środa, 18 kwietnia 2018

Wiosenne 360 - Ponurzyce (14 IV 2018)


    Wysyp maratonów na orientację (w kat. TP50) w tym roku sprawił, że postanowiłem wyściubić nos poza woj. wielkopolskie wraz z jego okolicami. Wobec braku maratonów na orientację w woj. wielkopolskim (odwołane Wertepy czy Zielonka Cup) wybór padł na Wiosenne 360 w Ponurzycach (koło Celestynowa). 
   O tej imprezie dowiedziałem się od Pawła J., który pokazał mi mapy z zeszłego roku - full map do BnO. Pomyślałem - chcę być na takiej imprezie! Wszedłem na stronę www i co widzę - organizuje Igor Błachut - no tak tego nazwiska nie trzeba specjalnie przedstawiać :) Spojrzałem na zeszłoroczne wyniki - mocna obsada lokalsów z woj. mazowieckiego - czas się sprawdzić na nieznanym terenie z full map do BnO.
   Znacznie bardziej jestem zmotywowany do biegania na orientację mając w ręku mapę do BnO (np. w skali 1:15000) niż mapę w skali 1:50000. Mimo dość silnej obsady - liczyłem na miejsce na podium - wykorzystując szansę jaką daje mi BnO. Byle tylko utrzymać odpowiednie tempo w drugiej 25-tce. Trzeba będzie pokonać Mioduszewskiego, Kwitowskiego, Kargola czy Komorowskiego. Trochę nazwisk się uzbierało, ale przynajmniej miałem argumenty by ich pokonać. Szczególnie po niedosycie ze Śnieżnych Konwalii oraz Rajdu Liczyrzepy - osiągnąłem gorsze wyniki niż oczekiwałem. 
 Do bazy rajdu dotarłem po północy (jechałem pociągiem, zaś by dotrzeć na miejsce - musiałem dodatkowo na piechotę dołożyć 5 km - taki spacerek jeszcze nikomu nie zaszkodził :). Szybko zasnąłem, zaś start odbył się kilka minut po godzinie 8. Bez numerów startowych, za to z chipem (a więc z elektronicznym systemem zaliczania punktów kontrolnych). W tej imprezie w głównej mierze wystartowali "lokalni" zawodnicy, choć wielu z nich znałem z widzenia (a nawet osobiście :)). 
Na odprawie technicznej
    Na odprawie Igor przekazuje nam kilka ważnych informacji - będzie mokro, zaś trasa w TP50 jest złożona z dwóch części - najpierw na mapie do BnO (ok. 25 km), zaś potem na mapie Compass w skali 1:50000. By odebrać drugą mapę - trzeba wrócić do startu. Po rozdaniu map - kilka minut na przygotowanie optymalnego wariantu - były dwie możliwości - zacząć od suchej lewej strony, albo od mokrej - z prawej strony. 
Wiosenne 360 - TP50 - mapa nr 1
    Mi było to obojętne - pobiegnę tam, gdzie będzie mniej zawodników. Zdecydowana większość wybrała lewą stronę, więc ja pobiegłem po punkty ulokowane w terenach podmokłych. Na przodzie P. Kwitowski, zaś za mną już nikt nie biegał - albo za szybko już uciekliśmy rywalom. 

Start - PK43 11,8 km, 1:28 (7:27 min/km)
   Starałem się nie szarpać tempa, bowiem zbyt szybko ukończony bieg na mapie BnO spowoduje, iż nie będę miał sił na drugą pętlę na mapie w skali 1:50000. Piotrka nawet nie próbuje doganiać - robiąc swoje mając nadzieję, że szybko mu ucieknę :). Stało się tak już w PK48 - dużo niebieskiego - i tak będę miał mokro w stopach :). W PK46 na dobre zniknąłem i do mety nikt mnie już nie gonił - to lubię. Aczkolwiek PK46 nie był taki prosty. Z mapy wynikał, iż jest to teren otwarty z rzadką połacią- w rzeczywistości - był to teren podmokły z kanalikami wodnymi :). Tam straciłem ok. 3 minut - widziałem przecież zagajnik po lewej stronie i nie wiem czemu tam nie pobiegłem. Na szczęscie wybiegając z tego punktu - Piotr K. również miał w tym punkcie problemy. I tyle go widziałem...
Start - PK49 - PK48 - PK46_PK45 - PK47 - PK55 - PK54 - PK53 - PK43
   Co do dalszych wariantów przebiegu, to nie ma co szczegółowo rozpisywać. Błąd taktyczny popełniłem wybierając z PK55 do PK54 - miało być najpierw PK53 a potem PK55. Dołożyłem w ten sposób ok. 0,5-0,6 km (a więc ok. 4 min.). Szkoda tych minut - nie wiem dlaczego przegapiłem PK53... 

