środa, 31 października 2018

XXV Mistrzostwa Pomorza i Kujaw w Biegu na Orientację - Etap 11, 13 i 14 - Balczewo, Złocieniec


   W tym roku nieco większą uwagę skupiam się na biegach na orientację - kosztem maratonów na orientację. W tym roku nie tylko biegałem po podpoznańskich lasach, lecz również wyściubiłem noc poza woj. wielkopolskie. Na koniec sezonu przypadają różnego rodzaju mistrzostwa w skali województwa. Postanowiłem wziąć udział w BnO w Balczewie (koło Inowrocławia), jak również w Złocieńcu (woj. zachodniopomorskie) czy też w Strychach (woj. lubuskie).
    Na stronie Kujawsko-Pomorskiego Okręgoweo Związku Orientacji Sportowej widnieje lista zawodów na orientację, które odbywają się w woj. kujawsko-pomorskim, pomorskim czy zachodnio-pomorskim. Wcześniej planowałem wziąć udział w zawodach w Choszcznie.Niemniej jednak debiut zaliczyłem w Balczewie 2 - zawody w ramach 11 etapu, choć każdy z nich był organizowany przez różnych organizatorów. Impreza ta była wspólna z imprezą Pieczonego Ziemniaka. Wpisowe niskie, kiełbaska, ciasto, napój na mecie - fajne to było :) Trasa była dość łatwa nawigacyjnie i dość szybka mimo jasnozielonego koloru terenów leśnych na mapie. Punktów kontrolnych było 13, zaś mi przydzieli ostatnią minutę - przypadek (?). Goniłem bezpośrednio A.Kujdę, który już przy PK1 popełnił błąd nawigacyjny o koszcie 1 minuty. 
Mapa - Balczewo 2
    Zdobyć możliwie jak najszybciej cztery PK, dogonić A.Kujdę i możliwie nie spuścić go z oka do mety. Plan prosty - aż za banalny. Pierwsze dwa postanowienia zrealizowane. Dwa błędy popełnione przy PK5 (niewielki) oraz PK6 (większy) spowodowało, że musiałem gonić rywala w PK7 - na szczęście szybko go dogoniłem i praktycznie do końca trasy biegliśmy "razem" - dzięki temu wygrałem z nim o ponad 3 minuty. 
Mapa z naniesionym trackiem z mojego biegu
   Przed biegiem miałem małe obawy co do mojego występu. Rozgrzewkę miałem konkretną - na ponad godzinę. Nie po to się jedzie do okolic Inowrocławia/Kruszwicy, by pobiegać przez zaledwie 45 minut :) Medal i dyplom w domu, wrażenia fajne, no i po raz drugi mam dobre wspomnienia z tego terenu. Wcześniej odbył się tam Azymut Orient w Kruszwicy. 

Podsumowanie etapu 11:
M35/40; 6,4 km
13 punktów kontrolnych
Czas: 44:33
Miejsce: 1/9

Wyniki:
1. Seba Wojciech 44:33
2. Arkadiusz Kujda 47:48
3. Tomasz Duda 53:20
4. Łukasz Jakielaszek 54:17
5. Krzysztof Fujarski 57:12
6. Daniel Bałdyga 61:16
..
9. Paweł Niżewski NKL

   Pod koniec października odbyły się mistrzostwa woj. zachodniopomorskiego w sprincie i na dystansie średnim. Oczywiście w tym samym dniu odbyły się także mistrzostwa woj. lubuskiego na dystansie klasycznym. Byłem na wszystkich zawodach wraz z Pawłem J. Zaliczyłem ponadto dwa treningi (w tym jeden nocny), więc satysfakcja była podobna w odniesieniu do satysfakcji jakie osiągam po dobrym biegu w TP50. 
    Sprinterem zdecydowanie nie jestem, ale mój bieg wystarczył do zajęcia 2 miejsca. Przegrałem z Sz. Fiedorowiczem o jedyne 9 sekund. Za długo spędziłem przy PK9 - drzewko. Biegłem szybciej niż myślałem. Do tego słaby chip - dość długo odczytywał na poszczególnych stacjach SI. Niemniej jednak do sprinterów zdecydowanie nie należę, zaś przeciętne tempo na poziomie 4:50 min/km na takim terenie muszę uznać jako sukces. Szybciej na orientację do tej pory jeszcze nie biegłem. 
Mapa - os. Czaplineckie (sprint)
    Muszę zaznaczyć, że tę trasę raczej pobiegłbym szybciej, gdyby nie to, że w tym samym dniu wziąłem udział w klasyku mistrzostw woj. lubuskiego - przebiegłem ponad 11,5 km. Trasa była krótka i bardzo szybka. Około 2,55 km i czas 12:01 z19 punktami kontrolnymi. Na razie nie mam żadnego porównania, bowiem pierwszy raz od wielu lat przebiegłem sprint na zawodach w ciągu dnia. W Poznaniu w zasadzie nie są organizowane sprinty w ciągu dnia - a szkoda, choć nocne sprinty są znacznie bardziej ciekawe :)
Dyplom i medal za 2 miejsce w spirncie
Dekoracja w kat. M i K 35/40 - Sprint
Podsumowanie etapu 12 (Mistrzostwa woj. zachodniopomorskiego w Sprincie):
M35/40; 2,4 km
19 punktów kontrolnych
Czas: 12:01
Miejsce: 2/7

