, gdzie czekał nas dłuugi bieg po mieście okraszony 11 punktami kontrolnymi.
Najprzyjemniejszy etap w rajdzie przygodowym :) (nawet
nie zwróciłem uwagi na budynek Polibudy)
    Na pierwszy ogień poszedł PK1 - Fort - na górze nad głównym wejściem. W tym miejscu dogoniliśmy zespół "Nezajechane Knury", którzy nie mogli znaleźć tego punktu. Nam dość gładko poszedł ten punkt, choć nie obeszło bez straty kilku minut. Pewne było to, że ów punkt znajdował się na drugiej skarpie, a nie na pierwszej. Po zdobyciu PK1 przyszedł czas na PK2 - murek, zaś dużym ułatwieniem stanowiło rozświetlenie w skali 1:5000. Z relacji innych zawodników wynikało, że niektóre drużyny nie wzięło pod uwagę ten fakt i szukało tego punktu w okolicach schodów Amfiteatru. 
Mapa do etapu pieszego oraz kajakowego 
    Kolejny punkt 3 - Kino Rialto, gdzie do wykonania było zadanie filmowe. Dla nas to zadanie było dość proste, choć moje wątpliwości wzbudził kadr z filmu "Życie jest piękne" - bowiem do wyboru był jeszcze "Chłopiec w pasiastej piżamie" oraz "Więzień nienawiści'. Na szczęście oba filmy widziałem i przeczytałem recenzję "Życie jest piękne" - więc zadanie zostało zaliczone. Wiem jednak, że sporo zespołów miało z tym problemów, bowiem z niektórych wycinków filmu nie wynikał wprost ich tytuł - szczególnie Pulp fiction (4) czy Incepcja (2).
Kard z filmu "Życie jest piekne"
     Po tym zadaniu czekał na bieg do PK9, gdzie czekało nad zadanie specjalne z Mikroorientacji. Dobrą robotę wykonał Krzysiek i nie pozostało nam nic innego, jak bieg do PK10 - siedziby NBR. Czekało na nas zadanie markowe - do odgadnięcia marki sprzętu biegowego - nie było łatwe, ale można było troszkę pogrzebać w sklepie (tj. pooglądać różnego rodzaju produktu wspomnianego sklepu dla biegaczy).
Mapa do ZS Mikroorientacji - Arena
    Wypoczęty zadaniem specjalnym w NBP czekał na bieg do PK11 - Fabryka Formy Green Point. Czekał na nas drążek - wystarczyło raz podciągnąć na drążku z masą własnego ciała. Krzysiek uporał się z tym zadaniem bez problemu. Na szczęście mi również się udało (choć nie bez problemów).
     Kolejny punkt kontrolny (nr 8) i kolejne zadanie specjalne - koszykówka. Niestety nie trafiliśmy ani razu - na cztery próby. Być może dlatego, że podzieliliśmy się rzutami - i zabrakło wyczucia. Niewykonanie tego zadania kosztował nas konieczność zdobycia dodatkowego punktu karnego na mapie Golęcin (w końcówce rajdu).
     Dość zmęczony biegiem - czekało nas przyjemne zadanie w punkcie 7 - związane z lodami. Musieliśmy odgadnąć smaki trzech gałek lodów - udało się nam zaliczyć to zadanie, choć nie bez problemów - największe trudności mieliśmy ze smakiem wafelka Knoppers. Miłym akcentem w tym zadaniu były lody o smaku mięty i agrestu :).
    Z punktu 7 do 4 czekał nas bieg po parku - ależ ulga dla ciała, bowiem dzień był słoneczny i ciepły. W punkcie 4 czekały na nas dwa zadania specjalne, tj. muzyczne i PKP.
 W oczekiwaniu na pierwszy utwór z zadania muzycznego (a był to utwór L. van Beethovena - Dla Elizy)
   Zadanie muzyczne, jak widać na zdjęciach, zaliczone śpiewająco. Bez problemów zgadłem wszystkie utwory, choć nie ukrywam, że 4 z 5 z nich doskonale znałem. Tylko przez pierwsze 7 sekund było nerwowo - ale jak tylko usłyszałem charakterystyczną melodię utworu "Dla Elizy", to wiedziałem, że szybko uporam się z tym zadaniem. 