PK43 - PK36  19,3 km 2:23 (7:25 min/km)
    W PK43 widzę J. Lenczowskiego (wybrał odwrotny wariant) -troszkę za szybko go widzę, ale cóż - jest to faworyt TP50. Widzę kilku zawodników z TP50 - niestety nie znam ich. Po zdobyciu PK39 widzę piechurów (bo napewno nie z TP25 czy TP10). Wydaje mi się, że PK38 był nieco dalej na wschód niż powinien - ale nie wpływa istotnie na końcowy wynik. Robi się coraz cieplej i w trakcie dobiegu do PK38 wyciągam izotonik oraz mus. Pierwszy pić stop zaliczony.
PK43 - PK44 - PK42 - PK40 -PK39 - PK38 - PK36
PK36 - Start 24 km, 2:56 (7:20 min/km)
   Coraz przyjaźniejszy dla biegacza teren sprawia, iż czas na 1 km ulega poprawie. W dalszym ciągu staram się nie szarpać tempa. Przebiegnięte 25 km z czasem w okolicach 3h - satysfakcjonuje mnie (to nie był bowiem łatwy teren do biegania). W końcowej części trasy widzę zawodników TP25, zaś najlepszych w PK35. Nie ukrywam, że bardzo lubię tego typu biegi - jest to moja mocna strona i staram się to wykorzystać w różnego rodzaju rajdach na orientację. Nie wiem, który jestem - ale wiem, że jestem w czołówce.
PK36 - PK35 - PK34 - PK33 - PK32 - PK31 - Start
Start - PK58, 26,5 km, 3:22 (7:37 min/km)
   Po otrzymaniu drugiej mapy - odetchnąłem na chwilę - tylko 5 punktów kontrolnych, a więc bieganie na spokojnie. No tak łatwo się mówi, dopóki sam się nie przekonam. Mając na nogach ponad 25 km - myślami byłem jedynie o tym, by przetrwać tę pętlę. Robi się naprawdę ciepło - odczuwalne 30 stopni i do tego mocne słońce na terenach otwartych - na szczęście miałem przy sobie zapas wody i to się nie martwiłem. Ścieżki leśne były po prostu rozlane, co nie powinno budzić zdziwienia w Szerokich czy Lisich Bagnach. Nie było źle, choć tempo nieco spadło. 

PK58 - PK57, 33 km, 4:15 (7:44 min/km)
   Najdłuższy przelot i bardzo wymagający kondycyjnie. Na mapie wszystko fajnie wyglądało, lecz w rzeczywistości - okazało się zupełnie inaczej. Było mokro, mokro i mokro - ładnie chłodziły stopy, ale ile można :) Gdzie woda była czysta - chłodziłem ciało jak się dało - naprawdę było gorąco :) Najgorzej było po drodze asfaltowej - mokre buty + twarde podłoże = ryzyko powstania pęcherzy :). Docieram do PK57 z czasem 4:15 - i nie widzę konkurencji. Nie wiedzialem jednak, którą stronę wybrali najlepsi. 
Wiosenne 350 - mapa nr 2
PK57 - PK65, 36,8 km, 4:42 (7:40 min/km)
    Z tyłu nikogo nie widzę - jestem sam jak palec :) Około kilometr na północ od Augustówki widzę Janka L. oraz Mateusza M. (zwycięzców rajdu). Końcówkę ogarnęli w ponad 1h - wybrali efektywniejszy wariant z pominięciem bagien. Nadzieja jednak jest, bo jest jeszcze do obsadzenia 3 miejsce. Piotrka K. nie widzę, lecz z relacji Janka L. wynikało, że był za mną około 2,5 km. Po zdobyciu PK65 widzę jakąś postać -był to R. Kamela i tutaj trzeba było podjąć walkę o pudło. Nie widziałem jednak kim on jest - myślałem, że jakiś miejscowy. No cóż... 

Druga część TP50
PK65 - PK59, 42,5 km, 5:30 (7:46 min/km)
   Kolejny długi przelot - dało się coś tam poskracać, ale moje tempo spada... staram się nie robić przestojów. Ale bieg po drodze asfaltowej bardzo mnie męczy - odcinek między PK65 a PK59 pokonany w czasie 48 min (miałem jeden przestój - 3 min. oraz marsz ok. 1 km).  W sumie do zaoszczędzenia - 5-7 min.

PK59 - PK64, 46,8 km, 6:10 (7:54 min/km)
   Jeszcze jeden punkt kontrolny i meta - Tu też była jedna przerwa z powodu pechęrza na stopie i na pić stop (na shout z magnezem). Błąd nawigacyjny - za wcześnie weszłem w górkę - a na południu nie było przecież lasu z wzniesieniami... Szkoda kilku minut na bezskuteczne poszukiwanie punktu - była szans na 3 miejsce mimo straty 21 minut. 

PK64 - Meta 49 km, 6:27 (7:54 min/km)
   Było troszkę nerwów, bo mimo biegania wciąż nie widzę asfaltu. Drogi gdzieś się plątały, ale las sosnowy daje szansę na bieg na krechę. Ten odcinek pokonałem w 17 minut - na długich przelotach też tak trzeba było biegać :). 

   Podsumowując - ciekawa trasa (szczególnie pierwsza pętla), bardzo liczne mokradła, dość mocna obsada zawodów sprawiła, że nie nudziłem się - dzięki Igor Błachut. Muszę się nauczyć podejmować walkę o jak najlepszy czas w drugiej części trasy - mimo, iż nieco oszczędzałem się w pierwszej części trasy. Mój czas - jak na warunki pogodowe oraz w terenie nie jest taki zły. Stracić 50 minut do Janka Lenczowskiego - ujmy mi nie powinno przynosić. Czuję jednak pewien niedosyt, ale na szczęście jeszcze wiele maratonów na orientację przede mną. No i pokonałem w końcu Piotrka Kwitowskiego...
Podium w TP50
Podsumowanie:
Czas: 6:27
TP50, 25 punktów kontrolnych
Miejsce 4/25 (wśród mężczyzn)

Wyniki:
1. Jan Lenczowski 5:37
2. Mateusz Mioduszewski 5:37
3. Robert Kamela 6:06
4. Seba Wojciech 6:27
5. Piotr Kwitowski 6:36
6. Leszek Maliszewski 7:05
...
25. Zbych Brudło 7:56 (brak 12 PK)

piątek, 23 marca 2018

Poznaj Poznań Nocą 17-18 (Etap 4 - Malta, etap 5 - os. Piastowskie (7 II i 7 III 2018)


  Szósty - już - coroczny cykl Poznaj Poznań Nocą już za nami. Co roku stowarzyszenie Biegaj z Mapą organizuje 5-6 środowych biegów wieczornych na mapie w skali 1:4000 lub 1:5000. Do wyboru są cztery kategorie, w tym trzy sportowe. Nie są to może biegi wymagające kondycyjnie (choć trafiają perełki, np. bieg na Cytadeli), ale za to wymagające niebywałego refleksu czy umiejętności szybkiego czytania mapy do BnO wśród osiedli. 
   W lutym i w marcu odbyły się dwa sprinterskie biegi na orientację, tj. jeden w lesie na Malcie, zaś drugi na os. Piastowskim. 
    BnO na Malcie - do zapomnienia. Nie czułem się pewnie na tym terenie mając mapę w skali 1:5000. Do tej pory może dwa razy w mojej karierze biegałem na orientację wieczorem na mapie do BnO - swoją drogą zupełnie inny bieg niż nocne maratony na orientację. Brak doświadczenia zemścił się w tym biegu mimo, iż byłem nieco zmotywowany dobrym (a nawet bardzo dobrym) rezultatem z etapu 2 GP Hadesu w Nowej Wsi. Niemniej jednak nocne BnO i to na krótkim dystansie to co innego, niż godzinne BnO w porze dnia.
Przed startem
    Brak pewności siebie zemścił się już na PK1 - dotarłem do PK4 - nie wiem skąd ten błąd się wziął. Zamiast biec na azymut - na siłę szukałem ścieżki. Z PK4 docieram do PK1 i niestety startujący za mną Franek G. mnie dogania (tzn. już miał przewagę wobec mnie). 
Malta - Elita
    Na szczęście z kolejnymi punktami nie miałem już większych problemów, bowiem przy PK6 byłem czwarty z 5-sekundową stratą do Jacka G. To był dobry odcinek biegu z mojej strony, choć tam gdzieś w oddali widziałem Franka G. Niestety nie byłem w stanie zbliżyć się do niego. 


Start - PK4
    Niestety PK7 zdobywam jako ostatni zawodnik - najlepszy zdobywa ten punkt po 1 min i 12 sek., zaś ja dopiero po 3,5 minutach. Początkowo byłem w tym punkcie - lecz lampionu brak. Nie wiem dlaczego nie wszedłem do głębokiego obniżenia - do dziś zachodzę w głowę - dlaczego od razu założyłem, że nie jestem w tym miejscu co trzeba. Wszystko się zgadzało - niestety gdzieś na ziemi sobie leżał czytnik... Szkoda - przestałem już walczyć o dobry wynik. Strata była już nie do odrobienia. 
PK4 - PK11
    Do punktu 16 biegłem już dość swobodnie, co zaowocowało awansem z 14 miejsca na 8 miejsce i niestety przy PK17 znów miejsce miał potężny błąd. Znów ten punkt zdobywam jako ostatni zawodnik - dodatkowe 3,5 min straty do najlepszego. Biegłem po prostu w kierunku pd-wsch., zamiast pn.wsch. i szukanie korzenia drzewa nie w tym miejscu co trzeba. Nie zwróciłem uwagi nawet na to, iż byłem zbyt daleko od deptaku maltańskiego. Generalnie tragedia... Kompletnie nie byłem przygotowany na ten bieg. 

PK11 - PK16
    Na nadrobienie strat nie było już czasu - trzy bardzo duże błędy (w tym jeden nie do końca z mojej winy) zrobiło swoje i osiągnąłem bardzo słaby rezultat - ledwie 14 miejsce w elicie. Nie mogło być jednak inaczej, choć odegrałem się na sprinterskim biegu na orientację w Grodzisku Wlkp., który odbył się 17 II pokonując o 3 min. A.Bednarka. Uniknięcie karygodnych błędów pozwoliłoby mi zająć 4 miejsce i osiągnąć czas nieco ponad 27 minut. No cóż - niezbędne doświadczenie zdobyte i z pewnością zaprocentują w przyszłości.

PK16 - Meta

Mapa z pełnym trackiem mojego biegu
    Zawody wygrał F. Galla (tylko 25 min) pokonując Pawła J. oraz Jacka G.. Ja z kolei straciłem do Franka ponad 9 minut. Niestety nie był to zbyt dobry bieg z mojej strony - już przed startem w trakcie rozgrzewki czułem, że poruszam się po tym lesie jak mucha we mgle. 

Podsumowanie:
E4 Malta
3,5 km, 21 punktów kontrolnych
Czas: 34:23, miejsce 14/42

Wyniki:
1. Franciszek Galla 25:07
2. Paweł Jankowiak 25:43
3. Jacek Galla 26:49
4. Mikołaj Paterek 29:03
5. Artur Bednarek 29:52
6. Konrad Rochowski 30:05
...
14. Seba Wojciech 34:23
...
42. Tomasz Ławniczak NKL

    Miesiąc poźniej odbył się finałowy etap PPN na os. Piastowskim. Sensowne ulokowanie bloków osiedlowych pozwalał na bardzo szybki bieg, co było widać po wynikach z elity. Ja postanowiłem wybrać się na ten etap z córką w kat. początkujący (ze względu na nieco dłuższy dystans w odniesieniu do kat. OPEN). Spędziliśmy niemal 35 minut w terenie częściowo osiedlowym, zaś częściowo parkowym. Wystartowaliśmy dość wcześnie, bo w 5 min startowej - tak więc dość szybko byliśmy na mecie. 
W oczekiwaniu na start :)
    W zasadzie to tylko do PK1 biegliśmy, zaś pozostałe punkty zdobyliśmy w tempie spacerowym i na spokojnie zdobywaliśmy kolejne punkty. PK9 i PK11 zdobyliśmy jako 4-5 zawodnik :) Tak naprawdę, to nie o rywalizację chodziło.
Mapa dla kat. początkujący



Na mecie
   Na mecie nieco zmęczona Tynka pozowała do zdjęcia z chusta promującą Rajd Konwalii. Na mecie dla dzieciaków i nie tylko czekały słodkie i woda. Nie poczekaliśmy do zakończenia zawodów, jak również nie zdecydowałem się na bieg w kat. elita. Do domu wracaliśmy jednak w bardzo dobrych humorach :).Polecam tego typu zawody z dziećmi i to niekoniecznie w kat. OPEN. Orgowie napewno nie będą mieli za złe, gdyby któryś rodziców z dzieckiem zdecydował się na nieco trudniejszą kategorię - o ile nie rywalizuje o możliwie jak najwyższą lokatę :).
Pełna mapa z naniesionym trackiem spaceru z Tynką

Podsumowanie:
E5, os. Piastowskie
Początkujący, 2,4 km, 13 punktów kontrolnych
Czas: 34:28
Miejsce 8/14

poniedziałek, 12 marca 2018

GP Hadesu - Etap 3 Ligowiec (4 III 2018)


    Kolejny etap corocznego cyklu GP Hadesu odbył się w Ligowcu. Rzecz jasna nie mogło na tym etapie mnie nie być, choć młode lasy okraszone licznymi polankami ulokowanymi między torami kolejowymi zawsze będą budziły respekt nawet wśród najlepszych zawodników. 
   Rzecz jasna budowniczy trasy (na pewno tę trasę zbudował R.Nowak) nie mógł nie zaplanować w tymże lesie kilkunastu punktów po to, by nawet najlepsi zawodnicy mogliby się tam pogubić. Najdłuższa trasa liczyła aż 8,7 km (w linii prostej) oraz 29 punktów kontrolnych. Czekało zatem ponad 10 km porządnej orientacji w terenie. 
   W niedzielny dzień na trasę zaawansowaną zdecydowało się aż 59 zawodników, w tym wiele uznanych nazwisk w orientalnym światku (nie będę jednak podawał, bowiem każdy z biegaczy na orientację wie już o kim mowa). Dla takich zawodników jak ja, którzy ledwo przełamują 22 minuty na dystansie 5 km (i to na bieżni) dużym sukcesem stanowi pokonanie M.Plesińskiego, P.Golinowskiego, P.Jankowiaka czy Jacka bądź Franka Gallę. 
     Wiadomo, że biegi na orientację to zupełnie inny rodzaj biegu niż na przełaj. Dochodzi bowiem zbyt wiele zmiennych wpływających na końcowy wynik - znacznie więcej niż w przypadku biegania na przełaj. Dzięki odpowiednim treningom ze spokojem podchodzę do kolejnych zawodów na orientację mimo, iż kondycyjnie (a właściwie to szybkościowo) odbiegam istotnie od najlepszych zawodników. Wiem, że jestem w stanie pokonać trasę zaawansowaną w okolicach 6 min/km, co gwarantuje miejsce w pierwszej piątce w dowolnym etapie GP Hadesu i na razie to wystarczy. Nie ukrywam, że lubię kuć żelazo póki gorące i staram się dążyć do tego, by biegać jeszcze szybciej - ale to wymaga jednak czasu i odpowiedniej motywacji do treningów :)
   Startowałem w 60 minucie i goniłem bezpośrednio M.Hoffmanna, lecz uciekałem od P.Gładysiaka czy P.Zamiarę oraz Oli Hornik. Nie na tym jednak skupiłem główną uwagę, lecz na popełnieniu możliwie jak najmniej błedów technicznych w młodym lesie okraszony licznymi polankami. To było dla mnie najistotniejsze, bowiem w tym miejscu padają główne rostrzygnięcia wpływające na końcowy wynik.
Mapa - Zaawansowana
   Nie od dziś wiadomo, że bardzo ważne jest odpowiednio szybkie zdobycie pierwszego punktu. Na szczęście było na czym się oprzeć atak na PK1 - przy ścieżce był korzeń drzewa zaznaczony również na mapie. Punkt zdobyty jako drugi zawodnik - to dobry prognostyk
Start - PK1
     Małe problemy pojawiły się atakując PK3 - jako punkt do ataku wybrałem kamienisty dołek - niestety trafiłem na właściwy korzeń drzewa - lecz brak punktu. Straciłem tam około 1 minuty i spadłem na 9 miejsce. Okazało się, że punkt był niewłaściwie rozstawiony i był dość selektywny. Na czoło wysunął się Paweł J., zaś ja traciłem do niego ponad minutę.Na szczęście to był w zasadzie jedyny poważny błąd - o ile można to nazwać błędem z mojej strony w tym biegu.
Międzyczasy: S-PK3
   Kolejne trzy punkty, to długie przeloty i o dziwo nie traciłem tam do najlepszych. PK4 zdobyty jako trzeci zawodnik - był bardzo dobrze ukryty (w zasadzie pod korzeniem drzewa :)). PK5 również zdobyłem jako trzeci zawodnik. Nieco gorzej poszło mi z PK6, bowiem do Pawła J. straciłem minutę, ale tak to już bywa, gdy biegam od Pawła J. czy Darka K. gorzej o ok. 1 min/km. Niemniej jednak w PK6 byłem już czwarty, a więc zgodnie z moimi oczekiwaniami. Niestety strata do najlepszego zwiększyła się o 3 minuty, choć najlepsze dopiero przed nami :)
Międzyczasy: S-PK6
    Kolejne punkty nie były może aż tak trudne - nie wymagały dużych umiejętności technicznych i do PK12 kolejność zawodników nie uległa w zasadzie zmianie. Nadal byłem czwarty i zdołałem utrzymać stratę do Pawła J., tj. 3 minut.
Część I biegu w Ligowcu
   W punkcie 12 nastąpiła zmiana mapy i oczywiście w tymże punkcie czekał Remik N. z aparatem. Napierający wraz z Mateuszem H. (a właściwie pozytywnie rywalizujący między sobą) nie było czasu na ustawienie odpowiedniej pozy zdjęciowej :) Miałem bowiem o co walczyć i czułem, że zabawa dopiero się zaczyna, tj. w poszukiwanie punktów w młodym lesie z licznymi polankami. 
Międzyczasy: S-PK12

Wyglądam już dużo lepiej niż kilka lat temu :)
    Punkt 13 i już nastąpiło przetasowanie w czołowych miejscach  - Paweł J. popełnia bardzo duży błąd techniczny przeznaczając ponad 8 minut na poszukiwanie tegoż punktu. Warto podkreślić, że w zdobyciu tego punktu - poważne błędy techniczne popełnili aż połowa zawodników. Nie sądziłem, że zmiana mapy aż tak wpłynie na wyniki, ale na szczęście z korzyścią dla mnie - wysuwam się na 3 miejsce ze stratą 80 sekund do D. Konarczaka. Kilka lat temu do tego zawodnika traciłem na spokojnie ponad 20 minut. 
Międzyczasy PK12-PK19 
    PK14 - PK19 zdobyte bez większych wtop, choć zbyt duża liczba zawodników w okolicach PK18 i PK19 troszkę mnie zdekncentrowała. Na szczęście przy PK19 na widoku był M.Hoffmann i robiłem wszystko, by nie uciekł ode mnie za daleko (tracił do mnie zaledwie minutę). Za mną jednak wielu zawodników, aczkolwiek start interwałowy ma to do siebie, że nie musisz się przejmować zanadto zawodnikami, którzy wcześniej startowali. Przy PK16 i PK17 byłem nawet pierwszy, biegłem tam jak natchniony, zaś punkty dość gładko mi weszły. Zbyt piekne to było, więc nieco gorzej mi poszło z PK18 i PK19. Niemniej jednak koniec trudnych punktów ulokowanych w młodym lesie z licznymi polankami i jestem trzeci.
Część II biegu w Ligowcu

    Przy PK20 błąd popełnił F. Galla i wysuwam się na 2 miejsce ze stratą zaledwie 20 sekund do D.Konarczaka. Nie jestem w stanie nawiązać z nim walki, bowiem gdzieś w połowie przelotu między PK22 a PK23 musiałem przystanąć, by nabrać oddechu. Tempo na poziomie 5:30 min/km mając na nogach ponad 7 km i do tego w dość gęsto zarośniętym lesie przekroczyło moje możliwości kondycyjne. Na szczęście za mną biegł A. Fliszkiewicz, co dało mi pozytywnego kopa (podobnie jak w poprzednim etapie). I w trójkę - wraz z Mateuszem H. - zdobywamy punkt 24. Zdołałem mimo wszystko utrzymać bardzo dobre drugie miejsce ze stratą 80 sekund do Darka K. Nie miałem argumentów, by pokonać tak klasowego zawodnika. Byłem i nadal jestem zbyt słaby kondycyjnie (a może szybkościowo) do niego. Na szczęście do trzeciego zawodnika miałem 40-sekundową przewagę. To nie był jeszcze koniec zawodów, bowiem do mety jeszcze pięć punktów i ponad 2 km. Przy PK25 coś się dzieje z M. Hoffmannem i nie zdołał utrzymać wysokiego tempa do końca. Zostałem sam wraz z Arturem F. 
Międzyczasy: PK19 - PK24
    Przy PK25-PK28 wyraźnie osłabłem, choć w dalszym ciągu utrzymałem 2 miejsce dzięki błędowi Franka G. przy PK28 - nie był tak jednoznacznie ulokowany. Być może niepotrzebnie biegłem przez krzaczory czy zarośnięty ("brudny") las zamiast ścieżką, ale najważniejsze, że zdołałem zająć miejsce w czołówce. Końcówka - to już walka o jak najlepszy czas, choć Franek G. również walczył :) Nie zdołał mnie jednak wypchnąć na 3 pozycję. 
Międzyczasy PK24 - Meta
    Nie ukrywam, że był to bardzo dobry bieg z mojej strony i jestem zadowolony z końcowego wyniku. Przegrać z Darkiem K. w żaden sposób ujmy mi nie przynosi. Zdołałem pokonać naprawdę bardzo dobrych orientalistów i mnie bardzo cieszy. Kolejne zawody dopiero pod koniec kwietnia w Mechowie i rzecz jasna nie opuszczę tych zawodów, by nie popełnić błędu z zeszłego roku, gdzie w wyniku splotu niesprzyjających warunków wylądowałem na 4 miejscu w generalce. W tym roku może być jednak bardzo, ale to bardzo ciężko zająć miejsce w pierwszej trójce w generalce. 
Mapa z naniesionym trackiem z mojego biegu
Podsumowując:
Zaawansowana, 8,7 km
29 punktów kontrolnych
Czas: 60:31, miejsce: 2/59

Wyniki:
1. Darek Konarczak 58:04
2. Seba Wojciech 60:31
3. Franciszek Galla 60:53
4. Paweł Golinowski 62:00
5. Marcin Gaczyński 62:06
6. Mateusz Hoffmann 64:14
...
59. Piotr Łosiński NKL

wtorek, 27 lutego 2018

Rajd Liczyrzepy - Krośnice (24 II 2018)


   Druga edycja zimowego Rajdu Liczyrzepy zorganizowana przez KS Artemis odbyła się w okolicach Krośnic (koło Milicza), a więc na terenie "nizinnym" w odniesieniu do zeszłorocznej edycji Rajdu Liczyrzepy w Białym Kościele. 
   W tym roku obowiązywał rogaining 8h - innymi słowy masz nazbierać jak najwięcej punktów (najlepiej najbardziej wartościowe) i wrócić na metę w ciągu 8h. Każdy punkt cechował się wagą od 10 do 90 punktów, zaś minuta spóźnienia na metę kosztował 10 punktów kary. Oznacza to, że spóźnienie na metę o 9 minut kosztuje tyle samo, co zdobycie punktu na krańcach mapy dostarczonej przez organizatorów rajdu w skali 1:50000. 

   Punktów do zdobycia było 1790, zaś najlepszy w kat. TP50 zdobył 1350 punktów (a właściwie, to 1360 punktów, bowiem spóźnił się na metę o 1 minutę). Mi przypadła 7 lokata z powodu 12-minutowego spóźnienia się na metę, bowiem zdobyłem 1100 punktów. Gdybym przybiegł na metę o 2 minuty szybciej - zająłbym 5 miejsce, zaś zmieszczenie się w limicie - 2 miejsce. Jest co żałować, bowiem 12 minut to naprawdę niewiele - wystarczyło nieco szybciej znaleźć punkt 73 czy też nie robić 2-3 minutowych przerw w okolicach dwóch punktów kontrolnych czy też nieco inaczej rozegrać taktycznie wschodnio-południową część mapy. Takie gdybania, to już musztarda po obiedzie :)
Mapa z moim przebiegiem wraz z lepszym wariantem w części pd-wsch. mapy
Start - 12-31-57-62-38-37-44-Mapa OS 
12,5 km, 1:24, 6:43 min/km
    Na około 20 minut otrzymaliśmy mapy i or razu narzuciła się niejednoznaczna kolejność zdobywania punktów. Uznałem, że za wszelką cenę w miarę na początku zdobyć punkty z BnO, zaś na koniec zostawić punkty położone w okolicach stawów. Warunki pogodowe były typowe na zimę - 6,5-stopniowy mróz, zaś podłoże twarde jak beton, co bardzo obciążało moje ścięgna Achillesa. 
     Zanim wszedłem w mapę OS - miałem za sobą dość fajne tempo biegu - średnio 6:43 min/km. Jedynie z PK12 oraz PK57 miałem lekkie problemy o koszcie 1-2 min. Przy mapie 1:50000 bardzo ciężko jednoznacznie na azymut trafić w punkty kontrolne. Podobało mi się to, że przez większą część trasy byłem sam - od czasu do czasu widząc niewielu konkurentów - głównie W. Prozorowskiego. 


Mapa OS - 25-24-21-59-22-33-36 
16,9 km 1:58, 6:59 min/km
   Punkty na mapie BnO zdobyte w 34,5 minuty - a więc na spokojnie i bez szaleństw. Delikatny błąd popełniłem przy 21 z powodu zbyt gęstego lasu, jak również przy PK36 z powodu rozwidlenia rowów. Niemniej jednak straty czasowe były niewielkie i niemal 17 km pokonane ze średnią prędkością poniżej 7 min/km - a więc lepiej niż na Śnieżnych Konwaliach. 

Wyjście z mapy OS - 92 - 52 - 55 - 61 
28,4 km, 3:29, 7:22 min/km
    Wyjście z mapy oraz wejście do Parku Krajobrazowego Dolina Baryczy z multum znaków zakazu wejścia z powodu wycinki - ile można wycinać te lasy... Zignorowałem te zakazy, bowiem założyłem, że rajd Liczyrzepy posiada stosowną zgodę od Nadleśnictwa. Na pierwszy strzał PK92 - o dziwo łatwo zdobyty - bardzo pomogły wysokie górki oraz charakterystyczne granice kultur. Miałem za sobą 20,2 km z czasem 2h 22 min oraz 530 punktów. Przede mną trzy leśne punkty o wartości 50, 50 i 60 punktów zdobyte dość łatwo i na spokojnie - tempo biegu coraz wolniejsze, ale nadal dla mnie przyjemne. Początkowo planowałem po PK52 zdobyć wschodni punkt 54, ale skusił mnie bardzo łatwy przebieg do PK61. Bieganie oraz nawigacja na mapie 1:50000 nie jest jednak taką prostą sprawą...
61 - 41 - 93
33,9 km 4:25, 7:49 min/km
    Przekonałem się w trakcie przebiegu do PK41 - miałem nadzieję, że gdzieś obok rzeki będzie jakaś ścieżka - były co prawda, ale typowe dla myśliwych czy wędkarzy. Zmęczenie powoli daje mi we znaki, jak również słabną motywacja. Zawsze między 3 a 4 godziną odczuwam największe kryzysy w aspekcie motywacji do dalszego biegania. Tutaj dogania mnie W.Prozorowski - ale na szczęście nie zwracam na ten fakt uwagi - to nie jest bieg liniowy, więc nie muszę się z nim ścigać czy zwiększyć tempo biegu. Wiem, że jestem w stanie go pokonać - ale najważniejsze dla mnie było to, by uzyskać możliwie jak najwięcej punktów. Troszkę zamotwałem się przy PK93 - z powodu błędnie wybranej ścieżki, choć widziałem ambonę - postanowiłem poszukać innej ambony - tutaj niepotrzebnie straciłem cenne 5-8 minut... Z pewnością to zaważyło na moim końcowym wyniku.
93 - 71 - 34 
39,7 km, 5:12
    Teraz czas na zdobycie punktów w górę od PK93, tj. 71 i 34. Nie było łatwo zejść z PK93 - pełno było ogrodzeń w okolicach 300-500 metrów od zabudowań. Na szczęście była jakaś ścieżka skierowana do drogi asfaltowej, co spowodowało, że do PK71 nie biegłem sam - był też W.Prozorowski, który na szczęście dla mnie wybrał inny punkt niż 34 - a może się mylę. PK34 był dośc prosty nawigacyjnie, choć trzeba było tam nieco uważać, bo wiele tam było ścieżek... Punktów miałem już 910...

34 - 58 - 47 - 26 
44,3 km, 5:53, 7:58 min/km
   Niemal 40 km za sobą oraz 2h 45 min - dalszy wybór był oczywisty - punkty na wschód o wartości 50, 40 i 20.  Nie ma co się rozpisywać nad tymi punktami  - szybko zdobyte i po niemal 6h miałem już 1020 punktów. W tym momencie mogłem na spokojnie zastanowić się nad dalszym wariantem - wydawało mi się, że na spokojnie zdobywając punkty ulokowane na południe  - dotrę na metę z czasem poniżej 8h. Plan był bardzo ambitny - najpierw PK73, 81,35,56,43,29,15 i 42 - co dało 1350 punktów, a więc niepowtarzalna szansa na pokonanie M.Jędroszkowiaka (jak by się okazało). Ten plan był zbyt ambitny i już zdobywają PK73 czułem, że mogę nie zdążyć. 

26 - 73 - 81 - 35 - 11 - okolice 43
55 km, 7:35, 8:16 min/km
   PK73 - po niemałych problemach zdobyty w 28 min (o kilka minut za długo) - do końca 109 minut. Punkt 81 w 25 minut - do końca 84 minuty - w tym momencie zapominam o PK56 i siłą rzeczy po PK35 będę musiał wziąć mało wartościowy punkt 11. Po zdobyciu PK35 zostało mi już tylko 64 minuty. Został mi PK11 i w tym momencie powinienem wrócić na metę - miałbym 1210 punktów i 2 miejsce. Niestety wybrałem trudniejszy wariant przez zarośnięte bezdroża... 
   
okolice 43 - 15 - Meta
60,1 km, 8:12, 8:11 min/km
   W pewnym momencie byłem bardzo blisko PK43 - czasu było już tak mało, że myślami byłem tylko przy mecie. Trzeba było zdobyć PK43, a potem PK29 i na metę, zamiast wybrać długi przelot do PK15 - bez sensu, ale takie są już uroki rogainingu - tutaj decydował brak doświadczenia. Ostatnia godzina biegu - tylko 20 punktów i do tego 120 punktów kary - tragedia...
    Kompletny brak taktyki w końcówce zawodów, co zaowocowało spadkiem na 7 miejsce. Tyle kosztują kary za spóźnienie...

Podsumowując:
Rogaining, 8h
60,09 km, 8:12
Miejsce: 7/41

   Zawody wygrał M. Jędroszkowiak - zgodnie z przewidywaniami, zaś drugie miejsce przypadło Sławkowi Sz. a trzecie miejsce - Pawłowi M. Kondycyjnie było całkiem ok, zaś pierwsze sześć godzin napierania - bardzo dobrze w przeciwieństwie do ostatnich dwóch godzin, gdzie kompletny brak sensownej strategii decydował o słabym dla mnie końcowym wyniku. Mierzyłem nieco wyżej - znów pozostaje mi zacisnąć zęby i poszukać kolejnej szansy w kolejnym rajdzie na orientację.
  Na koniec kilka ciepłych słów dla orgów - baza w Schronisku, pyszne jedzenie (dawno nie jadłem wypasionego żurka), piwo, chleb ze smalcem, zacna i ciekawa trasa (mimo tylko jednego OS - ale zawsze coś). W maju zapewne przyjadę z małżonką, zaś kolejny rewanż za rok (muszę w końcu zaliczyć miejsce na podium podobnie jak w Grassorze :)).

Wyniki:
1. Michał Jędroszkowiak 1350 p. (8:01, 10 p. kary)
2. Sławomir Szczepański 1200 p. (7:40)
3. Paweł Majcher 1190 p. (7:31)
4. Wiesław Prozorowski 1180 p. (8:01, 10 p. kary)
5. Jan Parzybut 1110 p. (7:56)
6. Borys Binkowski 1110 p. (7:52)
7. Seba Wojciech 1100 p. (8:12, 120 p.kary)
...
41.Sylwester Jagodziński 460 p.(7:45)
41. Barbara Wysocka 460 p. (7:45)

poniedziałek, 26 lutego 2018

Chyże BnO - Grodzisk Wielkopolski Nocą (17 II 2018)


    Trzeci sezon Chyże BnO w okolicach Nowego Tomyśla (z grubsza rzecz biorąc) rozpoczął się w Nowym Tomyślu jako bieg sprinterski, zaś zwycięzcą został M. Gaczyński. Miesiąc później odbył się drugi bieg sprinterski (przedłużony) w Grodzisku Wielkopolskim - oczywiście "nocą", który padł moim łupem :).
   Do wyboru były dwie kategorie sportowe - elita i krótka. W kat. elita startowało 19 zawodników na mapie do BnO w skali 1:4000 - swoją drogą kawał dobrej roboty ze strony Pawła Jankowiaka (orga zawodów). Na początku zawodów - wspólne zdjęcie :)

   Obsada zawodów może nie była tak silna, jak np. w Poznaj Poznań Nocą - ale chęć udziału zgłosiło wielu uznanych orientalistów w "poznańskim" światku. W tych zawodach zamiast systemu Sportident - były manualne perforatory (bez lampionów), co stanowiło dodatkową trudność. Punktów kontrolnych było 29, zaś optymalny wariant mierzył 7,6 km. Przy takich warunkach szacowałem, że czas zwycięzcy będzie oscylował się wokół 40 minut - około 5 sekund przy każdym punkcie trzeba spędzić - a więc na moje możliwości. Czułem, że moje średnie tempo będzie oscylowało wokół 5:20 min/km i nie pomyliłem się. Dodatkową trudnością w tym biegu były tereny zamalowane kolorem oliwkowym, jak również zakreskowane na czerwono drogi, których nie można przekroczyć. 

    Bardzo lubię biegi sprinterskie i nie spodziewałem się, że tak łatwo pokonam Artura B. (z reguły osiągamy dość podobne czasy, choć na przełaj jest ode mnie lepszy o około 15 sekund na 1 km :)). Nie biegam może zbyt szybko - patrz poniższy rysunek - z PK1 do PK2 przebiegłem z tempem na poziomie 5:45 min.km, zaś Artur o 1 min/km szybciej ode mnie czy też Mateusz F. - dużą różnicę robi jednak wybór wariantu - wybrałem najkrótszy :)

   Inny przykład - przebieg z PK4 do PK5 - znów wolniej od Artura B. i Mateusza F. - ale najkrótszy wariant przebiegu zrobił swoje - pokonałem tę odległość w 61 sekund, wobec 75 sekund Artura oraz 78 sekund Mateusza. 

   Prowadzenie objąłem przy PK8 - mając za sobą 2,08 km w 11 min i 40 sekund. Artur miał za sobą już 2,44 km, zaś Mateusz F. - 2,36 km. Byłem więc przeciętnie o 40 sekund na km wolniejszy do Artura. Zabawa jednak dopiero się zaczyna, bowiem w BnO liczy się nie tylko szybkość, lecz również uniknięcie błędów. W PK16 zameldowałem się po 22 minutach i miałem ponad 1,5 min przewagę do bezpośrednich konkurentów. 
    W punkcie 16 nastąpiła wymiana karty startowej, zaś w PK18 moja przewaga wobec Artura i Mateusza wzrosła do 2 min. Druga część trasy była dla mnie łatwiejsza i z punktu do punktu zwiększyłem przewagę wobec konkurencji. Artura zdołałem dogonić w okolicy PK24 (startował 3 min przede mną) i w zasadzie razem dobiegliśmy do mety. Wygrać z nim z taką przewagą i to w sprincie traktuję jako osobisty sukces :) Przyjemnie pokonać zawodników, którzy w normalnych biegach ulicznych zjedliby mnie w ramach przystawki.
   Drugą część trasy pokonałem w niemal 19 minutach, co pozwoliło całą trasę pokonać w niemal 41 minut - więc zgodnie z moimi przypuszczeniami. 
   Mistrzem zachodniej Wielkopolski w biegu sprinterskim został Mateusz F. pokonując Pawła W. i Marka F. Szkoda tylko, że udział w Chyże BnO bierze udział umiarkowana liczba zawodników, bowiem warto czasem wyjechać na zawody nieco dalej niż Poznań, bowiem poziom trasy nie odbiega od poziomu PPN czy GP Hades - a często jest nawet nieco wyższy. 

Podsumowując:
7,6 km, 29 punktów kontrolnych
Miejsce: 1/19

Wyniki: