wtorek, 1 sierpnia 2017

Czarna Cobra 2017 - Trawica (29 VII 2017)


    Czarna Cobra w tym roku miała miejsce w Trawicy (tuż obok Koszalina) i miałem cichą nadzieję, że chociaż jeden punkt będzie znajdował się nad morzem :) Na północ od Trawicy nie ma jednak zbyt wiele lasów, zaś w okolicy Łazów znajdują się zabagnione lasy. Niemniej jednak org zawodów - T.Kowalczyk zdołał zbudować zacną i wymagającą kondycyjnie (zresztą nawigacyjnie również) trasę złożoną z 25 punktów kontrolnych na mapie w skali 1:50 000. 
    Dość duża liczba punktów kontrolnych sprawiła, że trasę TP50 można było zbudować na kartce formatu A4 i do tego z powiększeniami wszystkich punktów, które wbrew pozorom nie stanowiły znaczącego ułatwienia ze względu na ich niezbyt wyraźną widoczność (szczególnie warstwic oraz terenów otwartych). A może wraz z wiekiem mam coraz słabszy wzrok? Dodatkowym utrudnieniem stanowiło niestandardowe położenie mapy względem kartki A4, tzn. północ był nieco "kopnięty" o bodajże 10-15 stopni, co widać na poniższej mapie (bardzo utrudniało bieganie na azymut), co dodało dodatkowego smaczku :)
Mapa TP50 - Czarna Cobra 2017
   Myślę, że odnośnie trasy TP50, to najbardziej trafnie ujął org zawodów, tj.: "Na trasie 50 km, która zaliczana jest do Pucharu Polski w Pieszych Maratonach na Orientację, w tym roku czeka na was aż 25 punktów kontrolnych. Statystycznie co 2km czeka na kolejny punkt do podbicia. W praktyce budowniczy tak zaprojektował trasę, że punkty są zgrupowane w kilku miejscach a pomiędzy tymi grupami rozsiane są pojedyncze punkty. Są długie nawet 5km przeloty, są punkty odległe mniej niż km od siebie. Uczestnik potwierdza punkty w dowolnej kolejności, więc odpowiednie zaplanowanie przebiegu trasy jest połową sukcesu. Trasa jest też tak zaprojektowana, że jeśli ktoś nie czuje się na siłach zrobić pełnych 50km, może ją sobie skrócić dostosowując jej przebieg do własnych możliwości. 7 punktów najdalej odległych zbiorą tylko najwytrwalsi uczestnicy, którzy chcą przejść całą trasę. Na trasie czeka dużo urokliwych miejsc. Pomimo, że startujemy z tego samego miejsca co rok temu, czekają na Was nowe obszary. Jest dużo przewyższeń, kilka rzeczek do przejścia. Są urokliwe bagienka, szczyty pagórków, ujścia rzeczki, śródleśne wydmy czy głazowiska. Przy 3 punktach czekać będą bańki z wodą do ewentualnego uzupełnienia. Będą one chłodzić się w strumieniach więc nawet w upalny dzień będą zimne. Organizatorem tegorocznej edycji jest Nadleśnictwo Karnieszewice i start jest za darmo! Oprócz ciekawej trasy, na mecie czeka drobny upominek i smaczne jedzenie. Kto się jeszcze nie zapisał, nie ma na co czekać."
    Do tej pory nie miałem okazji wzięcia udziału w tym rajdzie z uwagi na kolizję z Rajdem Konwalii, który odbywa się tydzień po Czarnej Cobrze. Niestety M.Galla - ze względu na dość niską frekwencję - postanowił zlikwidować trasę Medium na rzecz trasy dwójkowej Speed - na pewno udany pomysł. Tym bardziej, że Rajd Konwalii idzie w kierunku rajdów przygodowych - kosztem indywidualnych biegaczy na orientację. Troszkę szkoda, bowiem bardzo lubię rajdy organizowane przez Rajd Konwalii i niestety zostają już tylko dwa rajdy w których z pewnością biorę udział nawet ze "złamaną nogą", tj. Śnieżne Konwalie i Nocny Marek. 