Jak się słuchało J. Straussa - Nad pięknym modrym Dunajem -
to wiedziałem już, że zadanie zostanie zaliczone
    Znacznie więcej czasu zajęło nad wykonanie zadania związanego z PKP - nalezało odpowiedzieć na pytanie dotyczące końcowej stacji pociągu "Światowid" z Poznania - zważywszy na to ile czasu przeznaczyliśmy na to zadanie, pomyślałem, że lepszym rozwiązaniem byłoby odpuszczenie tego zadania i zaliczenie punktu karnego. Trzeba było uzyskać informację z PKP, który był położony ok. 1 km do Fortu Colomb i jeszcze wrócić... Inni próbowali kontaktować się przez telefon albo wyszukać informacji z tel.kom.
     Po tym zadaniu pobiegliśmy do Balkonu Galerii MM, a następnie przez Deptak do Hostelu Melange z zadaniem krawieckim i scrable. Z zadaniem krawieckim uporałem się bez problemów. Troszkę czasu zajęło nad odgadnięcie wyrazu złożonego z siedmiu liter, tj.
D, U, K, A, N, T, I
Udało się nad rozszyfrować wyraz dopiero po dwóch podpowiedziach od B. Galli. Z punktu 6 pobiegliśmy do punktu SZA (w tym częściowo przeszliśmy na marsz) - ależ męczący był odcinek po łące nad Wartą. Po zdobyciu punktu SZA należało pobiec do punktu 2 (plac przez AZS Politechniki), gdzie czekał na nas zadanie z ergowiosła. Ależ byłem padnięty po tym zadaniu - musiałem się przez chwilę położyć, by dojść do siebie :)
    Na szczęście - etap biegowy do SZB zakończyliśmy, choć w tym punkcie czekało na nas zadanie logiczne z autobusem i pasażerami.
W trakcie główkowania nad zadaniem logicznym -
zresztą niezaliczonym
Zadanie brzmiało następująco:
W Bimbowie Poznańskim małym miasteczku gdzieś w środkowej Polsce jeżdżą bardzo nietypowe autobusy. Są bardzo długie i posiadają tylko jedno siedzenie w każdym rzędzie i tylko jedno wejście z przodu autobusu. Wszyscy Bimbowianie to introwertycy. Wsiadając do autobusu starają się zająć miejsce możliwie najdalej od innego współpasażera (lub kierowcy). Do tego są bardzo leniwi, więc jeśli 2 miejsca są w takiej samej odległości od współpasażera wybiorą to bliżej wejścia. A więc pierwszy Bimbowianin usiądzie na ostatnim miejscu, żeby być jak najdalej od kierowcy, który zajmuje miejsce w pierwszym rzędzie, kolejny usiądzie tak żeby być możliwie jak najdalej od będącej już w autobusie dwójki, itd.
Z zajezdni wyruszył autobus posiadający 30 siedzeń, w którym rzędzie usiądzie Pan Konwal Rajdowy wsiadający do autobusu jako 5 pasażer?

   Niestety nie zdołaliśmy prawidłowo odpowiedzieć na to pytanie - po dwóch próbach. Za pierwszym razem podaliśmy odp., że piąty pasażer usiądzie na 11 siedzeniu (zakładaliśmy, że kierowca ma osobno wydzielone siedzenie). Za drugim razem podaliśmy odpowiedź - 4 siedzenie - znów błędne - nie doczytaliśmy się, że pasażer wybierze bliżej wejścia w przypadku dwóch miejsc w takiej samej odległości. No cóż po 38,5 km biegania oraz 6 km machania wiosłami - inaczej się myśli :)
     Po etapie biegowym - czekał na nas etap rowerowy (50 km) i nie ukrywam, że był dla mnie prawdziwym wyzwaniem kondycyjnym. Mając rower bez amortyzatorów i do tego ważący chyba z 20 kg poważnie obawiałem się wzniesień w okolicach Moraska. Początkowo trasa była dość płaska, choć troszkę było problemów z punktem 3 (pod mostem) - straciliśmy tam ok. 5-7 minut. Przy punkcie SZC dowiedzieliśmy się, że spadliśmy na miejsce 11-12. No cóż - trzeba będzie nieco powalczyć. 