Wyniki:
1. Szczepan Fiedorowicz 11:52
2. Seba Wojciech 12:01
3. Arkadiusz Kujda 12:20
4. Daniel Bałdyga 12:21
5. Tomasz Warchulski 13:21
6. Łukasz Włodarczyk 13:52
7. Tomasz Duda 15:19

    Dzień później bieg na dystansie średnim w Budowie - bardzo lubię takie dystanse, choć najwięcej nerwów tam tracę. Popełniłem w tym biegu naprawdę sporo błędów, choć po części wynikały z mało dokładnej mapy przy PK1 i PK4. Tam straciłem łącznie 3 minuty - niepotrzebne. Przy PK4 wcześniej było również obniżenie oraz ścieżka - była zaznaczona na starej mapie Budów, lecz nie na nowej - ciekawe :). Do tego brak PK7 w terenie - był w innym miejscu ustawiony. Nie traciłem tam jednak czasu, lecz dalej biegłem, tzn do PK8. Takiego postępowania nauczyła mnie Szaga w lipcu, gdzie jednego punktu szukałem przez niemal 80 minut. Tym razem żadnego szukania punktu, ktorego nie ma :).Błąd popełniłem także przy PK11 - około 1,5 minuty. Muszę być czujny - nawet przy łatwych przelotach i nie panikować niepotrzebnie. Wystarczyło jednak do zwycięstwa na tym dystansie, choć wiele w tym biegu bym poprawił. 
Mapa Budów 2 - dystans średni
   Zwycięstwo na tym dystansie mnie cieszy, choć mój bieg nie wystarczy raczej na zajęcie wysokiego miejsca na mistrzostwach Polski. Zabrakło czujności - tym bardziej, że punkty były położone obok miejsc konstrukcyjnych (np. suchy rów, ścieżka czy górki). Na początek dobre i to, bo jeszcze kilka lat temu osiągałem takie wyniki, że aż mi wstyd. Niemniej jednak regularne treningi oraz dość regularny udział w zawodach robią swoje - bo przecież nie można po kilkunastu latach przerwy zapomnieć nagle biegania na orientację. 
Dyplom i medal na średnim dystansie

Dekoracja w kat. M i K 35/40

Podsumowanie etapu 13 (Mistrzostwa woj. zachodniopomorskiego na dystansie średnim)
M35/40; 4,6 km
16 punktów kontrolnych
Miejsce: 1/5

Wyniki:
1. Seba Wojciech 36:18
2.  Daniel Bałdyga 38:30
3. Tomasz Duda 44:25
4. Łukasz Włodarczyk 59:50
5.  Tomasz Warchulski 83:08

piątek, 26 października 2018

Oriento Expresso - Porażyn (15 IX 2018)


    Jak już wspomniałem w zeszłym roku - dla mnie wrzesień bez Oriento Expresso, to tak jak orientalista bez kompasu (choć biegać na orientację bez kmpasu również sie da). W tym roku po raz kolejny (choć nie co roku) orgowie rajdu wybrali Porażyn jako bazę zawodów.
    Dojazd do bazy był banalnie prosty, więc na spokojnie odebraliśmy pakiety startowe i z niemałym spokojem oczekiwaliśmy na start. O dziwo kategoria rodzinna była sowicie obstawiona - aż 25 drużyn. Z tego głównie jest znane Oriento Expresso - trasy są bardzo przyjazne dla rodzin z dziećmi, choć nie bez wpływu na taki stan rzeczy ma korzystny termin zawodów. 
    Start odbył się na polanie tuż obok Pałacu w Porażynie i nie usłyszeliśmy komendy startu. Z lekkim opóźnieniem wystartowaliśmy z mapą "quasi" do BnO - choć wolę takie mapy niż mapę w skali 1:50 000. Na trasie było 10 punktów kontrolnych z darami lasu dla dzieci - bardzo motywujące :) 
Mapa TP10 - Oriento Expresso
    Najbliższy punkt znajdował się tuż przy krańcu polany i był na widoku z miejsca startu - ledwo nadążaliśmy za Tynką :) Punkt J po piorunującym starcie z jej strony zdobyty i oczywiście torebko-plecaczek jako dar lasu - to mnie akurat nie zdziwiło, bowiem było gdzie włożyć kolejne dary lasu. Dookoła pełno znajomych twarzy z wielu rajdach na orientację (w tym także z mojej Wilgi Orient). Wiadomo - uśmiechy, pogaduszki czy witanka ;) Po to właśnie się jedzie na tego typu zawody, by nacieszyć się wśród orientalistów (który w Polsce nadal jest sportem "prawie" niszowym i oby tak zostało). 
Rodzinnie na świeżym powietrzu - z PK B
    Jeśli chodzi o trasę w kat. TP10 - to była dostosowana do możliwości kondycyjnych dzieci. Może dwa razy przedzieraliśmy się przez las (nie był dość gęsty). Obyło się bez większych błędów nawigacyjnych, choć kilkoro rodzin za wcześnie rozpoczęło poszukiwanie punktu F - na pawym dolnym rogu poniższej mapy. Ten punkt był zdecydowanie najtrudniejszy :)
Mapa z naniesionym trackiem w kat. TP10
    Trasę pokonaliśmy w około 150 minut. Tynka coraz starsza, więc nie trzeba było tak często nosić ją na rękach czy na plecach. No i pokonany czas na trasie TP10 coraz lepszy - w efekcie zajęliśmy wysokie 5 miejsce :) Pierwsza trójka poza zasięgiem, choć myślę, że za kilka lat staniemy na podium ;) Zresztą do tej pory nigdy nie stanąłem na podium w Oriento Expresso. Na mecie zastanawiałem się na startem poza konkursem w kat. TP25, bowiem ognisko było planowane na godz. 14. Rodzinka nie chciała jednak czekać 1,5 h na ognisko. Niemniej jednak pomysł zacny, choć odczuliśmy mały niedosyt zbyt krótkiej trasy, choć zaznaczam, że była optymalna pod względem długości czy liczby punktów kontrolnych. Mysleliśmy, że pokonanie trasy rodzinnej zajmie nam więcej czasu. 
Na mecie zastanawiałem się czy nie wziąć udziału w TP25 (poza konkursem)
Podsumowując:
TP10, rodzinna (wg endomondo ~12 km)
10 punktów kontrolnych
Czas: 2:27
Miejsce: 5/25

Wyniki:
1. Głądko Biegamy 1:28
2. Brunoteam 1:36
3. Super Marchewki 1:40
4. Gluton 2:24
5. Wilga Orient 2:27
6. Młyn Papiernia 2:29
...
25. Oriento Expresso Team (5 PK) 1:46

środa, 26 września 2018

3 Rajd Koziołka - Rogoziniec (1 IX 2018)


    Udział w tym rajdzie było tylko kwestią czasu, choć sam się zastanawiam dlaczego mnie nie było w poprzednich dwóch edycjach. Tereny położone w woj. lubuskim aż się proszą o organizację rajdów/zawodów. Orgowie rajdu (M.Pych i R. Kucharski) wybrali teren zawodów ulokowany w nieopodal miejscowości Rogoziniec - swoją drogą kuszące do biegania na orientację i to jeszcze w pozostałościach po I wojnie światowej. 
   Lista startowa TP15 pęczniała od dobrych zawodników z faworytem P.Jankowiakiem na czele. Niby lokalne zawody, ale każdego zawodnika należy szanować. Ile to już razy przegrałem z teoretycznie słabszymi zawodnikami z powodu braku koncentracji. Tym razem sprężyłem się i poważnie potraktowałem te zawody. O ile nie liczyłem na pokonanie Pawła J., to pozostali zawodnicy byli w moim zasięgu. Na moje szczęście Paweł J. wybrał taki sam wariant przebiegu co ja - przez to miałem szansę kontrolowania mojej pozycji. W naszym kierunku biegli również M.Dolatowski (tak, to ten w krótkich spodenkach) oraz P. Szarlik, zaś w przeciwnym kierunku - B. Małecki oraz M.Kramski. Miałem w miarę ładny przegląd sytuacji, choć początkowo nie wiedziałem ilu zawodników wybrało przeciwny kierunek. O ile przegrana z Pawłem była oczywista, to wystarczy przegrać z jakąś parą i zajmuję 4 miejsce.Oczywiście początkowo nie kalkulowałem, lecz myślałem jedynie o tym, by możliwie jak najlepiej przebiec całą trasę, która była bardzo ciekawa, choć dość płaska.
W trakcie odebrania pakietu startowego
    Już PK4 sprawił trudności wielu zawodników. Instynkt stadny zrobił swoje - leciałem za Pawłem J. i bodajże P.Stachowiakiem. Niestety mapa średnio zgadzała się z mapą - czułem, że jesteśmy zbyt głęboko na południe. Szybka (w miarę) korekta i punkt znaleziony - Paweł nieco później. Objąłem prowadzenie - pytanie na jak długo :)
S-PK4-PK7
    Ogrodzenie przy strzelnicy (w PK9) spowodował, że Paweł dogonił mnie, zaś wychodząc z tego punktu widzimy Marka D. i Przemka Sz. - przyspieszam, choć raczej starałem się nie zgubić Pawła z pola widzenia. PK11 i PK6 zdobyty niemal wspólnie i widzę, że na dobre uciekliśmy konkurentom.
PK7-PK9-PK11-PK6
     W trakcie dogbiegu do PK1 - Paweł wybrał zły azymut. Zyskuję około 2 minuty i mając tego świadomość - kolejne 2 km przyspieszyłem o około 20-30 sekund na km (biegłem 5:10 min/km). Skoro pojawia się taka szansa, to czemu jej nie wykorzystać. Myślałem jedynie o tym, by nie popełnić błędu nawigacyjnego. 
PK6-PK1-PK5(PK3)
    Z tyłu nie widzę nikogo - pokonując przejście dla zwierząt widzę konkurencję z naprzeciwka - B.Małeckiego i M.Kramskiego - trzeba będzie ich pokonać, by stanąć na podium. Mam za sobą 7 PK - w tym dwa dość trudne punkty oraz 42 minuty napierania - czyli półmetek. PK12 zdobyty zacnie i sporo na azymut - lasy były bardzo przebieżne. Niestety koncentrację straciłem w przebiegu do PK10 i tam straciłem około 2 minut - to wystarczyło do nawiązania kontaktu wzrokowego z Pawłem. W tym momencie wiedziałem, że szansa na zwycięstwo została zaprzepaszczona - kurczę głupi ten błąd, a jednak popełniony. 
PK5-PK12-PK10
    W przebiegu do PK8 - Paweł jest coraz bliżej. Utrzymuję tempo na poziomie 5:20 min/km - za wolno, by uciec Pawłowi. Ale jest jeszcze 2 i 3 miejsce... To mnie motywuje - Paweł nie starał się jakoś specjalnie mi uciec. Raczej kontrolował całą sytuację i w konsekwencji zdobył po raz drugi PK3 :). Myślę, że gdybym nie popełnił błędu przy PK10, to i tak by mnie dogonił przy PK2.
PK10-PK8

     Od PK3 nie rozstajemy się nawet na krok. Paweł J.w pełni kontrolował sytuację - nie dając się mnie dogonić. Z PK2 ucieka ode mnie - starając się dobiec na szagę do mety. Widząc, że Paweł przystanąłna chwilę w lesie - nieśmiało przyspieszam - niestety bezskutecznie. Z takim zawodnikiem ciężko rywalizować i w konsekwencji zająłem 2 miejsce - tracąc do niego kilka sekund. Taką stratę przed startem wziąłbym w ciemno, na mecie odczułem mały niedosyt. Mimo wszystko dałem z siebie niemal wszystko w tym rajdzie. Opłaciło się, bo dołożyłem 10 minut B.Małeckiemu czy 18 minut M.Kramskiemu, a Markowi D. - aż 24 minuty - a kilka lat temu lał mnie równo (np. na Oriento Expresso w 2014 roku).
PK3-PK2-Meta
   Podsumowując - przegrać z Pawłem J. to żadna ujma  i do tego z bardzo niewielką stratą. Mam świadomość, że Paweł w tym dniu nie dał z siebie wszystkiego - siły zostawił na GP Hadesu w Żabinku. Niemniej jednak troszkę krwi mu napsułem w końcówce rajdu. Nigdy nie można być pewnym swego - rajdy na orientację potrafią "upokorzyć" każdego zbyt zuchwałego. 
W końcu jakieś pamiątkowe podium w tym roku 
   Organizacja na fajnym poziomie - za friko posiłek na mecie, woda, słodkości, upominki dla najmłodszych i do tego puchary pamiątkowe dla najlepszych i nagrody. Fajna rzecz - lubię takie zawody - fajnie obsadzone, fajne tereny itp. Za rok nie może mnie tam zabraknąć :)

Podsumowanie:
TP15,
12 punktów kontrolnych
Czas: 1h 21 min (tempo: 5:36 min/km)
Miejsce: 2/23 (wśród mężczyzn)

Wyniki:
1. Paweł Jankowiak 1:20
2. Seba Wojciech 1:21 
3. Bartłomiej Małecki 1:31
4. Mariusz Kramski 1:39
5. Marek Dolatowski 1:45
6. Przemysław Szarlik 1:49
...
23. Łukasz Drzemieszkiewicz 4:57 (10 pk)

niedziela, 23 września 2018

GP Hadesu - Etap 4 i 6 (29 IV i 2 IX) - Mechowo i Żabinko


    Kolejne etapy z cyklu Grand Prix Hadesu odbyły się odpowiednio w Mechowie oraz Żabinku w kwietniu i we wrześniu. Odpuściłem etap 5, który odbył się w Czołowie - i szczerze bardzo tego żałuję. Niemniej jednak do ogólnej klasyfikacji GP HAdesu zalicza się sześć najlepszych wyników - więc trzy etapy mogłem sobie odpuścić. Aktualnie po etapie w Żabinku mam już 5 występów, więc wystarczy mi jeszcze jeden udział, by zająć prawie na pewno czwarte miejsce (z dużą szansą na 3 miejsce). Pierwsze dwa miejsca w zasadzie są już zarezerwowane dla D.Konarczaka oraz P.Jankowiaka - choć udało mi się w mojej karierze choć raz ich pokonać (w tym roku byłem naprawdę blisko pokonania Darka K. w Ligowcu (etap 3) i tym samym miejscu pokonałem Pawła J.). Mam jednak świadomość, że przy normalnej dyspozycji z ich strony małe mam szanse na pokonanie ich - ale kto wie... Wiara i trenningi czynią cuda :)
    Wracając do etapu 4 w Mechowie, to trasa liczyła 7,7 km z 21 punktami kontrolnymi. Teren zawodów nie był może bardzo wymagający kondycyjnie, ale ten upał. Moim błędem był start na dzień przed tymi zawodami na trasie rodzinnej (jako solo) w Sękowie (w ramach Poznajemy okolice Sękowa, gdzie przebiegłem na orientację około 13,5 km w niemiłosiernym upale bez wody). To się zemściło w niedzielę - już na trenningu czułem, że w tym dniu będzie bardzo ciężko o dobry wynik - nie pomyliłem się. 
Mapa - trasa zaawansowana
   Wylosowałem 30 minutę - niestety zbyt wielu zawodników startujących przede mną nie stawiło się na zawody. Nikogo nie goniłem - nie lubię tego, oj bardzo tego nie lubię. Musiałem za to uciekać R. Halamus czy W.Jaworskiemu - nie zdołali mnie dogonić, bo już w PK2 spędzili zbyt dużo czasu. Przy słabej mojej dyspozycji - wiedziałem, że będzie ciężko. Pierwszą glebę zaliczyłem przy PK4 - był to sygnał zmęczenia. Krótki, bo 1,25 km odcinek pokonałem w tempie 7:38 min/km - słabo mimo bezbłednego taktycznie przebiegu.
Przebieg S-PK6
   Przy PK6 jestem czwarty - w przebiegu do PK7 popełniam głupi błąd wynikający ze zmęczenia i spadam na 6 miejsce ze stratą 3,5 minut do D. Konarczaka. Przepaść... Z pozostałymi punktami nie było lepiej, bo PK9 zdobyty jako 15 zawodnik, zaś PK15 jako 21 zawodnik... Proste nawigacyjnie PK8 i PK9 zdobyte zbyt wolno, za wolno.

PK6 - PK11 - nieco lepsze, ale nadal zbyt wolno.
    Przebieg z PK6 do PK11 pokonany z przeciętnym tempem na poziomie 7:31 min/km. Jak na moje  możliwości - za słabe, choć upał panujący w tym dniu zrobił swoje. Przy PK10 i PK11 widzę wreszcie konkurencję, choć nie poprawiłem swojej pozycji - jestem dopiero siódmy.
Punkt w dość malowniczym miejscu - choć o ciężkim podłożu

To był dopiero początek zawodów - a już się czułem tak,
jakbym miał co najmniej 10 km napierania na orientację.
   Kolejne punkty zdybyte na zadyszce, byłem tak zmęczony w tym dniu, że ledwo byłem w stanie utrzymać tempo na poziomie 6 min/km. Błędy przy PK15 i PK17 sprawia, że doganiają mnie Paweł J. oraz Paweł W. - co sprawiło, że nieco odżyłem, bowiem PK18-PK20 zdobyłem odpowiednio jako 4, 7 i 3 zawodnik - no tak trzeba biegać przez całą trasę.

PK11 - PK19 


   Końcówka z D.Żubrowskim i awansowałem na siódme miejsce, byłem wcześniej nawet na 9 miejscu. Zdążyłem zaliczyć glebę z wyczerpania - ciężko mi w tym dniu się biegło... Etap do zapomnienia - zmęczenie, trzy błędy nawigacyjne, upał oraz brak chęci rywalizacji zrobiło swoje. Przy normalnej dyspozycji spokojnie taką trasę zrobiłbym w ok. 60 min - skończyło się na 70 minutach i był to niestety najsłabszy występ w tegorocznym cyklu Grand Prix.
Końcówka - znacznie lepsza niż poprzednie przebiegi.

    Etap ten wygrał D. Konarczak z kosmicznym dla mnie czasem na poziomie niemal 50 minut, by wejść na najniższy stopień podium wystarczyło przebiec taką trasę w czasie 65 minut - tylko żałować, że startowałem dzień wcześniej w rajdzie Poznajemy okolice Sękowa.

Podsumowując (Etap IV):
Zaawansowana, 7,7 km, 21 pk
Czas: 70:22
Miejsce: 7/40

Wyniki:
1. Dariusz Konarczak 49:58
2. Paweł Jankowiak 57:30
3. Wojciech Jusik 65:21
4. Paweł Wolniewicz 68:13
5. Piotr Zamiara 68:48
6. Marcin Wasilewski 69:11
7. Seba Wojciech 70:22
...
40. Zbigniew Hornik NKL

   Szósty etap odbył się w Żabinku - w bardzo szybkim terenie, co widać na poniższej mapie. Lista startowa była mocniejsza niż w etapie 4. Faworytami tego biegu byli tradycyjnie już D. Konarczak oraz P. Jankowiak. Mi pozostała walka o najniższy stopień podium - musiałbym mieć jednak przed sobą silnego dla mnie rywala, np. M.Hofmmann'a w Ligowcu albo szybkiego zawodnika, np. D. Fliszkiewicza w Zieleniewie. W tych zawodach musiałem znaleźć w sobie motywację, bo bezpośrednich rywali bardzo szybko dogoniłem - już w PK1.
 
   To był naprawdę bardzo szybki teren  - świadczy o tym mój międzyczas liczony od startu do PK9 - niecałe 6 min/km. By wygrywać zawody na tym terenie - trzeba biegać przeciętnie 5:00-5:10 min/km. Zbyt wysoki pułap dla mnie, bo w PK9 byłem dopiero piątyu (a może aż piąty)... gdyby nie PK4 (mulda), to zaoszczędziłbym ok. 30 sekund. 
Przebieg S-PK9


    Druga odsłona biegu w moim wykonaniu była słabsza - znów brak koncentracji albo cwaniactwa orientacyjnego w PK13 (mulda) - troszkę wybiła mnie z równowagi, co miało wpływ na błąd przy PK14 - i zamiast awansować na 4 miejsce, spadam na miejsce 7. Dalej jednak nie jest źle, choć mój przebieg z PK9 do PK14 uważam za słaby w moim wykonaniu.

Mój znak firmowy :)

W tym biegu czułem się dużo lepiej mimo uczestnictwa w Rajdzie Koziołka w dniu wczorajszym.
    Dalsza część trasy - typowa na szybkie bieganie. Co prawda do PK15 popełniłem błąd zdobywając ten punkt od góry - a nie z boku. Ale strata do 6 miejsca była zbyt duża - pozostało mi jedynie utrzymać 7 miejsce, choć bardzo mi w tym przebiegu brakowało szybkiego zawodnika. W takich sytuacjach byłbym w stanie wykrzesać z siebie znacznie więcej. Przebieg z PK14 do PK17  z średnim tempem na poziomie 5:50 min/km - nie mogę nie być zadowolony z tego tempa, choć wiem, że stać mnie na więcej :)
Przebieg z PK14 do PK17


    Startując jako jeden z ostatnich zawodników - musisz samego siebie motywować do szybkiego biegania. Dla mnie nie jest to łatwe zadanie, dogoniłem dwóch zawodników, którzy startowali nieco wcześniej. Startujący minutę po mnie A. Bednarek nie był w stanie nawiązać ze mną walki. W samotności zdołałem przebie od PK17 do mety z przeciętnym tempem na poziomie 5:55 min/km. O ile kilka lat temu byłbym bardzo (ale to bardzo) zadowolony z tekiego przebiegu, to w tym roku wiem, że stać mnie na więcej. I o dziwo regeneracja mojego organizmu po rajdzie Koziołka (odbył się dzień wcześniej) - gdzie przegrałem o kilka sekund z Pawłem J. - przebiegła tak jak powinna. A mając więcej lat na karku - regeneracja odbywa się znacznie wolniej niż w przypadku młodzieńców:)
Końcowy przebieg
   W tym etapie zająłem 7 miejsce i wracam na pozycję lidera w GP Hadesu, choć w kolejnym etapie napewno stracę na rzecz Darka K. i Pawła J. (o ile wystartują). Gdyby nie 2 błędy nawigacyjne oraz zastój przy PK4, to byłbym w stanie nawiązać rywalizację z M. Gorczycą oraz M.Paterek - a to już są medaliści MP w swoich kategoriach wiekowych - są to naprawdę mocni zawodnicy. Z tego biegu jestem zadowolony - udało mi się przełamać barierę 60 minut - a taki był mój cel tych zawodów. Do zwycięzcy zawodów straciłem ponad 10 minut, a więc znacznie mniej niż w etapie 4. Mam jednak świadomość, że był to dość szybki teren zawodów - średnie moje tempo w tym etapie wyniosło 5:52 min/km przebiegając 10,1 km (około 700 metrów nadwyżki). Pod tym kątem był to mój najszybszy bieg w ramach GP Hadesu.

Podsumowując (Etap VI)
Zaawansowana, 8,1 km, 22 pk
Czas: 59:20
Miejsce:  7/36

Wyniki:
1. Dariusz Konarczak 48:47
2. Paweł Jankowiak  49:07
3. Marysia Gorczyca 51:56
4. Mikołaj Paterek 54:28
5. Mateusz Hoffmann 54:40
6. Anna Matyba 57:36
7. Seba Wojciech 59:20
...
36. Szmyt Łukasz NKL

niedziela, 9 września 2018

Czarna Cobra - Manowo (21 VII 2018)


   Po raz drugi z rzędu wziąłem udział w Czarnej Cobrze. Tym razem rajd odbył się w Manowie (niedaleko Koszalina) zorganizowane przez Nadleśnictwo Karnieszewice i Manowo przy wydatnym udziale tym razem Ł.Grodeckiego (budowniczy trasy TP50). W tym roku podjąłem małe ryzyko, bowiem tydzień wcześniej odbyła się Szaga w Lesznie. Niemniej jednak o moją kondycję nie miałem większych obaw - jestem w stanie przebiec dwie pięćdziesiątki pod rząd (tzn. w przeciągu 7 dni). 
  Lista startowa pękała wręcz od znanych nazwisk wśród maratończyków na orientację. Pierwsza trójka (właściwie to czwórka, bo na starcie nie zjawił się M.Jędroszkowiak) w zasadzie była już zaklepana. Siebie widziałem co najwyżej na 5 miejscu, choć musiałbym przebiec ten rajd dużo lepiej niż w zeszłym roku i oczywiście dużo lepiej niż na Szadze. 
   Do bazy dotarłem wraz z Pawłem J. (zwycięzcą rajdu) i Janem P. (zajął 4 miejsce) w piątek około godz. 23. Przed pólnocą poszliśmy spać i z niecierpliwością oczekiwaliśmy na śniadanie - na bogato za dopłatą 30 zł (oczywiście dla tych, którzy przenocowali z piątku na sobotę). Tego jeszcze nie było na żadnym rajdzie na orientację. duży plus dla orgów.
Śniadanie na bogato :) (autor zdjęcia Zorientowany/Zorientowana, http://kinio1001.blogspot.com)
    Start rozpoczął się o godz. 9 i na pierwszy strzał PK8 - pobiegli tam również Jan P. oraz Paweł J. Z uwagi na to, iż na 3derun track z biegu umieścił jedynie Paweł J., więc mój przebieg będzie porównany do jego przebiegu - a jest co analizować i przede wszystkim poprawić :).

Start - PK8 - PK2, 5,2 km 00:34
Start - PK8 - PK2
    Pierwsze dwa punkty bez większej historii, choć już zauważyłem wiele dróg niezaznaczonych na mapie. Oj będzie trzeba mocno natrudzić w tym rajdzie, by zapewnić dobry wynik. O ile Pawła J. nie śmiałem nawet doganiać, to byli jeszcze dwaj inni konkurencji, którzy w ostatecznym rozrachunku uzyskali nieco gorszy ode mnie wynik, tj. R. Kujawski i M.Niemczyk. Często ich spotykałem na trasie. Po 5,2 km i zdobyciu 2 punktów miałem czas gorszy o 6 minut od Pawła - zgodnie z oczekiwaniami, bowiem biegam wolniej od niego przeciętnie o 1 min/km. 

PK2-PK3-PK21, 4,8 km, 00:34
PK2 - PK3 - PK21
   Nieco trudniejsze punkty i o dziwo lepiej pokonałem ten odcinek niż Paweł J., który w okolicach PK3 miał małe trudności i to raczej był jego jedyny błąd z jego strony. Z tego odcinka jestem bardzo zadowolony. Szkoda tylko, że w dalszej części rajdu tak ładnie mi nie poszło.

PK21-PK15-PK17-PK18, 7,25 km, 01:23
    PK15 wyprowadził mnie z równowagi. Kiepsko mi szło z nawigacją po zbliżeniach punktów kontrolnych. Pojawiły się pierwsze oznaki niepewności, które niestety okazały się brzemienne w skutkach w trakcie poszukiwań punktów nr 17 i 18. Paweł J. pokonał odcinek w 44 min, zaś ja o 37 minut gorzej od niego - to mówi samo za siebie. Ruszałem się tam jak mucha w rosole. Gdzieś zgubiłem pewność siebie w tym rajdzie. Kondycyjnie nie było źle - były siły i chciało mi się biegać, lecz w pobliżu punktów kontrolnych szwankowała nawigacja.
PK21-PK!5-PK17-PK18
PK18 - PK16-PK5-PK5-PK19-PK6, 10,6 km, 1:38
   Głupie wyjście z PK18, bezkuteczne poszukiwanie PK16, gdy zbliżałem się do Jana P. Beznadziejne poszukiwanie PK5 - obok sanktuarium zrobiło swoje. Cięzko mi szło w tym rajdzie - kondycyjnie ok, nawigacyjnie słabiutko, oj słabiutko. Co punkt, to męka...
PK18 - PK16 - PK5 - PK20 - PK19 - PK6
PK6 - PK10 - PK9 - PK1, 5,6km, 1:13
    Podobnie było z PK10 - za wcześnie rozpocząłem poszukiwania, a jak byłem tam gdzie trzeba, to źle przeanalizowałem zbliżenie tego punktu. Punkt 9 - brak pewności i do tego sporo dróg niezaznaczonych na mapie. Na szczęście ktoś tam był w pobliżu tego punktu. PK1 - na szczęście bez problemów.
PK6 - PK10 - PK9 - PK1
PK1-PK22-PK12-PK13, 8 km, 1:14
   Zmęczenie daje mi we znaki, bo męczące jest ciągłe poszukiwanie punktów kontrolnych. Na szczęście PK22 - bez problemów, jak i PK12. PK13 - też w miarę sprawnie, choć niesamowicie wolno - tylko 9:12 min/km, choć na nogach miałem już ponad 42 km. Paweł ten odcinek przebiegł o 20 min lepiej ode mnie - tak się powinno biegać...
PK1 - PK22 -PK12 - PK13
PK13-PK4-PK7-PK14, 5,6km, 00:59
   Słabo było z PK4 i PK14 - ale jakoś je znalazłem, choć miałem już dość poszukiwania punktów kontrolnych - ciągle coś mnie wiodło w maliny. Tak na ok. 1 km przed PK14 widzę konkurencję, ale biegną do PK7, więc będę miał przewagę wobec nich. Byle nie dać się im dogonić, a czekał mnie jeszcze ok. 8,5 km przelot do mety z jednym punktem kontrolnym po drodze. Przebiegłem gorzej o 14 min od Pawła J. 
PK13 - PK4 - PK14
PK14 - PK11 - Meta, 7,8 km, 01:02
    Na szczęście ten przelot jakoś przetrwałem z jednym radlerem w ręku zakupionym w Wyszoborze - bardzo mi pomógł. Generalnie nienawidzę tak długich przelotów, ale akurat w tym rajdzie stanowiła to dla mnie ulga. Meta coraz bliżej i byłem szczęśliwy, że ten rajd mam już za sobą. Coś mi tu nie wychodziło z nawigacją - wiele bym poprawił w wielu punktach kontrolnych. 
PK14 - PK11 - Meta
   Reasumując  -zajęte miejsce całkiem ok. Szóste miejsce ujmy mi nie przynosi, choć był apetyt na lepszy wynik. Aczkolwiek pokonałem wiele również dobrych zawodników. Niemniej jednak w wielu punktach kontrolnych powinienem zachować się lepiej, zachowując pewność siebie, no i nauczyć się porządnie czytać zbliżenia punktów kontrolnych i nie biegać na oślep. W efekcie do 4 miejsca zabrakło mi aż 70 minut, zaś do Pawła J. - 2h 40 min - przepaść (aczkolwiek wygrał aktualny tegoroczny mistrz Polski w maratonach na orietnację - gratulacje i niskie ukłony :)). Co do mnie - szukać szczęścia w innych rajdach i oczywiście trenować.

Podsumowanie:
TP50, 22 punktów kontrolnych
Czas: 8:25
Miejsce: 6/54
Pokonałem: ~55 km

Oficjalne wyniki:
1. Paweł Jankowiak 5:45
2. Marcin Sontowski 6:05
3. Paweł Ćwidak 6:05
4. Jan Parzybut 7:15
5. Karol Gostomczyk 7:24
6. Seba Wojciech 8:25
...
54. Urszula Żarek NKL