   Wracając do Czarnej Cobry, to generalnie te zawody są dość mocno obstawione. Zajęcie miejsca w pierwszej szóstce - zawsze należy uznać za sukces. O ile tacy zawodnicy, jak M.Jędroszkowiak, M.Sontowski czy Ł.Romanowski w dalszym ciągu są poza moim zasięgiem, to zostały do obsadzenia miejsca 5-6. Jako mocny średniak widziałem siebie w tych miejscach, choć pretendentów było nieco więcej, np. K.Gostomczyk, J.Parzybut, S. Kaczmarek, J. Skotnicki czy A.Urbański. Niemniej jednak zawsze raźniej się biega i poszukuje się punkty mając świadomość silnej konkurencji niż w bardzo słabo obsadzonych zawodach :) No i można bezpośrednio dowiedzieć się - ile mi jeszcze brakuje do najlepszych...
    Całą trasę pokonałem z czasem 8h i 48 minut przy niecałych 6h zwycięzcy rajdu. Dość słabo jak na moje możliwości. Niemniej jednak to był dość wymagający rajd - o czym świadczy fakt, iż tylko 18 zawodników ukończyło rajd z kompletem punktów kontrolnych (na 49 zawodników). Fakt ten nabiera nieco innego znaczenia - tym bardziej, że najlepsi (zabrakło w tym rajdzie jedynie P.Jankowiaka i M.Hippnera) pokonali tę trasę w 6h, zaś Ł.Romanowski w 7h. Nie od dziś wiadomo, że przy pełnej roślinności (po obfitych opadach) biega się znacznie ciężej. No i znacznie trudniej odnaleźć punkty kontrolne, np. słynny stary świerk wśród świerków czy szczyt wydmy wśród kilku wydm albo brak mostku w rzeczce, gdzie od prawej strony nie było żadnych ścieżek. To wszystko sprawiło, że zdobywanie przeze mnie punktów kontrolnych nie było "płynne". Zaliczałem wiele przestojów - szczególnie przy punkcie 22 - gdzie straciłem aż 12 minut... Org wybrał dwugwiazdkowe leśne spa dla zwierząt zamiast 5-gwiazdkowego :)
Do PK10 - Rezerwat "Sieciemińskie Rosiczki"
   Początkowe punkty całkiem sprawnie zdobyłem, zaś wariant od południa wybrał również M.Sontowski, T. Krasowski (8 miejsce) czy K. Gostomczyk (trzeci w Pazurze Gryfa). PK4-PK16-PK6-PK19-PK10 - czyli przez ponad 1h (ok. 8,5 km) widywałem wymienionych zawodników. Zwycięzca rajdu po tym punkcie wybrał bardzo łatwy wariant na północ, tj. PK7-PK22, zaś ja te punkty zostawiłem na drogę powrotną. I od tamtej pory nikt mnie nie gonił, ani ja nie doganiałem innych zawodników. W takich momentach - człowiek wie, że zajmuje czołową pozycję.
Zapewne okolice PK9
   Pierwsze problemy miałem ze zdobyciem PK11 (śródleśne jeziorko) - na końcu łąki. Tam straciłem ok. 5 minut - nie wczułem się w myślenie orga, który nie kombinował. To jeziorko było naprawdę duże, ale zmyliła mnie ścieżka nie zaznaczona na mapie... No i mało wyraźne zbliżenie punktu również miało istotny wpływ. PK24 - z wodą i strumykiem - czas zaliczyć mini kąpiel, co zaowocowało stratą kolejnych cennych minut. No ale odczuwalna temp. na poziomie 25 stopni zrobiła swoje. Jeszcze w dwóch miejscach skorzystałem z tej okazji. W sumie 20 minut miałem w plecy przez takie sytuacje - jak ten czas szybko płynie...
Gdzieś w okolicach PK18 - Szczyt wydmy
   Bardzo trudny był PK20 - niby wariant do tego punktu był oczywisty - wystarczy bieg po asfalcie. Ja wybrałem bieg między lasem a polem - był zarośnięty... Kopiec na środku lasu... Kopców było wiele - trafić na ten właściwy - zajmuje cenny czas :) Mi zajęło kilka minut... Przekombinowałem z tym wariantem - chciałem nieco ułatwić sprawę, a straciłem niepotrzebnie trochę sił i czas.
Z PK24 do PK20
    Kompletnym nieporozumieniem okazał się mój wariant z PK20 do PK8. Chciałem dobrze, lecz wyszedł okrężny wariant. I 15 minut w plecy... Wyszło po prostu beznadziejnie - po cholerę biegłem na południowy-wschód, by po 1 km odbić się na północny-wschód... Wystarczyło od pólnocy minąć rzeczkę i i heja na azymut do granicy kultur lasów - była widoczna na mapie... Szkoda słów - przez takie błędy nie ma co myśleć o dobrym wyniku. W tym momencie miałem za sobą ponad 3h i 22 km. Zauważam też M.Jędroszkowiaka i P.Szaciłowskiego.
PK20-PK8
   Za wcześnie ich widzę - uwiną się z całością trasy w 5 godzin - pomyślałem... Przy PK1 znów przerwa 3-4 minutowa... Ile już tych przerw było... Była mi niezbędna - bowiem przede mną wymagający kondycyjnie PK2. Docieram po 3h i 44 minutach mając za sobą 26,5 km i zauważam Ł.Romanowskiego. Tracił wobec M.Jędroszkowiaka i P. Szaciłowskiego około 40 minut. Sporo... Dowiedziałem się również - od Michała - że w punkcie PK8 traciłem zaledwie 1,5 km do zwycięzcy rajdu. Miał jednak za sobą PK7 i PK22 - teoretycznie miał przewagę ok. 45 minut wobec mnie. A to dopiero połowa trasy TP50.
    Kolejny punkt i około 10 minut w plecy na jego poszukiwanie... Coś kiepsko mi w tej materii mi szło... Pisałem, że kopnięty północ zrobił swoje - źle na azymut trafiłem w rzeczkę. Dopiero ścieżka z lewej strony rzeczki uświadomiła, że punkt jest niedaleko. Szybka kąpiel na ochłodę i w drogę do punktów ulokowanych na północnej części mapy. Po 30 km i 4h 26 min spotykam K.Karpę i M.Trzeciakiewicza (12 miejsce), zaś dosłownie pięć minut później - T.Kaźmierczaka (14 miejsce). Tuż przy punkcie PK3 widzę kolejnych zawodników, m.in. T.Kowalskiego (24 miejsce, którzy z trudem znaleźli PK5 - słynny stary świerk - mi się udało szybko zdobyć ów punkt).
     PK3 zdobyty i czas na pozornie łatwe punkty z północnej części mapy... Pełno było tam wycinek czy nowych ścieżek... Było mi tam ciężko - słabo mi to wszystko szło i nawigacyjnie i kondycyjnie. Przy PK18 miałem już dosyć - 42 km i 6h 30 min. 9 kilometrów w 100 minut - masakra... Totalny kryzys formy.
    Do mety tylko cztery punkty - nikt mnie nie gonił. Za to kolejne minuty traciłem przy PK22 - leśne "spa" - pisałem już o tym, zaś o stracie czasu nie wspomnę. Nawet z PK7 miałem problem - oczywiście nie znalazłem od razu dawnej strzelnicy - ale to już zwalę na zmęczenie :) PK25 i PK14 bardzo łatwe, jak również dobieg do mety. W sumie 55,5 km i 8h 48 min. Pogratulować orgowi budowy wymagającej trasy i myślę, że zostanie na długo zapamiętana przez zawodników. Org zapowiedział bowiem, że będzie to ostatnia edycja (chyba, że ktoś przejmie po nim pałeczkę). Mając jeszcze ogromne wsparcie Nadleśnictwa Karnieszewice (odrębne podziękowania za wkład Nadleśnictwa w ten rajd co zaowocowało bezpłatnym wpisowym. Niewiele w Polsce jest Nadleśnictw, które z takim zaangażowaniem podjęło wyzwanie, jakim są zawody na orientację. Tylko wziąć z nich przykład :)) - kolejna edycja powinna być formalnością. Jeśli tak się nie stanie, to mimo wszystko cieszę się, że zdążyłem zaliczyć Czarną Cobrę :)

Podsumowanie:
TP50, 25 punktów kontrolnych
Czas: 8:48
Miejsce: 6/49

Wyniki:
1. Marcin Sontowski 5:55
2. Michał Jędroszkowiak 6:12
2. Piotr Szaciłowski 6:12
4. Łukasz Romanowski 7:00
5. Jan Parzybut 8:08
6. Seba Wojc 8:48
...
49. Michał Kasprzak 11:57 (22 PK)