Mapa do etapu rowerowego oraz pieszego (w dolnym prawym rogu)
    Niestety pierwszy kryzys dopadł mnie po wyjeździe z punktu 6 - złapał mnie skurcz uda - na szczęście Krzysiek miał tabletki przeciwbólowe. Czułem jednak, że nie będzie wesoło... Niestety kolejne drużyny mijały nas i w pewnym momencie spadliśmy na 15 miejsce - troszkę mnie to podłamało, że macham nogami  i macham, a nie mogę przyspieszyć. Na szczęście spotkałem się z dużą zrozumiałością ze strony Krzysia i jakoś przetrwałem ciężkie momenty w okolicach Moraska (były cztery punkty do zdobycia na mapie Morasko w skali 1:10000). 
     Odżyłem dopiero wtedy, gdy zjechalismy z Moraska - szybko zdobyty punkt 9, zaś przy punkcie 10 - Golęcin zauważyliśmy, że nie ma jeszcze tragedii. Szybko wykonane zadanie z rzutem karnym (oczywiście grając w piłkę przez 15 lat nie mogłem zapomnieć jak się wykonuje rzut karny nawet po wykonaniu 30 okrążeń wokół piłki). Do zdobycia zostały jeszcze dwa punkty karne na mapie Golęcin i w trakcie powrotu zauważyliśmy, że z punktu 10 wyjeżdża NAPIER...ACZE (6 drużyna), zaś chwilę później - Znajomi i Przyjaciele Królika (którzy jednak nie zdobyli punktu SZC - pewnie przez niedopatrzenie). Zauważyłem również (zresztą Krzysiek również), że sporo drużyn męczyło z zadaniem z walkie talkie.
Na szczęście musieliśmy zdobyć tylko dwa punkty karne (czyli punkt 1 i 2).
   Tak, tak - to zadanie zdecydowało o ostatecznej kolejności w końcowej klasyfikacji. Liczba zestawów walki talkie była ograniczona - Franek powiedział, że czas oczekiwania na walkie talkie zostanie odjęty od końcowego czasu. Połozyłem się więc na trawie i ze spokojem odpoczywałem. Krzysiek jednak czuwał nad tym zadaniem i całe szczęście :) Z tym zadaniem nie mieliśmy żadnych problemów i migiem skoczylismy na rower w celu zdobycia ostatnich dwóch punktów kontrolnych. 
   W przedostatnim punkcie czekało na nas zadanie wspinaczka - na szczęście tylko jedna z nas musiała to zadanie wykonać - oczywiście Krzysiek - jak strzała - wspiął się na górę i bez słów jak szaleni jechaliśmy na rowerze do mety. Ostatecznie zajęliśmy bardzo wysokie 7 miejsce na 34 drużyny. Po tym rajdzie - wiem, że bez wypróbowanego (i szybkiego) rowera nie będę miał czego szukać na rajdach przygodowych.


Podsumowując:
Helmut - AR, 54 punkty kontrolne, bieg - 38,5 km, kajaki - 6,1 km, rower - 55 km
Czas: 10 h 18 min
Miejsce: 7/34 

Oficjalne wyniki:
1. Team 360 (I. Waluga, M. Zdziebło) 7 h 19 min (54 PK)
2. Hades / On Sight (K. Rochowski, M. Muszyński) 8 h 14 min (54 PK)
3. Hades 105N (A. Staniewska, M. Gorzelańczyk) 8 h 15 min (54 PK)
4. Dos Hermanos (P. Masztalski, M. Masztalski) 9 h 4 min (54 PK)
5. Święci ze Swarzędza (P. Kasprzak, P. Górniak) 9 h 19 min (54 PK)
6. NAPIER...ACZE (P. Górczyński, S. Socha) 9 h 47 min (54 PK)
7. Jedność Wilga (K. Gruhn, S. Wojciech) 10 h 18 min (54 PK)
...
34. UMIZOOMI - Hades (N. Nogaj, M. Nogaj) 11 h 22 min (34 PK)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza